Mateusz Bieniek: Siła naszej reprezentacji polega na zespołowości

  • Redakcja

Zapraszamy na wywiad z mistrzem świata w siatkówce Mateuszem Bieńkiem, który występuje w zespole Zaksa Kędzierzyn-Koźle.

Cztery lata temu nie grałeś na mistrzostwach świata w siatkówce, ale podejrzewam, że śledziłeś je w telewizji. Większy stres jest wtedy, gdy ogląda się reprezentację siedząc na kanapie, czy gdy samemu na boisku się w niej rywalizuje?

Finał cztery lata temu oglądałem w domu. Wydaje mi się, że jednak na boisku bardziej to wszystko się przeżywa. Ja przynajmniej tak mam, że przed telewizorem nie daje się aż tak ponieść emocjom. Oczywiście trzymam kciuki, ale podchodzę do tego na spokojnie. A na boisku emocje są spore, bo chcesz się zaprezentować jak najlepiej i pomóc w wygranej drużyny. Nie są to jednak emocje, które by paraliżowały – bardziej mobilizują do jeszcze lepszej gry.

Organizatorzy Włosi próbowali kombinować w trakcie turnieju – zmieniać zasady, pory rozgrywania spotkań. Denerwowało Was to?

Nie mieliśmy na to wpływu, dlatego staraliśmy się tym nie przejmować. Nawet jeśli nam się to nie podobało, to i tak nasza opinia nic by w tym względzie nie zmieniła.

Skończyłeś turniej grając w pierwszej szóstce, ale na początku mistrzostw nie byłeś podstawowym zawodnikiem. Byłeś tym rozczarowany?

Nie byłem rozczarowany. Każdy z nas chce grać jak najwięcej. Zmieniałem się głównie z Kubą Kochanowskim, który jest świetny zawodnikiem. On też zasłużył na to, by grać. Myślę, że w ogólnym rozrachunku graliśmy z nim mniej więcej po połowie. Piotrek Nowakowski spędzał na pewno więcej czasu na boisku od nas. Uzupełnialiśmy się w trójkę jako środkowi. Ani Kuba, ani ja nie obrażaliśmy się. Na tym polegała siła naszej reprezentacji – na zespołowości. Kto nie grał w danym momencie, to stawał z boku w „kwadracie” i dopingował mocno chłopaków.

Dawid Konarski: „Awansując na Igrzyska będziemy w gronie faworytów do złota!”

12 z 14 tegorocznych mistrzów świata występuje w nowym sezonie Plusligi. Czy dzięki temu znów w Polsce wróci moda na siatkówkę? W poprzednim sezonie nie zawsze na trybunach bywał komplet.

Jak są sukcesy, zwłaszcza reprezentacyjne, to ludzie na pewno tłumnie przychodzą na mecze. W ostatnich latach nasza kadra nie osiągała wielkich sukcesów i stąd się wzięła słabsza frekwencja na spotkaniach ligowych. W dodatku w Pluslidze jest bardzo dużo pojedynków, dlatego kibice mogą sobie wybierać, które z nich chcą zobaczyć.  Zwykle wybierają te najlepsze i na nie chodzą. Myślę, że teraz po zdobyciu przez nas mistrzostwa hale znów będą się zapełniać. Fani będą chcieli zobaczyć mistrzów świata z bliska.

W dodatku grają oni w różnych zespołach.

To prawda. Dzięki temu prawie w każdym meczu będzie można ich dojrzeć z trybun. To powinno sprawić, że publiczność tłumniej będzie przybywać na spotkania ligowe.

Czujecie się mocni jako Zaksa? Bo konkurencja latem poważnie się wzmocniła.

Liga jest najmocniejsza od dobrych kilku lat. 6-7 zespołów może powalczyć o podium. Każda kolejka to ciężka walka o punkty. Aczkolwiek my mamy skład bardzo zgrany, nie było u nas w drużynie dużych zmian.

Polskich siatkarzy czeka maraton spotkań. FIVB oszalała

Wasz największy rywal w walce o mistrzostwo Polski?

Na pewno Bełchatów i Stocznia. Wciąż jest jeszcze ciężko to do końca określić. Jastrzębski wzmocnił się solidnie. Może być też jakiś czarny koń – może Zawiercie?