Sportowcy, którzy cofnęliby czas o więcej niż godzinę

  • Redakcja

Wyspani? Bo jeżeli nie, to polecamy przespać się jeszcze godzinkę. Wszakże w nocy przestawiliśmy czas o godzinę do tyłu, a więc – jak co roku o tej porze, w ostatnią niedzielę października – doba trwa 25 godzin. Nie będziemy oceniać czy to dobry wymysł czy nie, bo to temat na osobny artykuł i niekoniecznie na łamach sportowego portalu. Z okazji zmiany godziny zaprezentujemy wam za to sportowców, którzy by cofnęli czas o znacznie dłużej niż godzinę.

You”ll goin’ down on sunday! SATURDAY!

Generalnie chcielibyśmy, żeby nam się tak w życiu nie udało, tak jak się nie udało Arturowi Szpilce. Popularny Szpila zarobił niemałe pieniądze na czymś, co – jak powtarza na każdym kroku – kocha. Jego dotychczasową karierę też można uznać za udaną. Pięściarz z Wieliczki walczył przecież o mistrzostwo Świata z Wilderem, a nie każdy w tym fachu może się pochwalić takim wyczynem. W życiu prywatnym też mu się powodzi – ma wieloletnią partnerkę, która zawsze stoi u jego boku i wyglądają na szczęśliwą parę. Dodając do tego życiowy start, jaki miał Szpila, można go bardziej upatrywać w kategoriach „człowieka sukcesu”, niż jako „nieudacznika”. Jednak, patrząc na to jak się zapowiadał, można mieć spory niedosyt i wydaje nam się, że sam Szpilka przyznałby nam racje.

Widzimy jego kolejne wywiady przed zapowiadaną na 10. listopada walką z Mariuszem Wachem i słyszymy takie zdania, w których mówi o swoich elementarnych błędach przed przegranymi pojedynkami, polegającymi na dekoncentracji i skupianiu się na czymś, co jest dalekie od boksu. Akurat walki z Wilderem byśmy pod to nie podpięli, ale przegraną z Jeninngsem czy Adamem Kownackim już tak. Zresztą sprawdźcie sami, jak 29-latek zachowywał się przed tymi wydarzeniami.

Jesteśmy przekonani, że sam zainteresowany, oglądając te wypowiedzi, spala się ze wstydu. Gorzej z wyciąganiem wniosków… Chociaż może walką z Wachem udowodni, że jeszcze jest w stanie wrócić do wielkiego boksu?

Czy nie dało się lepiej jechać?

Takie pytanie mógł sobie zadać Andrzej Lebiedew, zawodnik Betardu Sparty Wrocław. Całkiem niedawno pisaliśmy o nim w tekście, w którym wymieniliśmy – naszym zdaniem – największe rozczarowania PGE Ekstraligi 2018: ” W trakcie sezonu po katastrofalnej jeździe odszedł w ramach wypożyczenia do pierwszoligowego ROW-u Rybnik. Tam się odbudował, w kilku meczach pokazał, że potrafi jeździć. Tyle, że nie robił tego w gronie najlepszych żużlowców na świecie. Bardzo możliwe, że w kolejnym sezonie będzie zdobywał punkty dla kogoś z 1. ligi. Na tym poziomie stać go na naprawdę doskonałe wyniki, co pokazał choćby dwa lata temu, gdy ze średnią 2,37 był najlepszym jeźdźcem zaplecza Ekstraligi”. Oczywiście polecamy do zapoznania się ze wspomnianym podsumowaniem, w którym znajdziecie więcej ancymonów, którzy mogliby zadać sobie to samo pytanie.

PGE Ekstraliga: największe rozczarowania 2018

Ale to było dobre!

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że cofnąć czas możemy chcieć nie tylko, żeby coś naprawić, ale też po to, żeby przeżyć coś jeszcze raz. Na pewno polscy siatkarze chcieliby przeżywać jeszcze raz, na nowo okazałe zwycięstwo nad Brazylią w finale Mistrzostw Świata. Cała Polska żyła sukcesem Polaków, którzy sprawili, że poczuliśmy dumę, jaką chcielibyśmy czuć zawsze. W siatkarzach ujęła nas ich mentalność, ale w tym przypadku odsyłamy do bloga Jurasa, w którym na gorąco złożył swoisty hołd polskiej ekipie tuż przed ich zwycięskim finałem.

Juras Blog #3 – Mentalność zwycięzców!

Zjeść ciastko i mieć ciastko.

A co powiecie na cofnięcie się w czasie w celu osiągnięcia korzyści materialnych? Np. gdy napijemy się piwka/soku (niepotrzebne skreślić) i znów cofniemy się o te paręnaście/parędziesiąt minut (wiadomo, zależy od człowieka) aby po raz kolejny uczynić to samo? Ciekawe czy na taką myśl wpadł Luis David Montero po spaleniu jointa? Zawodnik, który otarł się o NBA, nie przeszedł testów medycznych i KK Włocławek zerwał z nim umowę. Nieoficjalnie jednak się mówi o tym, że w jego organizmie wykryto marihuanę. Sytuację opisaliśmy w poniższym felietonie.

Dziwny przypadek następcy Ivana Almeidy

A może Montero wcale nie odpalałby „śmiesznego papierosa”, gdyby wiedział, że przez to klub z Włocławka zerwie z nim umowę? Niestety (a może na szczęście?), nie siedzimy w głowie koszykarza i trudno nam znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Wspomnień czar.

Niektórzy lubią żyć przeszłością. Np. taki Jose Mourinho – dla niego czas się zatrzymał, kiedy zdobywał trzecie mistrzostwo z Chelsea, o czym ostatnio przypomniał kibicom na Stamford Bridge. Z formą zespołów Portugalczyka bywało różnie, ale – obserwując jego ostatnie lata – wydaje się, że popularny Mou ma już swój prime za sobą. Zdajemy sobie sprawę, że piszemy to w momencie, kiedy jego zespół ma tendencję zwyżkową, ale jakoś jesteśmy tak dziwnie przekonani, że Mourinho z 2010 roku obśmiałby „Mourinho A.D. 2018”.

Łyk powietrza czy wyjście na powierzchnię?

Może to dobrze, że Mourinho trochę żyje przeszłością, bo przez to częściowo nie traci na tym jego urok, polegającym na nieustannych przechwałkach. Przecież obecnie nie ma za bardzo czym się pochwalić, kiedy pomyślimy o jego wszystkich osiągnięciach w dotychczasowej karierze.