Największe zaskoczenia PGE Ekstraligi

  • Redakcja

Podczas minionej gali głosami kibiców żużlowych wygrał Jakub Jamróg. I faktycznie, 27-latek był niespodziewanym liderem Grupy Azoty Unii Tarnów. Jego jazda nie dała jednak utrzymania tarnowianom, ale pozwoliła mu na podpisanie kolejnej dobrej umowy w ekstraligowym klubie (nieoficjalnie mówi się o beniaminku Speed Car Motorze Lublin). Poniżej przedstawiamy listę tych, których tak jak Jamróg można określić mianem ligowych „zaskoczeń”.

Sebastian Niedźwiedź (Falubaz Zielona Góra)

W poprzednim roku w sierpniu Niedźwiedź uczestniczył w bardzo poważnej kolizji z młodym Michałem Nowińskim. Obaj wyprostowanymi maszynami wjechali w dmuchaną bandę, a uraz zawodnika Falubazu był bardzo poważny – załamany kręgosłup na odcinku TH9. Na szczęście wrócił do ścigania, ale cztery miesiące temu znowu leżał. Podejrzewano nawet odnowienie się tej kontuzji, co ostatecznie nie znalazło potwierdzenia. Niedźwiedź wrócił, ale… został zahaczony przez Larsa Skupienia w barażu o ekstraligę, upadł, doznał wstrząśnienia mózgu, a mimo to jechał w powtórce i kolejnym biegu, co odbiło się szerokim echem:

Dominacja potwierdzona: Fogo Unia Leszno cała w złocie

Dzięki ambitnej postawie i wielkiemu charakterowi Niedźwiedź mógł wrócić do sportu. Oby już w gronie seniorów miał więcej szczęścia niż w juniorach.

Jack Holder (Get Well Toruń)

Młody Australijczyk wykręcił tylko ciut (o 0,02 pkt/bieg) gorszą średnią od swojego utytułowanego, starszego brata Chrisa, który w kolejnym roku zawodzi. I powinien brać przykład z „młodego”, który imponował bezkompromisową, niekiedy twardą jazdą przeciwko uznanym w świecie żużla markom np. Fredrikowi Lindgrenowi z forBET Włókniarza. Jack jeździł tak, jak od niego oczekiwano. Tak, jak powinien jeździć jego brat – z zębem. A zadanie miał dość trudne, bo taka niewdzięczna jest rola rezerwowego. Najczęściej jednak zmieniał wychowanka klubu z Torunia Pawła Przedpełskiego, którego właściwie „zmusił” do poszukania innego pracodawcy. Przedpełski ma trafić do ekipy forBET Włókniarza. Młody Holder – z bratem – zostają w Get Well.

Adrian Miedziński (forbET Włókniarz Częstochowa)

Zatrudnienie go przez częstochowian wiązało się z pewnym ryzykiem. Czemu? Właśnie o ryzyko idzie – Miedziński często pakował siebie i innych w najrozmaitsze kłopoty torowe. Brakowało mu „chłodnej” głowy, przez co zbyt wiele czasu musiał spędzać na leczeniu poważnych bądź mniej urazów. Ku wielkiej radości przedstawicieli forBET Miedziński był jednym z liderów drużyny. Jeździł pewnie, szybko, spokojnie przygotowując swoje ataki. Zaliczył jeden z lepszych sezonów ostatnich lat. Obraz psuje nieco nieudana końcówka sezonu, w której torunianin nieco się pogubił, no i złapał uraz, przez co nie pojechał w turnieju „Asy dla Tomasza Golloba”:

Asy pojechały dla Golloba, a Falubaz został w elicie

Gleb Czugunow (Betard Sparta Wrocław)

Mniej więcej podobny przypadek do Sebastiana Niedźwiedzia. 19-letni Rosjanin pokazał wielkie serce i silną psychikę, wracając (z dobrym skutkiem) na tor po poważnej kontuzji nogi. Pod koniec czerwca w półfinale Mistrzostw Europy Juniorów Czugunow w dwóch miejscach złamał nogę. Czekała go operacja, a po niej długa rehabilitacja. Do ścigania wrócił znacznie wcześniej niż przewidywano – pierwszy trening odbył już po dwóch miesiącach. Nie czuł się jednak na tyle pewnie, by stanąć do rywalizacji w czterech podczas gorączki meczowej. To nastąpiło w drugim półfinale z Fogo Unią Leszno. Aż miło było popatrzeć, jak na stadionie im. Alfreda Smoczyka w jednym z biegów wyprzedził Janusza Kołodzieja, Taia Woffindena i Jarosława Hampela. Kozak.