Kolejny dzień z Euroligą

  • Redakcja

Już wczoraj ruszyły najbardziej prestiżowe, największe koszykarskie rozgrywki na Starym Kontynencie. Wszystkie mecze można znaleźć tutaj. Tytułu sprzed roku broni Real Madryt. Niestety, trzeci raz z rzędu zabraknie w Eurolidze drużyny z Polski. Mało tego – w żadnej z występujących w rywalizacji ekip nie ma naszego rodaka. Jeszcze rok temu o puchar walczył Adam Waczyński. Jego Unicaja Malaga w tym sezonie zagra jednak w mniej prestiżowych rozgrywkach spod znaku EuroCup.

W najnowszej historii Euroligi, datowanej od 1988 roku, kiedy to zmieniono formułę zawodów, występowało pięć drużyn z naszego kraju. Były to Lech Poznań (1990), Śląsk Wrocław (2001-04), Prokom Trefl/Asseco Gdynia (2004-13), PGE Turów Zgorzelec (2014) oraz Stelmet Zielona Góra (2013, 2015). Największy sukces osiągnęło Asseco, gdy w 2010 roku dotarło do ćwierćfinału. W 1/4 finału lepsi okazali się gracze Olympiakosu:

I właśnie dzisiaj grecki Olympiakos w hicie pierwszej kolejki Euroligi zmierzy się w Moskwie z ekipą Chimek. Grecy to wielce zasłużony klub. Dość powiedzieć, że jako pierwszy zespół ze swojego kraju awansował do finału Euroligi (1994). Poza tym, jest 12-krotnym mistrzem Grecji, a przecież tamtejsza liga należy do jednych z najlepszych w Europie.

W aktualnej kadrze Olympiakosu roi się od znakomitych zawodników. Jednym z najbardziej utalentowanych koszykarzy jest 23-letni środkowy z Serbii Nikola Milutinov, swego czasu wybrany w drafcie NBA przez San Antonio Spurs. Zza oceanem nie miał okazji do występów, za to jak z nut (24 pkt., 10 zb.) zagrał przeciwko zespołowi Holargos w wygranym meczu pierwszej kolejki greckiej ligi A1. Nikt jednak w koszykarskim Pireusie nie może równać się z Vassilisem Spanoulisem (na zdjęciu). To żywy pomnik tego klubu, który w biało-czerwonych barwach występuje nieprzerwanie od 2010 roku.

36-letni rzucający już już miał zawieszać buty na kołku. Wieszczono mu to po kontuzji, jakiej nabawił się na początku ubiegłego sezonu. „Kill Bill”, jak o nim mówią, znakomitymi wynikami zaprzeczył tym doniesieniom. Co więcej, jest jedynym – obok Juana Carlosa Navarro – koszykarzem, który w Eurolidze przekroczył barierę 3500 zdobytych punktów. Dwa razy z Olympiakosem i raz z Panathinaikosem wygrywał w przeszłości te europejskie rozgrywki, a w 2013 roku ogłoszono go ich MVP. Ciekawe, jak dzisiaj zaprezentuje się w Moskwie?

Chimki to bowiem także uznana marka, choć klub został założony stosunkowo niedawno, bo w 1997 roku. Jest aż 10-krotnym wicemistrzem Rosji, ani razu zespół ten nie zdobył tytułu. Nie inaczej było w poprzednim sezonie, a do srebra w rodzimej lidze, gracze świetnego greckiego trenera Georgiosa Bartzokasa (który w przeszłości wygrał Euroligę z Olympiakosem) dorzucili wicemistrzostwo w lidze VTB. „Żółto-niebiescy” w tegorocznych zmaganiach wygrali już dwa spotkania, oba bardzo wysoko: 96 do 67 w Rydze z VEF oraz 99 do 67 w Krasnojarsku z Jenisejem. Liderem w obu spotkaniach był Aleksiej Szwied.

„Pierwszy mecz jest zawsze ekscytujący. Chimki mają bardzo wielu dobrych koszykarzy, których swego czasu miałem honor trenować w kadrze Rosji. Z kolei ich szkoleniowcem jest były trener Olympiakosu, z którym mój klub osiągał wielkie rzeczy. To wszystko jest szalenie interesujące. Mecz w Moskwie jest naszym pierwszym w Eurolidze i w dodatku na wyjeździe, co jednak wcale nie musi być niekorzystne dla nas” – powiedział opiekun zespołu z Pireusu David Blatt (www.olympiacosbc.gr).

Kursy na ten mecz w forBET : Chimki 1.75, Olympiakos 2.10, remis 13.75