Czy w tym roku doczekamy się walki Sulęckiego?

  • Redakcja

Tego roku pod koniec kwietnia Maciej Sulęcki dał jedną z piękniejszych walk w historii polskiego boksu, mając naprzeciw Daniela Jacobsa. Niestety, przegrał ją na punkty, ale większość ekspertów była zgodna co do tego, że dla Jacobsa Striczu był jednym z najbardziej, o ile nie najbardziej wymagającym rywalem w historii jego występów na zawodowych ringach. Tą walką Sulęcki zyskał szacunek boskerskich fanów na całym świecie, ale dla swoich ewentualnych przyszłych przeciwników stał się niezbyt atrakcyjny. Pięściarze zobaczyli w Polaku wymagającego rywala z jeszcze niewyrobionym nazwiskiem, tak więc walka z takim oponentem niosłaby za sobą więcej ryzyka przy niewielkim zysku. Sulęcki stał się ofiarą swojej dobrej postawy.

Przyzwyczailiśmy się do podobnych tweetów, jakie wymieniają pomiędzy sobą Andrzej Wasilewski ze swoimi podopiecznymi. W roli głównej mogliśmy częściej zobaczyć Artura Szpilkę, ale jak widać ciągłe czekanie na jakąkolwiek ofertę zaczęło już nieco irytować 29-latka. Striczu w wywiadach podkreślał, że nie odrzuca żadnych ofert, gdyż żadnych nie dostaje. Takie wypowiedzi można by było potraktować jako pstryczek w nos Andrzeja Wasilewskiego, ale pięściarz nie winił za taki stan rzeczy swojego promotora – przynajmniej oficjalnie.

Wczoraj jednak dostaliśmy taką oto informacje od Dana Rafaela.

O amerykańskim dziennikarzu było głośno nad Wisłą w związku z ostatnią walką Adamka z Millerem. Rafael nazwał to zestawienie „haniebnym mismatch’em” co odbiło się szerokim echem w naszym kraju. Jak się okazało amerykański ekspert miał więcej racji niż mogłoby się wydawać. Wszyscy osądzali Dana Rafaela, że, głosząc takie opinie, umyślnie działa na niekorzyść konkurencji dla jego stacji. Warto podkreślić, że nikt nie odmawiał mu kontaktów i wiedzy nt. boksu. Główne zastrzeżenie z jakim spotyka się owy dziennikarz to stronniczość.

Wracając do tweeta, Rafael podał, że 22. grudnia br. Sulęcki może wrócić do Nowego Jorku na walkę z Jermallem Charlo. Brytyjski pięściarz ma „gorące nazwisko” w pięściarskim świecie. Wraz ze swoim bliźniakiem, Jermellem stworzyli duet, który zaraz ma stać się czymś na wzór tego, co w ostatnich latach zrobili w wadze ciężkiej bracia Kliczko. Póki co Jermall jest posiadaczem pasa tymczasowego mistrza WBC kategorii średniej po tym jak 21. kwietnia br. pokonał Hugo Centeno Jr, przez nokaut w drugiej rundzie.

Hugo Centeno Jr. łączy poniekąd Charlo z Sulęckim. Obaj pięściarze są jedynymi w zawodowstwie, którzy pokonali Amerykanina. Polak zrobił to w Chicago dwa lata temu, pokonując go w 10. rundzie przez techniczny nokaut. Trzeba przyznać, że ta walka byłaby wielkim wyzwaniem dla Stricza. Jak widać sytuacja wokół najbliższej walki 29-latka jest dynamiczna. Jeszcze we wtorek przepychał się na twitterze z Andrzejem Wasilewskim, by wczoraj doszła do nas hitowa informacja z Ameryki. Dziś nawet mówi się o tym, że Sulęcki ma zawalczyć na przetarcie na gali w Gliwicach, gdzie walką wieczoru będzie starcie Szpilka – Wach.

I weź tu wyjedź na weekend. Obawiamy się, że przy takim tempie pojawiania się coraz to nowszych informacji, możemy przegapić kiedy 29-latek w końcu pozna swojego rywala. Sulęcki jest uważany przez większość ekspertów jako najlepszy polski pięściarz bez podziału na kategorię. Szkoda by było, gdyby jego talent zmarnował się przez te zamieszanie wokół jego następnej walki.

EDIT:

Dopiero co opublikowaliśmy tekst, a już wiadomo, że Sulęcki zawalczy na gali w Gliwicach. Jego rywal na razie jest anonimowy, ale ma być typowym przeciwnikiem na poprawienie rekordu i utrzymanie formy przed najważniejszym pojedynkiem. Polak przy takim obrocie spraw wyklucza grudniową potyczkę. W wywiadzie dla ringpolska.pl pięściarz przyznał, że do takiej walki potrzebuje dłuższego treningu i tylko duże pieniądze przekonałyby go do pojechania do Nowego Jorku, w celu zawalczenia o pas WBC.