Kompleks polskiego kibola…

  • Redakcja

Czy może być coś gorszego od grania przy pustych trybunach? W Krakowie udowodniono, że tak, bowiem doping nielicznej grupki małych kibiców zagłuszano puszczanymi z głośników ultrasami, co stanowi kolejny dowód na kompleksy ludzi mających się za wielkich kibiców, a najbardziej szkodzi to właśnie środowisku kibicowskiemu: bo przecież są w Polsce normalni ludzie, którzy chodzą na mecze, aby wesprzeć swój ukochany klub, a nie leczyć własne kompleksy. Szkoda, że przez tego typu zachowania są oni bardzo skutecznie generalizowani…

Osobiście generalizować nie zamierzam. Nie przepadam za rozgrywkami Ekstraklasy, niespecjalnie ciekawią mnie produkcje kreowane na seriale typu „Narcos”, które poziomem bardziej pasują do „Malanowskiego i partnerów”, dlatego raczej wolałem niższe poziomy rozgrywkowe. Chyba najbardziej urzekła mnie sytuacja w Opolu – robiliśmy materiał po meczu Odry z Ruchem, gospodarze rozgromieni 0:3, a to z ust ich gniazdowego słyszę najbardziej rozsądne podsumowanie tamtego pojedynku oraz długofalowej wizji całego klubu. Nieco zainteresowała mnie działalność tamtejszego stowarzyszenia kibiców i znalazłem na ich koncie także mnóstwo akcji charytatywnych: podejrzewam, że nie oni jedyni w skali całego kraju przeprowadzają takie działania, zatem chapeau bas dla wszystkich, którzy angażują się w tego typu aktywność. Trudno nam się pogodzić, że taki wizerunek nie jest promowany szczególnie w mediach, bo on średnio by się sprzedał – lepiej przecież pokazać akcje z meczu Legia – Borussia lub strzelanie racami w derbach Krakowa, gdzie możemy spokojnie kreować wizerunek ultrasa jako bandziora, agresora i chama, aniżeli wskazywać na pozytywne aspekty działalności środowisk kibicowskich, o których niespecjalnie głośno, bo oni sami nie robią tego dla rozgłosu. Tym gorzej, gdy w naszej lidze dochodzi do takich rzeczy, jakie miały miejsce w niedzielę przy ul. Kałuży.

Sprawa derbów Krakowa została już rozłożona na czynniki pierwsze – na trybunach zamiast dorosłych fanów mieliśmy do czynienia z dziećmi, które dzięki takiemu wydarzeniu mogły przeżyć przygodę swojego życia. I tym razem to nie kibole zrobili ze swojego klubu pośmiewisko, lecz zrobiła to sama Cracovia, puszczając z głośników nagrany doping swoich fanów. Rozumiem doskonale, jak zakompleksione wobec lokalnego rywala muszą być Pasy, szczególnie w obliczu ostatnich wyników sportowych, zastanawia mnie natomiast, po co robić z siebie jeszcze większego mema i próbować zagłuszać młodych ludzi formatem MP3. Takie postępowanie niezgodne jest z zasadami PZPN, gdyż komunikaty wydawane przez głośniki muszą pozostawać bezstronne i pozbawione wszelkich emocji, zatem nie dość, iż Cracovia wyraźnie przegrała mecz, to jeszcze zostanie ukarana za to finansowa, a przede wszystkim kibice z całej Polski do końca sezonu nie zapomną im tego wybryku. Rozumiem doskonale, że niezwykle upokarzający musi być widok młodych kibiców cieszących się na młynie Pasów, ale po co dodawać tej sytuacji jeszcze bardziej niepotrzebnego komizmu i używać dopingu nagranego na taśmie – przecież to są już jakieś himalaje absurdu. Podobne do tych, które na początku sezonu wygłaszał trener Michał Probierz – Cracovia wszak miała brać udział w wyścigu o mistrzostwo Polski. Na tę chwilę jednak Pasy są jak na najlepszej drodze, aby w przyszłym sezonie grać na zapleczu Ekstraklasy.

Problemów Cracovii ciężko zliczyć i szkoda się nad nimi rozwodzić, dlatego chciałbym też zająć się kwestią dopingu kibiców w Polsce. Zwykle jest to sprawa zero – jedynkowa: albo jesteś piknikiem, niespecjalnie angażujesz się w kibicowanie swojej drużynie, siedzisz wygodnie na krzesełku i oglądasz spotkanie, co uwłacza braci kibicowskiej lub jesteś też ultrasem, który niespecjalnie zajmuje się meczem, a chodzi o jak najgłośniejszy krzyk, który w dużej mierze sprowadza się do ubliżaniu przeciwnikowi. Nie jest tajemnicą, że w wielu przypadkach ultrasi gardzą przysłowiowymi piknikami, a najbardziej widoczne jest to przy meczach reprezentacji Polski, gdzie dość mocną popularność zyskali tzw. „Janusze”. W dniu meczowych ich znakami szczególnymi są: flagi (ale częściej bandery) doczepione przy samochodach, pomalowane buzie, a także biało – czerwone kapelusze: ogólnie spotykają się oni z wyśmiewaniem reszty społeczeństwa, bo jak przecież można interesować się 22 spoconymi facetami biegającymi za piłką, którzy na dodatku są tak przepłacani. U nas bardzo łatwo odbiera się radość innym z zainteresowania daną dziedziną, sprowadzając ją do kompletnego bez sensu – a jak już nawet akceptujemy, że ktoś może się interesować tym samym, co my, to musi to przeżywać dokładnie w nasz sposób. Osobiście byłem na paru meczach reprezentacji, nigdy nie czułem się tam jakoś szczególnie źle i naprawdę fajnie, że choć na te 90 minut zapominaliśmy o wszelkich różnicach. Fajnie, żeby choć trochę przeszło to na grunt klubowy i fani prowadzili rywalizację na trybunach, aniżeli miały się dziać jakieś akcje z głośnikami. Bo to uwłacza jeszcze bardziej prawdziwym kibicom, a nie jakieś dość niejasne zdarzenia na trybunach…

Karol Czyżewski