Te freaki to w końcu są dobre czy nie?

  • Redakcja

Marcin „Różal” Różalski odkąd rozstał się z federacją KSW co jakiś czas próbuje wytknąć Martinowi Lewandowskiemu i Maciejowi Kawulskiemu pewną nieścisłość w ich poczynaniach. 40-latek nie ukrywał, że nie podoba mu się kierunek, w którym podąża polskie MMA, powołując się na przykład freak fightów, które były bardziej promowane, niż sportowe pojedynki na godnym poziomie. Dziś już wiemy, że same te pseudo-rozstawienia nie za bardzo wadzą wojownikowi urodzonemu w Płocku. Różal będzie komentować galę Fame MMA 2. A wszystko zaczęło się od niewinnego filmiku, który prezentujemy poniżej.

W dużym skrócie: Różal krytykuje portale branżowe, które nie zajęły się pierwszą edycją Fame MMA (czyli praktycznie wszystkie portale zajmujące się sportami walki). A właśnie, bo nie wspomnieliśmy co to właściwie jest – to całe Fame MMA.

(dygresja)

Jak sama nazwa wskazuje, Fame MMA to gala, która zrzesza fighterów, którzy są sławni. Ich popularność jednak nie wynika ze sportowych osiągnięć, a bardziej z działalności w internecie. W karcie walk znajdziemy v-logerów, pato-streamerów itp. Organizacja takiego wydarzenia idealnie wpasowuje się do hejtu, jaki potrafią wygenerować te osobistości. Dzięki napięciu pomiędzy walczącymi i ich sławie pierwsza gala Fame MMA osiągnęła taki sukces, że już za chwilę odbędzie się jej druga edycja (przepraszamy, że nie podajemy szczegółów odnośnie tego wydarzenia, ale nie chce nam się szukać tychże informacji, które by to promowały).

(koniec dygresji)

Różalski w powyższym nagraniu wspomina o hipokryzji, która – jak sam przyznał – dotyczy również jego. W najnowszym wywiadzie, promującego freak galę, mówi o skandalu, jakim była umiejscowienie jego walki o pas KSW wagi ciężkiej. Jego pojedynek odbył się przed freak fight’em i trzeba przyznać rację 40-latkowi, że to nie było w porządku ani wobec niego, ani wobec dyscypliny MMA. Pomiędzy wierszami można wyczytać, że m.in. te szczególne traktowanie freaków to było coś co denerwowało Różala w KSW. Miał również pretensje do dziennikarzy, którzy przeprowadzali wywiad z celebrytami, którzy zaczęli zawodowo romansować z MMA. Przypominamy, że mówi to były trener Popka.

Dziś Różal mówi sam o sobie, że podczas pełnienia swoich komentatorskich obowiązków, również będzie swego rodzaju freak’em. Płocczanin nie ukrywa, że nie zna się kompletnie na robocie za mikrofonem, co idealnie będzie odzwierciedlało ducha gali. Przecież zawodnicy wchodzący do klatki również nie umieją podstaw MMA! Różal chwali to, że cała gala opiera się na takich walkach, przekonując, iż konieczny jest definitywny podział tych wydarzeń. Dla niego mieszanie profesjonalnych walk z nieprofesjonalnymi jest błędem. Dlatego warto zadać Panu Różalskiemu uzasadnione pytanie, co ma większą wartość: event z jednym freak fight’em, czy event z samymi freak fight’ami? Co bardziej wypromuje dyscyplinę MMA? Podczas transmisji, której z gal widz prędzej się wyedukuje się nt. tej dyscypliny?

Niestety, ale trzeba postawić następującą tezę: Różal również ma udział w popularyzacji freak fight’ów w Polsce. Po pierwsze, trenował idola gimanzjalistów. Po drugie, bierze się za komentowanie Fame MMA. Kiedyś Różal olewał takie osobistości jak Bonus BGC, które obrażały go na każdym kroku, a za chwilę będzie komentować walkę „łazarskiego gladiatora”. Jeżeli 40-latek będzie nadal tak romansować z freak’ami, to kto wie, czy nie wystąpi na którejś z gal jako zawodnik…