Grzegorz Tkaczyk: zmiana pokoleniowa w polskiej piłce ręcznej była zbyt drastyczna

  • Redakcja

Jeszcze niedawno piłka ręczna w Polsce stała na prawie takim samym poziomie, co siatkówka. Dziś siatkarze bronią tytułu mistrzów świata, a nasza reprezentacja szczypiornistów jest w rozsypce. O problemach polskiej piłki ręcznej rozmawialiśmy z byłym reprezentantem kraju Grzegorzem Tkaczykiem, którego spotkaliśmy niedawno podczas imprezy sportowej organizowanej dla młodzieży na warszawskiej Ochocie.

Oglądał Pan mistrzostwa świata w siatkówce?

Tak, widziałem półfinał ze Stanami Zjednoczonymi i finał z Brazylią.

Nasi szczypiorniści byli prawie tak wysoko, jak teraz są siatkarze.

My chyba nigdy nie byliśmy na tym poziomie, co oni, ale faktycznie znajdowaliśmy się w czołówce i zdobywaliśmy medale. Natomiast to, czego udało się dokonać naszej siatkarskiej drużynie  – to niezwykły sukces. Zostać mistrzem świata to jedno, ale obronić później ten tytuł, to niesamowicie trudne zadanie. Tym większy mam dlatego do nich szacunek.

U nas niestety reprezentacja wygląda w tej chwili zupełnie inaczej. Mamy duży problem z kadrą szczypiornistów. Obecnie zawodnicy muszą bardzo ciężko pracować, by wrócić w przyszłości do elity.

Czy to koniec pewnej epoki?

W styczniu przyszłego roku Dania i Niemcy zorganizują wspólnie mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Nas na tym turnieju niestety nie będzie. Dlaczego?

Najlepiej jest się wzorować na najlepszych, dlatego szczypiorniści powinni przyglądać się siatkarzom. Należałoby w ręcznej wdrożyć taki system szkolenia, jaki oni mają, ponieważ w siatkówce pojawiają się co rusz nowi zdolni zawodnicy. W szczypiorniaku zaś powstała dziura pokoleniowa i to odbiło się na reprezentacji. W siatce odchodzą gwiazdy, weterani, a przychodzą nowi, młodzi gracze, którzy potrafią ich zastąpić. Dzięki temu kadra siatkarska nie traci na jakości.

U nas niestety pewna generacja się skończyła i nie widać następców. Z czego to wynika? Trudno wskazać jedną przyczynę, ale winne są m.in. metody szkolenia młodych zawodników. Słabo też zachęcano młodzież do uprawiania piłki ręcznej. Moim zdaniem kilka lat zostało przespanych – to też trzeba sobie głośno powiedzieć. Wtedy, gdy był boom na piłkę ręczną, to osiedliśmy na laurach, zamiast wykorzystać potencjał do rozwoju dyscypliny.

Gdy zobaczyliśmy po kilku latach, że nie mamy żadnego zaplecza, to dopiero wtedy zaczęto coś na tym polu czynić. Otworzyliśmy SMS i drugi SMS w Kielcach. To oczywiście wciąż za mało, ale przynajmniej idzie to w dobrym kierunku. Są ośrodki szkolenia piłki ręcznej. Trzeba więc powiedzieć, że coś ruszyło, ale na efekty tego będziemy musieli poczekać kilka ładnych lat. A to wszystko powinno być przeprowadzane dziesięć lat temu.

Mówi Pan, że na efekty trzeba będzie czekać kilka lat. W 2023 roku odbędą się mistrzostwa świata w Polsce i Szwecji. Czy do tego czasu doczekamy się Pana zdaniem nowej silnej reprezentacji Polski?

Ciężko powiedzieć. Jest kilku zawodników, którzy fajnie się pokazują w naszej lidze. Jak już jednak kiedyś mówiłem, moim zdaniem za mało chłopaków wyjeżdża dziś za granicę, podnosić swoje umiejętności. Czy to np. do Niemiec, gdzie są bardzo trudne rozgrywki, czy do Francji, gdzie też mają dobrą ligę.

W okresie, w którym nasza generacja zaczęła stanowić o sile drużyny narodowej, 80% kadrowiczów na co dzień występowało w Bundeslidze. Obecnie jest kilku graczy, którzy rywalizują we Francji, jeden w Niemczech, ale to jest za mało.

Jak pewien dziennikarz nie rozumie praw rynku i obraża piłkarzy

To dlaczego teraz więcej piłkarzy ręcznych nie wyjeżdża do Bundesligi czy do ligi francuskiej?

Trudno powiedzieć. Może jest im za dobrze w Polsce? Może nie mają takich aspiracji? Pamiętam, że marzyłem o tym, by przenieść się do Niemiec i robiłem wszystko, by ten cel zrealizować. Oczywiście miałem też trochę szczęścia, pokazałem się np. na mistrzostwach Europy juniorów. Szczęście bez dwóch zdań jest potrzebne w życiu sportowca. Natomiast to był zawsze mój cel. Cel, do którego dążyłem. Ciągle będę powtarzał: „młodzi, wyjeżdżajcie, próbujcie swoich sił – nawet w drugiej Bundeslidze. Może ktoś Was po roku zobaczy, może Wasz zespół awansuje. Może ktoś Was wyciągnie z drugiej ligi niemieckiej i zagracie w Bundeslidze. A to już jest zupełnie inny świat”.

W siatkówce największe sukcesy w XXI wieku osiągamy wtedy, gdy drużynę narodową prowadzą obcokrajowcy – Lozano, Castellani, Antiga, obecnie Heynen. W piłce ręcznej ta zasada chyba nie działa? Kadencja Bogdana Wenty to były najlepsze czasy dla naszego szczypiorniaka.

Racja. Jeszcze Michael Biegler doprowadził polską drużynę do brązu w Katarze. Tałant Dujszebajew był bardzo blisko na igrzyskach olimpijskich w 2016 roku. W Rio było o włos od medalu. Złota generacja piłkarzy zaczęła się jednak starzeć i Tałant momentami nie miał wielkiego wyboru. Prędzej czy później musiała nastąpić ta zmiana pokoleniowa. Choć została ona przeprowadzona w trochę zbyt drastyczny sposób, bo wszyscy nagle pokończyli kariery w reprezentacji, a trzeba było w mojej opinii zrobić to nieco inaczej – powoli wdrażać nowych zawodników, ale do kadry, w której jeszcze obecni są ci starsi, by nie było aż takiego szoku pokoleniowego.

Nie da się ukryć, że brakuje nam teraz liderów, graczy z doświadczeniem, którzy mogliby wprowadzać tych młodych do reprezentacji.

Tak. To było idealnie widać w zespole francuskim, który wprowadzał powoli młodych, ale przy okazji ci starzy wciąż znajdowali się w kadrze. Oczywiście trzeba wziąć też poprawkę na to, że Francuzi to zupełnie inna bajka niż my. Mają inne możliwości selekcji. We Francji piłkę ręczną trenuje co najmniej pół miliona osób, jak nie więcej. Jest gdzie łowić talenty. Natomiast u nas liczba młodzieży uprawiającej szczypiorniaka jest znaczenie niższa.

Znamy się tylko z finałów…

Ostatnio pojawiło się w przestrzeni publicznej wiele porównań na temat zarobków piłkarzy, a siatkarzy i przedstawicieli innych dyscyplin. Jak Pan się na to zapatruje?

Piłka nożna to świat, którego żadna inna dyscyplina drużynowa nie będzie w stanie dogonić. To wszystko rozwija się w szalony sposób, skoro np. za transfer Neymara płaci się ponad 200 milionów euro. To kwota, która nie mieści się w głowie. Pytanie też, ile w takim razie trzeba byłoby wydać realnie za Messiego?

Z piłkarzami nie możemy się porównywać. Z drugiej strony oni nie są winni temu, że zarabiają wielkie pieniądze. Zawsze przecież musi się znaleźć taki, kto będzie im chciał zapłacić. Nie podoba mi się to porównywanie zarobków zawodników uprawiających futbol, a siatkówkę i inne sporty.

Inna sprawa, że uważam , iż siatkarze zarobili za wywalczenie mistrzostwa świata zdecydowanie za mało. Za tak duży sukces powinny przysługiwać większe kwoty. Ale też trzeba pamiętać, ile krajów kupuje prawa transmisyjne do siatkarskiego mundialu, a ile do piłkarskiego. Rynek dyktuje ceny, zarobki. Nie jest winą piłkarza, że zarabia miliony, bo ktoś musi mu te miliony wypłacić.

Rozmawiał: Dominik Senkowski