Asy pojechały dla Golloba, a Falubaz został w elicie

  • Redakcja

To był ostatni taki tegoroczny weekend. Żużlowy weekend. Obfitował w zdarzenia dużej wagi, choć brakowało nieco efektownych mijanek na torze. Może będą one możliwe dzisiaj w innym klimacie? O godzinie 20.30 wystartuje pierwszy finał SGB Premiership: Poole Pirates kontra King’s Lynn Stars. „Gwiazdy” pojadą bez poobijanego lidera Nielsa K. Iversena. Kursy w forBET na ten mecz przedstawiają się następująco: Poole 1.18, King’s Lynn 5.10, remis 15.00.

Liga brytyjska już dawno utraciła swój blask. Niemniej, to właśnie Brytyjczycy mają szczególny powód do dumy – ich rodak był tegorocznym bohaterem. Tai Woffinden wygrał turniej Grand Prix w Toruniu, przypieczętowując tym samym trzeci tytuł mistrza świata.

Był wieczór Woffindena, będzie prezesa Mrozka i jego ROW-u?

Mało tego. Okazał się także najlepszy w 20-biegowych zawodach charytatywnych w Bydgoszczy. Tego popołudnia świat żużlowy honorował inną legendę – Tomasza Golloba, który pierwszy raz od czasu feralnego wypadku na motocrossie pokazał się kibicom w przestrzeni publicznej. W przestrzeni wyjątkowej, bo na stadionie, na którym święcił największe triumfy. W otoczeniu byłych i obecnych gwiazd żużla, dla których nadal pozostaje niedoścignionym wzorem. Dobrze było zobaczyć Tomasza Golloba w niezłej formie. Mówiącego otwarcie o swoich problemach, o walce, której celem jest wstanie z – jak to określił – specjalnego „motorka”, do którego musi się przyzwyczajać; wreszcie o planach na przyszłość. Gollob przyznał, że nie zamierza „obrażać się” na motocross, że wróci też do środowiska żużlowego. I najpewniej zajmie się porządkowaniem spraw w swojej Bydgoszczy.

Oczywiście, turniej charytatywny ma inne prawa. Zawodnicy nie jadą na pełen gaz, bardziej szanują siebie i rywali. Szkoda, że organizatorzy imprezy niedostatecznie zadbali o ich bezpieczeństwo. Tor był wyjątkowo przyczepny. Taki, jak przed laty, gdy nawierzchnia stadionu przy ulicy Sportowej miała swój przydomek: „bydgoska kopa”. Było tak jeszcze do początku lat 90. Szkoda, że i tym razem tor przypominał bardziej piaskownicę. Żal było patrzeć, jak z rywalizacji wycofują się kolejni zawodnicy, zaś trybuny z każdą chwilą coraz bardziej pustoszeją, a przyszło przecież sporo ludzi, bo około 10 tys. Według pierwszych szacunków na rzecz rehabilitacji Golloba zebrano 250 tys. zł. I to właściwie było najważniejsze, choć wspaniały pod względem sportowym turniej byłby znakomitym powrotem Bydgoszczy na mapę żużla w naszym kraju. Tego potrzebuje zarówno Polonia, jak i sama dyscyplina.

Macierzysty klub Tomasza Golloba startuje w najniższej klasie rozgrywek. W PGE Ekstralidze zaś nadal będzie występował Falubaz Zielona Góra. Zawodnicy trenera Adama Skórnickiego spokojnie pokonali w dwumeczu barażowym ROW Rybnik. Spokojnie oczywiście z perspektywy kibica. W parku maszyn z pewnością tak wielkiego spokoju nie było. Tym bardziej, że rybniczanie prowadzili czteroma punktami i wydawało się, że mogą powalczyć o zniwelowanie 12-punktowej przewagi. Nic z tego. Sam Mateusz Szczepaniak, wspomagany Andrzejem Lebiediewem i juniorem Robertem Chmielem to za mało. Prezesa Krzysztofa Mrozka i wszystkich w Rybniku musiał zawieźć szczególnie Kacper Woryna, bo do kiepskiej dyspozycji w istotnych meczach Troya Batchelora powinni się już tam przyzwyczaić.

W weekend też nie tylko poznaliśmy obsadę przyszłorocznej PGE Ekstraligi, ale i zmagań o tytuł najlepszego żużlowca na świecie. W cyklu utrzymali się: Tai Woffinden, Bartosz Zmarzlik, Fredrik Lindgren, Maciej Janowski, Greg Hancock, Artiom Łaguta, Jason Doyle i Emil Sajfutidnow. Z Grand Prix Challenge awansowali zaś: Janusz Kołodziej, Niels K. Iversen i Antonio Lindbaeck. Ten zestaw był znany. Nie wiadomo było, kto otrzyma stałą „dziką kartę”. Na szczęście BSI wytypowało czterech zawodników, do których poziomu nie można mieć zastrzeżeń. To Patryk Dudek, Matej Żagar, Martin Vaculik i, uwaga, mistrz Europy Leon Madsen. Propozycja dla tego ostatniego jest strzałem w dziesiątkę. Duńczyk, jeżeli utrzyma formę choćby z meczów forBET Włókniarza, może sporo namieszać w przyszłorocznym cyklu. „Na pewno mistrzostwa świata to coś innego niż liga czy mistrzostwa Europy. Każdy chce tutaj dać z siebie sto procent, każdy myśli o zdobyciu tytułu mistrzowskiego. Nie ma odpuszczania. Pokazałem, że jestem gotów na to wyzwanie . Udowodniłem ostatnio w Chorzowie, że potrafię sobie poradzić z presją, że radzę sobie na jednodniowym torze, bo przecież przyszło mi tam startować przed 30-tysięczną publicznością” – powiedział stacji Canal+.