Wojciech Drzyzga: wcale nie musimy być za rok mistrzami Europy

  • Redakcja

Wraz z Tomaszem Swędrowskim tworzy legendarny duet, który od lat komentuje siatkówkę w Polsacie. Zapraszamy do lektury wywiadu z Wojciechem Drzyzgą, z którym rozmawialiśmy m.in. na temat ostatnich mistrzostw świata oraz przyszłości naszej męskiej reprezentacji.

W 2014 roku nie byliśmy faworytami do złota, teraz też nie. Które mistrzostwo świata jest więc dla Pana większą niespodzianką?

Myślę, że oba tytuły były dla nas niespodziewane. Przed jednym i drugim turniejem mieliśmy dobrych graczy, ale gorzej było z drużyną. Dlatego tak w 2014, jak i w 2016 roku niewielu wierzyło, że możemy wygrać całe mistrzostwa. Zatem zaskoczenie było w obu przypadkach, ale jednak ciut mniejsze cztery lata temu, bo posiadaliśmy takie filary, jak Zagumny, Winiarski czy Wlazły, który wówczas wrócił do reprezentacji.

W dodatku graliśmy u siebie.

Na pewno była to dla nas dodatkowa korzyść. Choć ja to zawsze mówię, że gospodarskie ściany są przychylne, ale też obciążają. Nie każdej drużynie występowanie przy własnej publiczności pomaga. Aczkolwiek nasz zespół akurat lubi grać przy polskich kibicach i dobrze sobie wtedy radzi. Podsumowując odpowiedź na pańskie pytanie – drugie mistrzostwo świata oceniam jako większe zaskoczenie. Nasza kadra stworzyła się od nowa, długi czas była w budowie.

Od spotkania Serbami na koniec drugiej fazy turnieju rozpoczęliśmy triumfalny marsz po złoto.

Mecze grupowe w pierwszej części imprezy zagraliśmy przyzwoicie, spokojnie. Starcia z Iranem i Bułgarią były w naszym wykonaniu bardzo dobre, zwłaszcza z gospodarzami zawodów. Tym bardziej, że w Warnie przeciwko Bułgarom szło nam zwykle słabo.

Wyszliśmy z grupy na pierwszym miejscu i do tamtego momentu wszystko było w porządku. Coś się stało w pojedynku z Argentyną i nawet nie o to chodzi, że go przegraliśmy – choć oczywiście było to niebezpieczne, bo jedną porażką straciliśmy całą przewagę punktową, którą wcześniej sobie zbudowaliśmy. Postawiliśmy się w trudnej sytuacji. Aczkolwiek nawet gdybyśmy tych Argentyńczyków ograli, to i tak nie zmieniłoby to oceny meczu w naszym wykonaniu. Prezentowaliśmy się tamtego dnia źle, apatycznie. Dlaczego tak się stało? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie i myślę, że nikt tam nie znał odpowiedzi. Wielu obserwatorów sugerowało, że nieobecność Michała Kubiaka w składzie na Argentynę, wynikająca z jego choroby, spowodowała, że zespół stracił pewność siebie. Wkradła się przez to duża nerwowość. Natomiast od momentu, gdy Michał wrócił – początkowo bardziej ciałem, później dopiero zaczął pomagać sportowo – to reprezentacja Polski odżyła.

Starcie z Serbią na koniec drugiej części turnieju to był nasz fantastyczny występ. Raz na kilkadziesiąt spotkań można zobaczyć taki mecz, w którym jednej drużynie wychodzi wszystko, a drugiej nic. Serbowie nie oddali nam wtedy wygranej. Wyszli na nas pierwszą szóstką. Znam serbską kadrę i ich trenera. Patrzyliśmy na to z bliska i rozpoznałbym, gdyby Serbia rzeczywiście oddawała nam spotkanie. Owszem – Serbowie nie byli pod presją wyniku. Ale walczyli bardzo ambitnie. Dostali jednak od nas bardzo mocne ciosy i nie byli w stanie w żaden sposób odwrócić wyniku.

10 fundamentów sukcesu siatkarzy. Tak zostali mistrzami!

Pojawiły się u Pana momenty zwątpienia w trakcie turnieju? Myśl, że możemy już dalej nie dać rady? Np. przed pierwszym meczem z Serbią albo w półfinale z USA, gdy przegrywaliśmy 1:2?

W stosunku do Amerykanów mieliśmy uzasadniony respekt sportowy. Do pojedynku z nami grali jak z nut. Co prawdą wcześniej przegrali z Brazylią, ale to było jasne, że chcieli szanować siły zawodników i dlatego wystąpili w rezerwowym składzie. Od dwóch lat było zaś widać, że amerykański zespół jest najbardziej zgrany ze sobą, stabilny. Dzięki kapitalnemu przygotowaniu fizycznemu i mentalnemu ich reprezentacja prezentuje siatkówkę na bardzo wysokim poziomie.

To wszystko było po ich stronie. Ale my z kolei znajdowaliśmy się już w takim momencie turnieju, że każdy kolejny mecz był dla nas bonusem, czymś dodatkowo pozytywnym. Presja z powodu negatywnego występu na mistrzostwach świata w tamtym momencie zeszła już z polskich siatkarzy. Jednocześnie chłopcy poczuli, że grają na tyle dobrze, że mogą rywalizować z każdym. Myślę też, że te dwa zwycięstwa z Serbią pokazały, że jesteśmy dla Amerykanów poważnym przeciwnikiem. Oni też musieli mieć świadomość, że mierzą się z drużyną, która na pewno przed nimi się nie położy. Ani przez moment nie miałem zwątpienia, że da się ich ograć, ale zdawałem sobie sprawę, że nawet prezentując naszą najlepszą siatkówkę, możemy z USA przegrać, bo po drugiej stronie siatki stoi doskonały rywal.

Im dłużej trwało jednak to spotkanie, tym bardziej byłem przekonany, że wygramy. Reprezentanci Stanów Zjednoczonych są ludźmi, a nie robotami. Choć pokazali wielką siłę fizyczną, to było też widać, że reagują na to, co się dzieje na boisku i są świadomi, że porażka eliminuje ich z wymarzonego finału. Tu nie pomogła im ich mentalność, nie wytrzymali tego. Amerykanie są mentalnie twardzi, ale tylko gdy im idzie. Gdy przegrywają, mają kłopoty.

Kolejnym wielkim celem dla naszej reprezentacji będą igrzyska olimpijskie w Tokio w 2020 roku. Zdaniem wielu kibiców z Wilfredo Leonem w składzie i jako mistrzowie świata będziemy głównym faworytem do zdobycia olimpijskiego złota.

O tym, kto będzie głównym faworytem igrzysk, będziemy wiedzieć po 2019 roku. Heynen tuż po objęciu stanowiska trenera naszej kadry apelował o pokorę, twierdząc, że zbyt wysoko oceniamy możliwości reprezentacji. Po mistrzostwach świata zaś powiedział: „nie wiem, jak to zrobiliśmy. To przekroczyło wszystkie moje oczekiwania”. Belgijski szkoleniowiec nie wyszedł i nie ogłosił: „Jestem magiem – patrzcie, co zrobiłem z polską kadrą”.

Jeśli chodzi o Leona, to będzie oczywiście ogromnym wzmocnieniem. Jestem też w stanie sobie wyobrazić, że Heynen już dziś ma w głowie plan na 2019 rok. To wcale nie musi być sezon ciągłego wygrywania.

Oceniamy polskich siatkarzy za mistrzostwa świata!

Raczej na pewno nie, bo to będzie sezon niezwykle bogaty w imprezy siatkarskie: Liga Narodów, kwalifikacje do igrzysk, Mistrzostwa Europy, Puchar Świata.

Dlatego myślę, że nasz selekcjoner „pójdzie” dość szeroko i sięgnie po Fornala, Bednorza, Kaczmarka i innych, których odrzucił przed mistrzostwami świata. Więcej będzie może Schulza na boisku, Janosz będzie wystawiany jako rozgrywający. Widzę dużą perspektywę na ten 2019 rok. Aczkolwiek Vital Heynen wie też, że taką imprezę, jak igrzyska, wygrywa się doświadczeniem. Na boisku musi być wówczas w naszym składzie paru 30-latków. Amerykanie przed zawodami olimpijskimi sięgali po swoich najlepszych i najstarszych. My również sięgniemy po naszych doświadczonych. Pod warunkiem jednak, że wszyscy będą zdrowi i w dobrej formie.

Tak jak wspomniałem, moim zdaniem nasz selekcjoner pociągnie przyszły rok bardzo szeroko. Wcale nie musimy być mistrzami Europy. Sukces w Tokio będzie najważniejszy. Oczywiście trzeba się wpierw na igrzyska zakwalifikować, bo nasze kochane władze FIVB mistrzom świata nie dają z automatu kwalifikacji olimpijskiej. Bo po co? Wierzę, że rok 2019 będzie dla nas naprawdę udany. Siatkarze postawili fundament taki, że można na nim stawiać duży dom.

Zawody olimpijskie mają swoją specyficzną formułę. Osobiście bardziej cenie od nich mistrzostwa świata ze względu na sprawiedliwość sportową, bo więcej trzeba na nich rozegrać spotkań, by zdobyć medal, ale nie ma co ukrywać – igrzyska są tym panteonem. Chłopaki o nich marzą.

A co do Wilfredo Leona – gdyby na ten moment miał Pan go wprowadzać do pierwszej szóstki, to kosztem Artura Szalpuka? A może Leon mógłby w naszej reprezentacji występować jako atakujący?

Wchodzimy na niebezpieczny teren (śmiech). Bo wie Pan – czego bym nie powiedział, to będzie to zła odpowiedź. I ktoś się na mnie pogniewa. Dajmy Leonowi czas, on może wszystko. Musimy znaleźć system gry pod niego. Wiadomo, że on może zdobyć w każdym secie dwa-trzy punkty zagrywką, blokiem czy atakiem z wysokiej piłki. Trzeba to będzie ułożyć personalnie, by nie zepsuć dobrej atmosfery. Choć też nie sądzę, by ktokolwiek żądał miejsca w reprezentacji za zasługi. Niech grają najlepsi. Fundament został wylany.

Jeżeli np. w kapitalnej formie będą Szalpuk i Leon, to będziemy wystawiać taką parę. A jeżeli Kubiak dalej będzie w kadrze niezastąpiony, to Artur lub Wilfredo wyląduje na ławce. Nie jest powiedziane, że Leon od razu wejdzie do naszej kadry i będzie grał cały czas. Choć z drugiej strony ciężko sobie wyobrazić, byśmy występowali bez niego, bo to zawodnik klasy światowej. On musi być po prostu w swojej dobrej formie, a na pewno pomoże naszej drużynie. Z nim potencjał polskiego zespołu wrasta o jakieś 20-30%.

Dominatorzy! Polscy siatkarze znów mistrzami świata!

Aż 12 z 14 mistrzów świata wystąpi w nowym sezonie Plusligi. Wróci moda na siatkówkę w Polsce? Bo w zeszłym sezonie trybuny świeciły czasem pustkami.

Każda dyscyplina ma takie górki i dołki. Ale teraz powinno być dobrze. Nachodzący sezon ligowy zapowiada się rewelacyjnie. Boję się telefonów od dziennikarzy z pytaniami o przewidywania, bo aż osiem zespołów powinno walczyć na całego, w tym ten dream team budowany w Szczecinie. Transfery w wielu klubach były bardzo ciekawe. Większość naszych mistrzów świata będzie grać w Pluslidze, w dodatku dorasta pokolenie złotych juniorów. Liga powinna być bardzo ciekawa i możemy się spodziewać naprawdę wielu niespodzianek.

Niektórzy żałują, że Michał Kubiak nie występuje w Pluslidze. Nasz kapitan nie ukrywa, że zdecydował się na transfer do Japonii m.in. ze względów finansowych. Czy nie byłoby możliwości, by w Europie otrzymał on równie atrakcyjną ofertę np. z Włoch lub Rosji?

Mógłby w Polsce powalczyć o mistrzostwo kraju, ale to chyba nie jest już dla niego jakiś wielki cel. W Japonii żyje mu się dobrze, zabezpiecza rodzinę. Najważniejsze, że wraca zawsze głodny do reprezentacji i gra w niej z wielkim sercem. Trzeba pamiętać, że jego droga nie była łatwa i wiele przeszedł. Może gdyby trafił teraz do topowego zespołu, z którym mógłby walczyć o Puchar Europy, to byłaby to dla niego motywacja? Nie wiem, może Michał jeszcze wróci, ale śmiem wątpić, bo dobrze mu się mieszka w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jak go znam, to gdyby dostał jutro propozycję z Modeny czy Kazania walki o mistrzostwo ligi i Europy, to może by ją rozważył. Do Polski na ten moment na pewno nie wróci, bo nikt mu tutaj nie zagwarantuje tak dobrego kontraktu, jaki otrzymał w lidze japońskiej.

Jak już jesteśmy przy finansach – dużo mówi się ostatnio na temat zarobków siatkarzy i piłkarzy. Co Pan sądzi na ten temat? Czy siatkarze zarabiają za mało? Czy za mistrzostwo świata powinni być lepiej nagrodzeni? Rozmawiałem niedawno z byłym reprezentantem Polski w piłce ręcznej Grzegorzem Tkaczykiem [wywiad ukaże się jutro – przyp. red.], który powiedział, że jego zdaniem siatkarze za wywalczenie tytułu mistrzów świata dostali za mało.

Tkaczyk również otrzymywał mało za wyniki, które wykręcała jakiś czas temu nasza drużyna szczypiornistów (śmiech). Odnośnie pańskiego pytania, odpowiem krótko: rynek. Takie są prawidła. Nie zazdroszczę piłkarzom czy tenisistom. Siatkówka nie jest sportem globalnym, nie mamy Stanów Zjednoczonych jako rynku. Futbol przyciąga więcej sponsorów.

Natomiast jeśli chodzi o państwowe nagrody, to z tego co wiem, to jest to sztywno ustalone. Przepis mówi, że siatkarz za mistrzostwo świata dostaje np. X tyś. brutto. Pan minister nie może przekroczy swoich kompetencji – nie mam do niego żalu.

Oczywiście nasi zawodnicy powinni zostać nagrodzeni trochę lepiej. Kompromitacją jest przede wszystkim wysokość nagrody przyznawanej od FIVB. To jest główny problem. Nasz rząd nie ma obowiązku nagradzać siatkarzy. Już bardziej polski związek powinien chociaż powielić sumę sprzed czterech lat, bo nie wiem, czy nawet to się uda. Ale i tak rozmawiamy o takich różnicach, których piłkarz by nie zauważył w swojej lewej kieszeni.

Siatkówka marnuje swoją szansę

Czyli jeśli ktoś nawalił w zakresie wynagradzania siatkarzy, to przede wszystkim FIVB.

Zdecydowanie. Od państwa oczekuje jedynie, by siatkówka była traktowana jako sport priorytetowy. Wszystkich dyscyplin nie da się sponsorować, a na pewno warto stawiać na takie, które rokują i już mają wyniki. Siatka zasługuje dalej na wsparcie. To działa już dziś na poziomie centralnym i samorządów. Dzięki temu nie przytrafiła nam się chociażby dziura pokoleniowa, jaką obserwujemy w piłce ręcznej. Środki finansowe są bardzo ważne. Wyobraża Pan sobie wycofanie spółek Skarbu Państwa z siatkówki? Po trzech dniach bylibyśmy grą świetlicową.

Rozmawiał: Dominik Senkowski