Znamy się tylko z finałów…

  • Redakcja

W ostatnim czasie Polacy niemal pokochali siatkówkę: po raz kolejny potwierdza to dość smutną tezę, że jesteśmy kibicami sukcesu. Pół biedy gdyby chodziło tutaj tylko o zainteresowanie decydującą fazą turnieju mundialowego, bo to całkowicie normalne – pomińmy dla przyzwoitości fakt, że do czasów II rundy większość dziennikarzy niespecjalnie informowała o przebiegach mundialu, by potem zamienić się nagle w ekspertów od tej dyscypliny i rozpływać się w zachwytach nad występem Polaków. Bardziej smutna jest natomiast sytuacja, gdy siatkarskiego sukcesu używa się jako oręża do uderzania w inne dyscypliny, szczególnie piłkę nożną. Zresztą nie dzieje się tak tylko i wyłącznie przy okazji siatkarskich osiągnięć: praktycznie każdy, inny sport staje się swoistym obuchem do walenia w polski futbol, co paradoksalnie działa tylko na jego korzyść. 

Jeżeli ktoś ma już dość telenoweli Klan bądź serialu M jak Miłość może zwrócić uwagę ku dyskusji, która niczym opera mydlana wykracza daleko poza kręgi sportu. Odnoszono się już do dziwnego odłamu psychologii, że Polacy uwielbiają niedojdy i łamagi, stąd taka popularność polskich piłkarzy, zahaczono o sferę materialna, że nasi siatkarze skupiają się na ciężkiej pracy, bo nie są przepłacani, dochodzono również nawet na pola jałowej dyskusji, że siatkówka/piłka nożna to sport o wiele większych wymaganiach i ktokolwiek trenujący siatkówkę/piłkę nożną jest sto razy gorszy. Najbardziej smutna konkluzja jest jednak taka, że strasznie zawistny z nas naród: zamiast cieszyć się ogromnym sukcesem, który stanowi obrona tytułu mistrzów świata, przekładamy całą energię na próbę jak najmocniejszego dokopania naszym piłkarzom. Większość z nas wciąż nie pogodziła się z gorszym występem na mundialu w Rosji i jak widać wykorzysta każdą okazję, aby przypomnieć, jak bardzo zawiedli oni nasze oczekiwania (to łagodniejsza forma), a ta najbardziej krytyczna to: GÓWNO JESTEŚCIE, A NIE SPORTOWCY. Nie chcę odbierać nikomu prawa do porównywania siatkarzy oraz piłkarzy – osobiście bardzo urzekło mnie oczekiwanie na „Raport Heynena” widzę jednak, że ta dyskusja poszła w bardzo niewłaściwym kierunku i po raz kolejny wypada mi przypomnieć bardzo racjonalną wypowiedź Sofii Ennaoui z wywiadu dla PS (o tym, czy zazdrości piłkarzom zarobków):

„Nie zazdroszczę! Ostatnio ktoś podpisał zdjęcie lekkoatletów i porównał ich do piłkarzy i ich zarobków. I miał rację, bo uważam, że sportowiec jest tyle wart, ile chcą za niego płacić. Skoro piłka nożna jest najbardziej popularnym sportem świata, to piłkarze najlepiej zarabiają, prawda? Na zdrowie, niech zarabiają! Ja wiem, ile poświęceń i wyrzeczeń kosztuje uprawianie sportu, niezależnie od dyscypliny. Ja nie będę walczyła o popularność lekkiej atletyki kosztem dyskredytowania piłki nożnej. My, lekkoatleci, możemy promować naszą dyscyplinę osiągnięciami i swoimi osobami. A ja nie narzekam na popularność.”

Gdzieś w całej pogoni za sukcesami brakuje dzisiaj tak racjonalnych głosów, jak ten wicemistrzyni Europy na 1500 m. Mam nieodparte wrażenie, że strasznie krótka jest pamięć sportowego kibica, a dla równowagi warto przypomnieć IO 2012 czy 2016, gdzie nasi siatkarze mieli pojechać po medal, a zawiedli na całej linii. Wtedy nie odnoszono się do faktu, że jest to mniej popularny sport od piłki nożnej, mniejszą są tam zarobki, a jedynie oskarżano media o to, że pompują przysłowiowy balonik. Dzisiaj to samo dzieje się ze strony oskarżycieli: osobiście nie uważam, aby było to coś złego, bo po takim sukcesie jak mistrzostwo świata mamy prawo jak najbardziej oczekiwać jeszcze więcej, bardziej uderza jednak fakt, że wyjawia się tutaj hipokryzja tych samych osób, które skierują się w tę stronę, gdzie wiać będzie wiatr obecnych osiągnięć. Jestem w stu procentach przekonany, że te same osoby, które dzisiaj zaczęły wojnę hybrydową pomiędzy piłką, a siatkówką, po ewentualnym niepowodzeniu (czego nie życzę) na turnieju olimpijskim będą pierwszymi do rzucania kamieni w naszych siatkarzy. Tak wygląda obecnie zero – jedynkowość przeciętnego kibica sportu w Polsce.

Znamy się tylko z finałów – choć siatkówka to sport niezwykle popularny w naszym kraju, z ogromnymi tradycjami oraz znakomitymi ekspertami, dzisiaj ton medialnej dyskusji narzucają mejweni, którzy chcą ogrzać się w blasku tego sukcesu. Robienie wyjątkowego odcinka typowego programu piłkarskiego o siatkówce, wielkie tyrady osób, które siatkówką interesują się siedem dni w roku, a chcą na siłę zostać teraz jej wielbicielami, wreszcie sam nastrój panujący wokół wielkiego finału MŚ w siatkówce. Z ręką na sercu powiedzmy sobie szczerze: czy większy szał na naszym osiedlu wzbudził jakiś mecz fazy grupowej mundialu w Rosji, czy raczej wielki finał MŚ w siatkówce, w którym mieliśmy okazję obronić tytuł mistrzowski, zatem powinno być to święte pokroju narodowego, powywieszane flagi na każdym samochodzie (a raczej bandery). Może niespecjalnie się rozglądałem, ale jakoś nie dostrzegłem takich przypadków. To może chociaż oglądalność? Towarzyski mecz Polska – Korea oglądało 8,5 mln widzów, zaś niesamowite wydarzenie, którym była obrona złotego medalu 9,2 mln widzów, lecz warto podkreślić, że jest to wynik zebrany z aż pięciu stacji. Tutaj siatkówka wygrywa, ale podaliśmy tylko starcie o pietruszkę. Mecz otwarcia mundialu z Senegalem obejrzało zaś 11 mln osób, natomiast mecz o wszystko Polska – Kolumbia prawie 14 mln. Narzekamy na fakt, że piłka nożna jest popularniejsza, a tym samym lepiej opłacana niż piłka nożna, samemu się do tego przyczyniając…

W moim odczuciu poważna osoba, która ma na sercu dobro polskiego sportu, nie wda się w dyskusję na temat wyższości siatkówki nad piłką nożną lub odwrotnie. To trochę tak, jak gdy na rodzinnej imprezie spotkają się fani jakiegoś światowego rapera oraz tenora: wspólnym mianownikiem jest muzyka, jak w przypadku piłki nożnej oraz siatkówki sport, lecz potem wchodzimy na zupełnie inne płaszczyzny i godzinami możemy dyskutować o tym, kto jest lepszy w swoim zawodzie. Dość spora część naszego społeczeństwa nie potrafi pogodzić się z faktem, że można trzymać kciuki za siatkarzy i piłkarzy: jasne, że w tym drugim przypadku jest to o wiele cięższe, lecz i tak powinniśmy docenić, że zanotowaliśmy ostatnio względny progres. Smutne, że sportowa dyskusja coraz bardziej zmierza w stronę polityki i podziału na dwa obozy, które starają się wzajemnie zniszczyć. Jeżeli chcemy uzdrowić polski sport, to musimy znaleźć konsensus, porozmawiać znaczy i dojść do wniosku, że nie każdy musi kochać siatkówkę, tak samo nie każdy musi uwielbiać piłkę nożną, ale nie oznacza to, że dwie osoby o tak różnych upodobaniach nie mogą się wzajemnie szanować. Jeżeli chcemy krytykować polskich piłkarzy, używajmy do tego racjonalnych argumentów, a nie sportowców, których znamy tylko z finałów, a przez resztę roku specjalnie się nimi interesujemy. Bo może właśnie stąd wynikają ich sukcesy…

Karol Czyżewski