Chwile nieulotne #12 – Złoto Tomasza Golloba 2010

  • Redakcja

W najbliższą sobotę Bartosz Zmarzlik może powtórzyć wyczyn Jerzego Szczakiela i Tomasza Golloba – obaj, choć z wielu względów trudno stawiać ich w jednym rzędzie, zdobyli tytuł indywidualnych mistrzów świata na żużlu. Gollob, a więc mentor Zmarzlika, na swoje trofeum zasłużył, jak mało kto. Można zaryzykować stwierdzenie, że drugiego takiego żużlowca-Polaka nie było i już chyba nie będzie. Dlaczego?

Bydgoszczanin do światowej czołówki wkradł się w specyficznym, bo przełomowym momencie. Na początku lat 90. XX wieku. A wtedy, tuż po upadku PRL-u, zawodnik zza wschodniej granicy budził bardzo ograniczone zaufanie. Tym bardziej ktoś tak utalentowany i brawurowo jeżdżący, jak Gollob otoczony w dodatku swoistym klanem, a więc ojcem Władysławem i bratem Jackiem. Swoje największe sukcesy Tomasz, co wielokrotnie powtarzał w wywiadach, zawdzięczał właśnie ojcu. Ten, choć chronił synów, jak mógł i dbał o ich interesy, jednocześnie nie „patyczkował” się z nimi, gdy zachodziła taka potrzeba. Wpajał im kult pracy. Od małego uczył systematyczności i poświęcenia w drodze po sportowe sukcesy. W drugiej połowie lat 80. „Papa” Gollob zaryzykował – za 3 mln ówczesnych złotych (równowartość 100 średnich pensji) sprzedał swój warsztat samochodowy, po to, by jego synowie mogli skupić się na żużlu.

Początki Tomasza łatwe nie były. Oczywiście od samego początku było widać, że ma do tego sportu naturalną smykałkę. Że obfite w tytuły mistrzowskie lata spędzone na motocrossie nie poszły w las. Było jednak kilka problemów: pochodzenie (dawny blok wschodni), charakter i brawura młodego zawodnika. Nic dziwnego, że „stare lisy” nie zamierzały oddawać pola młokosowi z Polski. Apogeum było Hackney w 1995 roku:

Cios od Craiga Boyce’a bynajmniej nie utemperował charakteru Golloba. Człowieka znanego z wielkiej zawziętości i pracoholizmu. W środowisku żużlowym krążą legendy na temat jego znajomości żużlowego sprzętu. Kiedyś np. przy użyciu samych najprostszych narzędzi rozłożył i złożył z powrotem swój silnik. A zrobił to, bo coś w nim szwankowało… To zresztą była i zaleta i wada. Gollob był trudnym współpracownikiem, dlatego wielu tunerów miało z nim problem. Wielu, oprócz jednego. Ale o tym za chwilę.

„Jeszcze na początku lat 90. jeździłem bardzo ostro. Wiele moich akcji z tamtego czasu to były ataki bez głowy. Z czasem przyszła jednak mądrość i udało mi się uporządkować jazdę. Zbierałem doświadczenia, młodzieńcza brawura minęła. Coraz bardziej świadomie potrafiłem wykorzystać moc drzemiącą w silniku” – czytamy w biografii pt. „Gollob. Testament diabła. 44 historie z życia mistrza”.

Kiedy wydawało się, że upragniony tytuł mistrzowski – po dwóch brązowych medalach – jest w zasięgu ręki, żużlowiec Polonii Bydgoszcz w 1999 roku uczestniczył w makabrycznie wyglądającym upadku. Kraksa podczas finału Złotego Kasku we Wrocławiu pozbawiła go szans na medal z najcenniejszego kruszcu:

W kolejnych latach z Golloba w cyklu Grand Prix zeszło powietrze. Pieniędzy na sprzęt nie brakowało, umiejętności – wiadomo – były olbrzymie, ale nie miał aż takiej motywacji, jak ówcześni wielcy tego sportu: Szwed Tony Rickardsson, Australijczyk Jason Crump, czy Duńczyk Nicki Pedersen. A wreszcie w 2008 roku z marazmu wydobył go Władysław Komarnicki, czyli szef Stali Gorzów.

Przejście do klubu z Lubuskiego okazało się zbawienne. 37-letni Gollob odżył pod każdym względem: sportowym, finansowym, mentalnym. Ambicją Komarnickiego było to, by bydgoszczanin sięgnął po tytuł, jako zawodnik jego drużyny. Zapewnił mu cieplarniane warunki. Według szacunków sięgnięcie po mistrzowski puchar kosztowało Tomasza jakieś 2,5 mln złotych. Nie tylko jednak pieniądze sprawiły, że sezon 2010 – po brązie w 2008 i srebrze w 2009 – należał do niego. Znakomicie układały się jego relacje ze szwedzkim mechanikiem Janem Anderssonem, który wiedział dokładnie, czego chce najbardziej znany zawodnik z jego „stajni”. Sam Gollob postawił wszystko na jedną kartę, bowiem przed sezonem… spisał testament, przygotowując się na dosłownie każdą ewentualność. Nie mógł jednak spodziewać się, że koncentrację mogą publicznie zburzyć mu jego najbliżsi.

Przed siódmą (z jedenastu) rundą Grand Prix w prasie brukowej pojawiły się poważnie godzące w Golloba oskarżenia ze strony jego żony Brygidy, która zarzucała mu m.in. sfałszowanie jej podpisów przez męża w celu wyłudzenia kredytu oraz to, że nie interesuje się swoją córką Wikorią – tabloid krzyczał: „Córka Golloba: Nienawidzę Cię tato!”. Sam zainteresowany wszystkiemu zaprzeczył, sugerując brudną, rozwodową grę jego żony. W rozmowie z „Tygodnikiem Żużlowym” żużlowiec powiedział: „Ta sprawa ciągnie się od dłuższego czasu i ciągle z tym jeżdżę. Myślę, że swoimi wynikami pokazuję, iż potrafię oddzielić sprawy prywatne od żużla. Ścigam się na luzie, a poza torem też zachowuję się normalnie”.

I tak było. Gollob po trzecim miejscu w Malilli, zdobył 10 „oczek” w Gorican oraz w wielkim stylu wygrał w Vojens. Do Terenzano jechał pewny siebie, był o maleńki krok od osiągnięcia czegoś, czemu poświęcił 20 lat życia. Na co 37 lat czekali kibice żużla w naszym kraju. Bydgoszczanin zrobił to w kapitalnym stylu.

Całe szczęście, że po złoto sięgnął we Włoszech, bo przed finałowym turniejem w Bydgoszczy, trenując na motocrossie doznał bolesnej kontuzji, która praktycznie wyeliminowała go z jazdy na jego ukochanym stadionie.

„Na crossie, w sezonie, staram się trenować co najmniej raz w tygodniu. Jeżdżę po wertepach dla przyjemności. Wtedy odpoczywam i ładuje moje akumulatory pozytywną energią, bo cross to zabawa i pokusa, której nie sposób się oprzeć. Cross to życie, w którym też są zakręty, wyboje, dziury, w które można wpaść, kamienie, którymi można oberwać, i tumany kurzu. To jest jedna z najbardziej ekstremalnych przygód. Niewiele jest gorszych rzeczy, które mogą człowieka spotkać” – czytamy już na ósmej stronie „Testamentu diabła”.

Niestety, życie dopisało przerażający ciąg dalszy. Cross brutalnie przerwał karierę najwybitniejszego polskiego żużlowca wszech czasów. 23 kwietnia 2017 roku życie Tomasza Golloba po wypadku w Chełmnie diametralnie się zmieniło… W najbliższą niedzielę, a więc dzień po finałowym Grand Prix w Toruniu odbędzie się charytatywny turniej „Asy dla Tomasza Golloba”. Oczywiście w Bydgoszczy.