Dominacja potwierdzona: Fogo Unia Leszno cała w złocie

  • Redakcja

„Królowa jest tylko jedna” – znowu mogą wszem i wobec ogłaszać żużlowi kibice z Leszna. Unia po pewnym zwycięstwie z Cash Broker Stalą dołożyła do klubowej gabloty kolejny, szesnasty już puchar za Drużynowe Mistrzostwo Polski. Zielonogórski Falubaz zaś zrobił poważny krok ku utrzymaniu PGE Ekstraligi.

Na stadionie im. Alfreda Smoczyka fani „czarnego sportu” byli świadkami wyśmienitego ścigania. Może nie przez całe spotkanie i nie w każdym biegu, ale tam, gdzie żużlowcy walczyli, robili to w możliwie najbardziej kunsztowny sposób. Szkoda, że w sieci nie ma jeszcze filmików np. z biegu nr 7 (kapitalne starcie Emila Sajfutdinowa z Bartoszem Zmarzlikiem), czy 10, w którym rewelacyjną szarżą popisał się Janusz Kołodziej. W poniższym oficjalnym reportażu możemy jedynie dotknąć atmosfery żużlowego święta:

Wbrew naszym przypuszczeniom o mistrzostwie nie zadecydował początek pojedynku w Lesznie, a jego środkowa część. Po 13. gonitwie było już właściwie wiadomo, że tytuł obronią zawodnicy Piotra Barona, choć przecież po dziesięciu wyścigach leszczynianie prowadzili tylko dwoma „oczkami”. Stal walczyła tak długo, jak długo w rywalizacji pozostawali nie tylko liderzy, ale i tzw. druga linia. Kiedy w 9. biegu na czele stawki przyjechał Szymon Woźniak, a za jego plecami Krzysztof Kasprzak sensacja wydawała się blisko. Wszak wyścig wcześniej także zakończył się wynikiem 5:1 dla gości i nic dziwnego, że pod nosem trenera Stanisława Chomskiego pojawił się triumfalny uśmieszek. Szybko jednak zniknął z twarzy gorzowskiego szkoleniowca. Postarali się o to przede wszystkim Jarosław Hampel oraz najlepszy junior na świecie Bartosz Smektała, a i Janusz Kołodziej (na zdjęciu) wziął się w garść po nieudanym pierwszym meczu finałowym w Gorzowie.

Unia tego dnia była zespołem lepszym. Kompletnym. Z jedną „dziurą” w postaci wychowanka Piotra Pawlickiego. To nie był jego wieczór, ale w obliczu zwycięstwa słaby występ na pewno zostanie „Piterowi” zapomniany. Co ciekawe, już po odebraniu złotych medali leszczyński prezes Piotr Rusiecki zapowiedział, że do następnego sezonu jego drużyna przystąpi w niezmienionym składzie. I znowu powalczy, tym razem o trzeci z rzędu złoty medal DMP. Trzeba przyznać, że jeśli zapowiedzi znajdą potwierdzenie w faktach, to Unia faktycznie znowu będzie zaliczana do grona faworytów ligi. Tym bardziej, że znakomita para Smektała-Dominik Kubera nadal będzie najlepszym juniorskim duetem w kraju. A silni młodzieżowcy to w żużlu bardzo poważna podstawa sukcesów.

Przekonali się o tym także rybniccy fani speedwaya. To przecież właśnie junior Robert Chmiel robił kapitalną robotę w niedzielnym, pierwszym meczu barażowym w Zielonej Górze. Bez wątpienia trzymał wynik ROW-u. Presji nie dźwignął jego kolega Lars Skupień. W drugim biegu był sprawcą źle wyglądającej kolizji z udziałem m.in. Sebastiana Niedźwiedzia. Takie sytuacje niestety się zdarzają, ale to, co nastąpiło później jest wyjątkowym skandalem, już szeroko komentowanym w internecie:

Falubaz miał ciśnienie na wyraźne zwycięstwo przed rewanżem w Rybniku. Jechał o ekstraligowe życie. Ale to, do cholery, naprawdę nie jest powód, by ryzykować życiem swojego młodego zawodnika. Postulat, by lekarzem zawodów był ktoś z innego ośrodka jest jak najbardziej warty podnoszenia. Tu po prostu nie ma miejsca na podejście w stylu: „dobra, jedź, jakoś to będzie”. Niezależnie od stawki meczu. Na szczęście, juniorom, uczestniczącym w kraksie z drugiego biegu, nic poważnego się nie stało.

Zielonogórzanie ostatecznie wygrali różnicą 12 punktów. To dużo, są więc już jedną nogą w PGE Ekstralidze 2019. Kibiców Falubazu z pewnością musiała szczególnie cieszyć znakomity występ Piotra Protasiewicza. 43-latek, nie licząc pierwszego startu, po prostu cieszył oko, bardzo pewną, szybką i inteligentną jazdą. W połączeniu z 16 „oczkami” Michaela Jepsena Jensena dało to bardzo dobry – w kontekście rewanżu – rezultat. I to pomimo braku kontuzjowanego Patryka Dudka.