10 fundamentów sukcesu siatkarzy. Tak zostali mistrzami!

  • Redakcja

Drugie z rzędu mistrzostwo świata biało-czerwonych stało się faktem. Reprezentacja Polski osiągnęła sukces, którego przed turniejem praktycznie nikt się nie spodziewał. Jak tego dokonała?

1. Mentalność zwycięzców

W sporcie najważniejsza jest głowa. W siatkówce też. Nasi zawodnicy świetnie wytrzymali wszelkie obciążenia psychiczne podczas turnieju. Można wręcz powiedzieć, że grali tak, jakby w ogóle nie mieli układu nerwowego. Genialne zagrania w decydujących momentach, często niezwykle ryzykowne, przechylały szalę na naszą korzyść. Polacy byli wielcy nie tylko wzrostem, ale przede wszystkim duchem. Tuż po półfinale każdy z naszych reprezentantów powtarzał, że nie interesuje go sam udział w finale, a jedynie złoto. Nie było minimalizmu. Nie było fałszywej skromności. Była wielka wiara we własne umiejętności. Wiara, która poniosła ich na sam szczyt. Drugi raz z rzędu.

2. Trener

Vital Heynen nie cieszył się zaufaniem polskiego środowiska siatkarskiego. Wielu krzywym okiem patrzyło na jego metody szkoleniowe i wybory personalne. Górą jest jednak Heynen. Jego odważne decyzje obroniły się. Miał nosa, by postawić na Bartosza Kurka, bo odbudował go w niesamowity sposób. W wieku 30 lat Kurek osiągnął przy belgijskim szkoleniowcu formę życia. Z takim trenerem jak Vital Heynen jesteśmy w stanie walczyć o najwyższe cele. Kolejne zadanie? Igrzyska olimpijskie Tokio 2020.

Dominatorzy! Polscy siatkarze znów mistrzami świata!

3. Kapitan

Michał Kubiak jest tak ważną postacią dla naszego zespołu, że bez niego prawie wszystko się rozlatuje. Nawet jeśli 30-letni przyjmujący nie gra jakiegoś wybitnego spotkania. Przy Kubiaku na boisku cała drużyna czuje się pewniej – zwłaszcza młodzi Artur Szalpuk i Olek Śliwka. Michał daje innym przykład, jak ciężko należy walczyć o każdą piłkę. To gość, który na drugie imię powinien mieć „Charakter”. Niezwykle silna osobowość. Na mistrzostwach nie dał się ani przeciwnikom, ani chorobie. Podobno był już bliski wyjazdu z turnieju z powodu przeziębienia, ale wrócił do gry i wraz z Bartoszem Kurkiem poprowadził naszą reprezentację do złota. Bezcenny zawodnik. Bezcenny.

4. Bartosz Kurek

O jego metamorfozie mogłaby powstać osobna książka. W pierwszych meczach turnieju nie przekonywał. Martwiliśmy się, że nie mamy atakującego na światowym poziomie. Kogoś, kto mógłby nas pociągnąć, jak cztery lata temu Mariusz Wlazły. Heynen przekonywał jednak, że Kurkowi potrzeba jednego meczu na przełamanie i potem już pójdzie. Belg miał rację! W najważniejszych spotkaniach mistrzostw Bartosz Kurek grał nieprawdopodobnie skutecznie w ataku. Kończył każdą piłkę – łatwiejszą, trudniejszą. Dodawał też coś w bloku i w zagrywce. W ciężkich chwilach drużyna mmogła wystawić do niego i miała pewność, że Kurek to skończy. W meczach z Serbią (2 razy), Włochami, USA i Brazylią zablokowano go łącznie tylko kilka razy. Niesamowita przemiana na przestrzeni jednego turnieju oraz lat. W 2014 roku trener Antiga nie powołał Kurka w ogóle do reprezentacji na mundial. Ominęło go mistrzostwo świata zdobyte na imprezie rozgrywanej w naszym kraju. Wydawało się, że Bartek pozostanie wiecznie niespełnionym talentem. I nagle w wieku 30 lat odpalił w decydującej fazie mistrzostw świata tak, że został zasłużenie wybrany MVP całego siatkarskiego czempionatu.

Cała wiara w Michała Kubiaka

5. Mądra federacja

Polski Związek Piłki Siatkowej robi wiele, by wspierać naszą reprezentację. Świetnie zorganizowany Memoriał Wagnera był dobrym przetarciem dla Polaków przed mistrzostwami. Zawodnicy mają odpowiednio dobrany sztab ludzi, który pracuje dzień i noc nad ich formą. Na czele sztabu stoi Vital Heynen, na którego siatkarscy działacze odważyli się postawić. Wybór Heynena okazał się być strzałem w „dziesiątkę” –  porównywanym do nominacji Antigi cztery lata temu. Belgijski szkoleniowiec był co prawda w środowisku znany (zdobył w 2014 roku brązowy medal mistrzostw świata z Niemcami), ale wielu ekspertów nie miał do niego przekonania. Ludzie ze Związku wiedzieli jednak, co czynią. Warto było postawić na wizjonera Heynena, który sprawił, że nasza kadra znów stała się wielka.

6. Drużyna

Polacy potrafili udowodnić, że są jednością. Że potrafią schować do kieszeni osobiste preferencje i skupić się na wspólnym celu – sukcesie zespołu. Nikt z nich nie próbuje kreować się na gwiazdę – nawet Bartosz Kurek, który po odebraniu wczoraj statuetki MVP mistrzostw, palcami wskazywał na pozostałych naszych reprezentantów, podkreślając, że ta nagroda nie trafiłaby w jego ręce, gdy nie wsparcie kolegów z drużyny. Byliśmy niezwykle mocni i równi, bo wszyscy polscy gracze byli w dobrej formie. Każdy mógł czuć się potrzebny, gdyż trener Heynen umiejętnie rotował składem. Gdy tylko któryś ze środkowych miał słabszy moment – swoje szanse dostawał Kuba Kochanowski. Gdy w półfinale z USA zablokował się Artur Szalpuk, to na jego miejsce wszedł Olek Śliwka i grał kapitalnie. Niezwykła moc tej reprezentacji tkwi także w jej jedności.

7. System szkolenia

W polskiej siatkówce nie ma przypadków. Jakub Kochanowski zostaje mistrzem świata seniorów po tym, jak rok temu sięgał po taki samym tytuł, tyle że na etapie juniorów. Kolejni młodzi Śliwka, Szalpuk czy Kwolek udowadniają, że pokolenie następców Kurka i Kubiaka jest gotowe, by zastąpić starą gwardię. Potrafimy szkolić siatkarzy i budować zespół na nowo. Przecież po mundialu 2014 odeszli z kadry Wlazły, Ignaczak, Winiarski i Zagumny! Przez wiele miesięcy kadra nie potrafiła się z tego otrząsnąć. Aż przyszedł Vital Heynen, który poukładał drużynę z doświadczonych i młodych-zdolnych. W przypadku tych drugich ważne, że miał z kogo wybierać.

Siatkówka marnuje swoją szansę

8. Silna liga

PlusLiga jest na poziomie nieporównywalnie wyższym niż Ekstraklasa i to również wpływ na naszą reprezentację. Nawet jeśli co jakiś czas odpływają się z niej gwiazdy, to jednak z czasem przychodzą kolejne. A co najważniejsze – 12 z 14 nowych mistrzów świata występuje właśnie w PlusLidze. Wyjątkami są Michał Kubiak, który gra w Japonii i Fabian Drzyzga, który rywalizuje w lidze rosyjskiej. Co też istotne, zespoły reprezentujące polską ligę nie odbijają się od europejskich pucharów, jak to ma miejsce w piłce nożnej, tylko potrafią powalczyć o dobry wynik. To świadczy o tym, jak dobre powietrze jest w naszym kraju dla siatkówki i każdy młody – jeśli tylko chce – może się tutaj wspaniale rozwijać w dobrym towarzystwie.

9. Kibice

Na mistrzostwach we Włoszech i w Bułgarii sporym wsparciem dla naszej drużyny byli także kibice. Wystarczy tylko przypomnieć, że podczas meczu Bułgaria – Polska w Warnie zasiadło ich na trybunach prawie tylu, co fanów gospodarzy! Polacy kochają siatkówkę i znają się na niej bardzo dobrze. Potrafią docenić mistrzów i na pewno dziś po 13:00 nasi reprezentanci zostaną na Okęciu przywitani po królewsku.

10. Normalność

Jedną ze składowych sukcesu Polaków jest z pewnością także zdrowa atmosfera, jaka panuje wokół drużyny czy szerzej – wokół całej siatkówki w naszym kraju. Siatkarze rzadko kiedy są pozerami czy fruwają w chmurach. Można z nimi sensownie pogadać, potrafią żartować, być na luzie. To normalni faceci, którzy nie stylizują się na gwiazdy rocka. Pięknie kpili sobie w wywiadach z tego, że Serbowie mieli im się podłożyć. Z trenerem Heynenem dziennikarze także mieli zawsze bardzo dobry kontakt – mogli z nim porozmawiać, poprosić o wytłumaczenie jego filozofii gry. Tak to powinno wyglądać w każdej naszej dyscyplinie sportu.

Dominik Senkowski