Jakie srebro? Jesteśmy tu po złoto!

  • Redakcja

Jeszcze nie opadły do końca emocje po półfinale, w którym Polacy rozprawili się z USA w tie break’u, a dziś dostajemy najbardziej emocjonujący dzień w życiu siatkarskiego kibica, na który trzeba było czekać aż 4 lata. Wynik, który już osiągnęli Biało-Czerwoni jest zadawalający nie tylko dla kibiców, ale i dla dziennikarzy i opinii publicznej. Jedynie siatkarze i Vital Heynen są jeszcze nienasyceni, wiedząc przed jaką szansą staną dzisiaj na włoskim parkiecie.

Polacy z każdym dniem turnieju zdają się przesuwać swoje granice, które już powoli sięgają nieba. Bo jak można inaczej określić wczorajszy tryumf nad Amerykanami? W 11 ostatnich spotkaniach USA było lepsze od nas aż 7 razy. To nie zniechęciło jednak podopiecznych Vitala Heynena, którzy wyszli na parkiet „z nożem w zębach” zaciekle walcząc o każdy punkt. Właśnie ta determinacja sprawiła, że to my, a nie Amerykanie, Włosi czy Francuzi znajdujemy się w finale. I, pomimo tego, że na ostatnie 4 ścisłe finały Mistrzostw Świata, uczestniczyliśmy w nich trzykrotnie, ten wynik zaskakuje, ponieważ obecna kadra – od trenera, aż po zawodników – znacznie się różni od tej, która 4 lata temu sięgała po złoto. Nie ma co się czarować i udawać przesadnie skromnych – jesteśmy kozakami w tej dyscyplinie sportu.

Dzisiejsze spotkanie będzie wyjątkowe dla Bartosza Kurka. 30-latek cztery lata temu w związku z konfliktem z ówczesnym selekcjonerem – Stephanem Antigą – nie został powołany na Mistrzostwa Świata, w których tryumfowali Polacy. Wszyscy byli zgodni – taka szansa już mu się nie powtórzy i siatkarz może pluć sobie w brodę, że nie znalazł wspólnego języka z Francuzem. Dziś, po 4 latach, Kurek gra o złoto, które przez cały ten czas wypominali mu kibice i koledzy po fachu.

Brazylijczycy wydają się być najcięższym z rywali z jakimi się mierzyliśmy na tegorocznym turnieju. Zawodnicy z Kraju Kawy wygrali wszystkie mecze i pewnie kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa. Dodatkową motywacją dla nich jest rewanż za ostatni finał MŚ, w którym Polacy niespodziewanie ich pokonali 1:3. Od tamtej pory Biało-Czerwoni mierzyli się Canarinhos czterokrotnie i tylko raz udało im się wygrać. Te trzy zwycięstwa nie zagoiły jednak blizny po wspomnianym finale, więc można się dzisiaj spodziewać najlepszej wersji Brazylijczyków.

Oglądając pomeczowe wypowiedzi naszych siatkarzy, cieszy fakt, iż żaden z zawodników nie zachłystywał się obecnym wynikiem, który już jest ponad stan. Nikt – mimo podniecenia całej Polski – nie mówił o wielkim sukcesie w związku z wygraną z Amerykanami. Każdy za to wspominał o kolejnym kroku jaki trzeba wykonać dzisiaj o 21:15 (kursy w forBET: POL – 2.50, BRA – 1.65).