Najman vs. polityka: będzie nokaut?

  • Redakcja

Winston Churchill powiedział niegdyś, że: „Polityka to nie zabawa, to całkiem dochodowy interes”. Patrząc na formacje polityczne znajdujące się obecnie na naszej scenie politycznej, trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem byłego premiera Wielkiej Brytanii. Do politycznego świata stara się przeniknąć coraz więcej różnorakich osobistości, a jednym z pretendentów został także Marcin Najman, który kandyduje do sejmiku województwa śląskiego jako kandydat Kukiz 15′. Delikatnie mówiąc: ta decyzja wywołała sporą falę kontrowersji…

Sport i polityka coraz bardziej się zazębiają, więc trudno być przesadnie zdziwionym, że dla byłego sportowca jest to idealny kierunek dalszego działania w życiu publicznym. Jeżeli jest się gwiazdą światowego formatu, można nawet pokusić się o fotel prezydenta kraju, tak jak George Weah w Liberii lub zacząć od nieco niższego szczebla niczym Witalij Kliczko, który piastuje funkcję mera Kijowa. W Polsce natomiast wchodzenie w politykę to stąpanie po cienkim lodzie: albo wejdziesz do Sejmu niczym Cezary Kucharski lub Roman Kosecki i ta fama będzie się ciągnąć za tobą dalej, albo nie wejdziesz do Europarlamentu i zostaniesz memem jak Otylia Jędrzejczak oraz Maciej Żurawski. Chyba najlepiej z polskich sportowców wyszedł na tym Bogdan Wenta, który wciąż sprawuje funkcję europosła z ramienia PO, zarabia jakieś 10 tys. euro (z dietą oraz odprawami), a do tego ma zagwarantowaną emeryturę, której najniższa wysokość sięga 12 tysiącom złotych. Myślę, że nikt z nas nie pogardziłby takimi świadczeniami…

Marcin Najman zaczyna o wiele niżej, bo od wyborów samorządowych. Ich specyfika jest zdecydowanie inna, aniżeli ma to miejsce przy okazji wyborów krajowych: dużo bardziej liczy się bowiem działalność na obszarze danego terenu, aniżeli rozpoznawalność w krajowej polityce, na czym wielokrotnie przejechały się już największe ugrupowania. I wiem, że temat startu Najmana ma w sobie nieokiełznany potencjał memów, żartów i śmiechów, lecz ja chciałbym (wyjątkowo) na całą sprawę spojrzeć realistycznie. „El Testosteron” to człowiek urodzony w Częstochowie, znany także ze swojej działalności charytatywnej: Najman od 2001 roku organizuje w swoim mieście charytatywny mecz piłki nożnej, pomiędzy reprezentacjami żużlowców oraz pięściarzy – dochód z tego wydarzenia zostaje przeznaczony dla osób najbardziej potrzebujących. Oprócz tego przeznaczył on także gażę z walki przeciwko Przemysławowi Salecie choremu na raka 11 – latkowi z Częstochowy. Bardzo łatwo jest oceniać jego medialny wizerunek, niesamowicie prosto sprowadzać osobę do jego wizerunku medialnego, natomiast przy tego typu wydarzeniach liczy się coś więcej i tutaj niespecjalnie znaczenie będzie miał fakt, że Najman dał skopać się butom Pudzianowskiego lub doznał kontuzji w walce przeciwko samemu sobie, gdy mierzył się z Przemysławem Saletą. Tutaj dużo istotniejsze są działania w lokalnej przestrzeni publicznej, a w nich Najman wypada całkiem przyzwoicie. Aczkolwiek co z tego, skoro cały swój dorobek można przysłonić tak idiotycznym zachowaniem…

Dziwi mnie natomiast, że sam zawodnik sztuk walki podjął się takiego ryzyka: startowanie z siódmej miejscy na liście wyborczej niespecjalnie gwarantuje jakiekolwiek odniesienie sukcesu, szczególnie patrząc na obecne notowania ugrupowania Kukiza, które nie są zbyt wysokie, szczególnie patrząc na szczeblu lokalny. Dużo większe jest natomiast ryzyko, którego podjął się Najman, bowiem ostatnio, powiedzmy sobie szczerze, wizerunkowo nie idzie mu najlepiej. Średnio udana gala boksu na Stadionie Narodowym, a następnie niewypał w polityce byłby niezbyt przyjemnym dla niego ciągiem zdarzeń zwłaszcza, jeżeli dalej miałby realizować się on w przestrzeni medialnej. Zastanawiam się tak po ludzku: po co mu to? Patrząc na jego działania charytatywne szczerze wierzę, że gdyby znalazł się on w tym miejscu zająłby się sprawami lokalnej społeczności, ale jak to bywa, jest on tylko swego rodzaju marionetką w rękach ugrupowania Pawła Kukiza. A być marionetką w rękach tej osoby: no no, o takie rzeczy to trzeba się już naprawdę postarać…

„Polityka to jest nurkowanie w szambie na zlecenie” – powiedział swego czasu Wojciech Cejrowski. Podpinam się pod tymi słowami i uważam, że jakiekolwiek intencje nie kierowałyby Marcinem Najmanem bez sensu jest dla osoby reprezentacyjnej dla danej dyscypliny oraz wykonującej działania charytatywne babranie się w tego typu działalność, szczególnie przy całej przeszłości medialnej dotyczącej Najmana. Zbyt dużo dziwnych osób działa już w polityce i wydaje mi się, że „El Testosteron” wnioskujący o kolejne inwestycja na poziomie wojewódzkim wygląda jeszcze bardziej komicznie, niż wszelkie ostatnio eventy z jego udziałem. Nie chcę całkowicie deprecjonować szans Pana Marcina, bo jednak gdy zostałby on wybrany, naraziłbym się na ogromną kompromitację, lecz trudno nie odnieść mi wrażenia, że jeszcze bardziej skompromitują się ludzie, którzy przy urnie zakreślą nazwisko Najman…