Oczy żużlowej Polski były zwrócone przede wszystkim w stronę Częstochowy, gdzie o brązowy medal w PGE Ekstralidze walczył miejscowy forBET z Betardem Spartą Wrocław. To jednak pojedynek w stolicy Lubelskiego przyćmił nieco wydarzenia pod Jasną Górą.

Lublinianie dokonali czegoś wyjątkowego – odrobili aż 14-punktową stratę z pierwszego finału Nice 1. Ligi w Rybniku i tym samym awansowali do „najlepszej ligi świata”. Po 23 latach nieobecności! Co więcej, jako jedyna drużyna w historii, po przywróceniu trzystopniowego modelu rozgrywek żużlowych w naszym kraju, w trakcie dwóch lat zamieniła najniższy poziom na najwyższy. Coś niesamowitego.

Speed Car Motor wygrał rundę zasadniczą 1. ligi. W półfinale bez problemów rozprawił się z łotewskim Lokomotivem Daugavpils. Trudności zaczęły się w Rybniku. Trudności, które pozwoliły przedstawicielom ROW-u na przeogromną pewność siebie w Lublinie. Przed kamerami Eleven luzem szpanował ekscentryczny prezes Krzysztof Mrozek. Miał powtarzać swoim zawodnikom, żeby – co poszło na żywo na antenie – „mieli wyjebane”. Z kolei menedżer Jarosław Dymek (z prezesem na zdjęciu powyżej) z zawadiackim uśmiechem stwierdził, że po rewanżu przewaga rybniczan będzie większa niż 14 „oczek”. Oj, jak bardzo się pomylił, jak wielkich oczu ze zdumienia stopniowo musieli dostawać szefowie i sami zawodnicy ROW-u. Najwyraźniej za bardzo „mieli wyjebane” w rewanż… Lublin znakomicie wykorzystał swoją szansę i to pomimo upadku Szweda Joela Klinga (w ekipie gości rozbił się junior Przemysław Giera). Sprzyjało im także szczęście, gdy w 13. biegu z 1:5 po defekcie Kacpra Woryny zrobiło się 3:3.

Liderami ekipy, wspieranej przez komplet 13 tys. widzów, byli: doświadczony Szwed Andreas Jonsson oraz młody Anglik Robert Lambert (na zdjęciu niżej). Obaj zapewne zostaną w drużynie. Podobnie, jak bracia Dawid i Wiktor Lampartowie. Ten drugi, zaledwie 17-letni, olśniewa talentem, czym zwrócił uwagę dużo bogatszych drużyn z elity. Po awansie jednak szanse na wyrwanie go z Lublina są bliskie zeru. Niby więc podstawy składu ekstraligowego są, ale będą potrzebne także zmiany – zbyt wielka jest różnica między 1. ligą a Ekstra. Najczęściej w kontekście transferu Motoru wymienia się Pawła Przedpełskiego, który zaliczył słaby sezon w Get Well Toruń.

Przedpełski jest także wiązany z forBET Włókniarzem. W ogóle sporo mówiło się o transferach przy okazji meczu o brąz. Przed spotkaniem prezes Michał Świącik poinformował, że uzgodnił już warunki kontraktu ze swoim najmocniejszym, zagranicznym trio: Leonem Madsenem, Fredrikiem Lindgrenem i Matejem Żagarem. Już po meczu trochę zaskoczył trener Marek Cieślak, mówiąc przed kamerami nSport, że nie układają mu się relacje z właścicielami klubu, że „pewne rzeczy muszą być wyprostowane”. Zdumiony takimi słowami był prezes Świącik. O co więc chodzi? Pewnie, jak zwykle – o pieniądze. To tylko nasza sugestia, ale być może trener Cieślak już dostał jakąś konkretną propozycję np. z Wrocławia?

Betard tymczasem po dobrym – jak zwykle w Częstochowie – meczu sięgnął po brązowe medale DMP. Po ubiegłorocznym srebrze trudno ocenić trzecie miejsce jako sukces. Niemniej, medal to medal. By je wygrywać, człowiek zajmuje się sportem. A ten sezon był dla wielu we Wrocławiu bardzo trudny. Nie tylko sportowo. Dobrze, że wrocławski klub w symbolicznym sposób przypomniał na podium o swoim wieloletnim kapitanie, tragicznie zmarłym Tomaszu Jędrzejaku.