Juras Blog #2 – Jonny czy Johnny?

  • Redakcja

Uszanowanie wszystkim! Mam nadzieje, że czytając ten tekst jesteście już w drodze do domu po pracy czy szkole i możecie uczciwie rozpoczynać weekendowy relaksik. Koniecznie wyjdźcie dziś na spacer czy posiadówę przy grillu bo ponoć to ostatni dzień pogodowego ciepełka. Jutro temperatura spada o połowę, a to oznacza, że lato mówi „nara”, a jesień „siemanko”. Tylko nie odpowiadajcie tej mendzie. Z ironicznym uśmieszkiem na ustach rzuci w Was deszczem, poprawi zimnym wiatrem, a kiedy stojąc tak na środku ulicy przemoczeni i zmarznięci wzmagać będzie się wewnętrzna złość… dostaniecie złotym liściem w twarz. Takim z drzewa, choć czasami w okresie jesienno-zimowym czuje się jakby liścia w twarz sprzedał mi Hulk. No nie lubię! Również z tego powodu, że coraz więcej czasu motocykl będzie gościł na parkingu, a nie ulicach miasta. Także kochani moi korzystajcie dziś na maksa. Potem łączę się z Wami w jesiennej chandrze. Na bank wiele dziewczyn już naszykowało sobie zestaw owocowych herbatek, kocyk, wełniane skarpety i książkę. Szanuje!

Nie szanuje natomiast USADA, czyli amerykańska agencja do walki z dopingiem w sporcie. Wczoraj świat obiegła informacja o drastycznym skróceniu kary za wpadkę na koksie Jona Jonesa. Jedyne 2 lata i 6 miesięcy. Takie tam. Nikt nie kwestionuje klasy sportowej „Bonesa” bo bezwzględnie jest On fenomenem w tym sporcie ale podejmowanie decyzji warunkowanej zawartością portfela UFC i finansowanej przez nich USADA jest śmiechem na sali i jasnej deklaracji dla wszystkich, że organ ten przestał być wykładnikiem sprawiedliwości w sporcie. Nie da się ukryć, że powrót Jona Jonesa do UFC wygeneruje taki przychody, że dolary w walizce od Dany White dla członków komisji szybko ukoją ich moralny ból. Powrót ten możliwy jest jeszcze w tym roku, więc szykują się dla wszystkim „zainteresowanych” bogate święta.

Szczerze jestem wkurwiony. Nie dlatego, że wierzyłem w czystość i uczciwość sportu, jakim jest MMA. Trzeba być naprawdę skrajnym głupkiem, aby wierzyć, że zawodnicy „jadą na czysto”. Szczególnie gdy w grę wchodzą duże pieniądze. Koks był, jest i będzie. W każdej dyscyplinie sportu. Mniej lub więcej. Kwestia dobrego lekarza prowadzącego aby nie wpaść lub… łaskawości takich organów „ścigających” jak USADA. Jestem pewien, że nieraz gdy odkryli coś w organizmie zawodników, czy zawodniczek generujących dla UFC znaczne zyski, niespecjalnie zależało wszystkim na oficjalny komunikacie. Schować głęboko do szuflady i zapomnieć. Ot biznes. Sportowy biznes.

Moje wkurwienie nie wynika również z faktu, że skrócenie kary dla Jonesa wynika z jego pójścia na współpracę z USADA. Współpraca ta ma opierać się na zeznaniach pogrążających innych zawodników i wiedzy w temacie dopingu. W tej chwili wszyscy koledzy z maty Bonesa lekko się spocili. Ze stresu a nie ciężkim treningiem. Przypomnijcie mi jak się nazywa kogoś kto sypie kolegów aby uniknąć kary? Nie pierwszy raz były mistrz półciężkiej okazał się zwykłą fają. Kończy się hajs na kokainę i dziwki pewno, więc trzeba coś od UFC wyciągnąć.

Moje wkurwienie wynika z faktu, że Jan Błachowicz, który swoją ciężką i czystą pracą zasłużył na mistrzowską walkę może zostać zmuszony, wobec powrotu Jonesa do UFC, dalej czekać na swoją szansę. Amerykański gigant nieraz pokazał już, że w dupie ma swoje rankingi kiedy w grę wchodzi grube sianko za PPV. Nieraz mówili o tym inni zawodnicy, którzy podobnie jak Janko mogą zostać przez swojego pracodawcę oszukani. Oczywistym jest fakt, że powrót Jonesa otwiera dla UFC kolejne zarobkowe możliwości. Trzecia walka z DC? hit. Walka o pas z Maulerem? hit. W zasadzie każda walka Jonesa będzie hitem tak naprawdę, bo chcemy czy nie obejrzymy ją z przyjemnością. Ciekawi tego zjawiska jakim jest Jon Jones, bo to że jest kosmitą w MMA już wszyscy wiemy. Żeby tylko umiejętności szły w parze z rozumem byłby bez wątpienia jednym z najbardziej wpływowych sportowców świata.

Janek ciężką pracą, latami wyrzeczeń i determinacją zasłużył na walkę mistrzowską jak nikt w tej dywizji. Nikogo nie rozjeżdżał naćpany i nachlany, nie wciągał koksu z pośladków prostytutek i tak można wymieniać by grzechy Bonesa długo. Tuż po zwycięstwie w Moskwie dostaje informację, która może znacznie przygnieść jego morale ale znając go, spokojnie będzie czekał na swoją szansę i kiedy ta przyjdzie skorzysta z niej najlepiej jak potrafi. On nie będzie się teraz żalił na niesprawiedliwość świata. Taki już jest. Ja za to mogę wyrzucić trochę swojego wkurwienia co też z przyjemnością robię.

Fajne zdanie napisał Mariusz Hewelt z portalu MMARocks.pl w tej sprawie:

 

„Kto więc jest temu wszystkiemu winien? Hipokryci z USADA, chciwy Dana White, nieroztropny Jon Jones, czy ostatecznie fani, którzy domagają się „chleba i igrzysk”?

Każdy po trochu – wszyscy w tym siedzimy. I to jest najsmutniejsze.”

Ja się z Mariuszem w pełni zgadzam. Niestety!

Dobrego weekendu tak czy inaczej 🙂