Nie da się ukryć, że żyjemy w czasach „kultu ciała”. Zewsząd atakują nas reklamy, gdzie wysportowani goście prężą muskuły podczas psikania się dezodorantem, a smukłe dziewczyny zachęcają nas na bilbordach do kupna bielizny. Gdzie się nie obejrzymy, widzimy ludzi w sportowych uniformach, biegnących kolejny kilometr. W okolicy są otwierane kolejne siłownie i chętnych do kupienia karnetów na takowe nie brakuje. Przeciętny Kowalski coraz częściej zamienia ławkę z piwem na ławkę ze sztangą, a prosta Pani Nowak zachwyca się nowym smakiem jaki odkryła, spożywając dietetyczny posiłek. Mało kto w społeczeństwie chce być gruby. Szczególnie w sportowej społeczności.

Pierwsze dwa weekendy września pozwoliły utwierdzić mi się w przekonaniu, że w sporcie sylwetka wcale nie jest najważniejsza. Oczywiście, nie przeszkadza ona w osiągnięciu sukcesów, ale nie jest kluczowa. W naszej lidze na dobre rozstrzelał Petterii Forsell. Już w pierwszej kolejce Fin zameldował się w Ekstraklasie przepięknym golem, który dał pierwsze, historyczne zwycięstwo beniaminka w historii naszej ligi (sprawdź to udzerzenie). Pewnie część z Was opluła właśnie monitor, kiedy zobaczyliście, że wspominam o piłkarzu Ekstraklasy, wiedząc na jakim poziomie stoi nasza liga. Nie wspominałbym o Forsellu, gdyby nie to, że rok temu miał podpisany kontrakt z Cracovią. Nie zaliczył jednak w niej ani jednego występu, a powodem miało być nieprzejście badań medycznych. Tak naprawdę Michał Probierz nie mógł zaakceptować sylwetki jaką prezentował obecny piłkarz Miedzi Legnica. Od tego czasu 27-latek awansował z Miedzią do Ekstraklasy i w obecnym sezonie legitymuje się pięcioma golami, czyli jednym trafieniem więcej, niż cała Cracovia Michała Probierza.

Przyznać się, kto lekceważył Adama Kownackiego, kiedy zobaczył jego zdjęcie bez koszulki? Pięściarz z Łomży przed pojedynkiem z Arturem Szpilką nie był zbyt rozpoznawalny nad Wisłą. Kiedy widziało się go obok wysportowanego Szpilki można było odnieść wrażenie, iż walka pomiędzy nimi nie potrwa zbyt długo. Przyznam, że spodziewałem się zwycięstwa pięściarza z Łomży na co dzień mieszkającego w Nowym Yorku. Może inaczej, spodziewałem się, że ten pojedynek przegra Szpilka. I tak też było. Opinia publiczna – tak jak ja – w tryumfie Kownackiego upatrywała słabości pięściarza z Wieliczki. Jednak po tym pojedynku popularny „Baby Face” stoczył już dwie batalie, z których wyszedł zwycięsko, a obaj pięściarze, z którymi się mierzył prezentowali znacznie wyższy poziom niż Szpilka. W Polsce powoli zaczęto po cichu mówić o nowym Mistrzu Świata, kiedy AK dwa tygodnie temu zbił byłego Mistrza, Charlesa Martina. Jeżeli postawilibyście tych dwóch dorosłych chłopów obok siebie i dali do oceny komuś, kto nie siedzi w boksie, to gwarantuję, że większość z ankietowanych postawiłaby na czarnoskórego pięściarza. A jak było, to możecie zobaczyć w walce, którą zamieściłem powyżej.

Kownacki nie kryje się ze swoją słabością do jedzenia. 29-latek, który jest niepokonany na zawodowych ringach, nieraz obiecywał poprawę w kwestii żywienia, ale zawsze w pewnym momencie się łamał i następowało popularne „jojo”. Prawda jest taka, że póki co pięściarz wygrywa wszystkie walki i należy doceniać fakt, że jest on uzależniony od niezdrowej żywności, a nie np. od narkotyków czy alkoholu. Zresztą na jego sylwetkę niewątpliwie ma wpływ otoczenie. Kownacki chodzi na jedną salę treningową z „Big Babbym” Millerem, najbliższym rywalem Tomasza Adamka. Obaj Panowie nie kryją się z sympatią do siebie i widać, że raczej nie upominają się nawzajem, gdy drugi przesadzi z zamówieniem jedzenia na wynos.

Okej, jasne, że w boksie znajdą się wielcy zawodnicy z „oponką”, którzy nie odmawiają sobie burgerów. A co jeśli ktoś tak ma od urodzenia? Suelen Pinto to brazylijska siatkarka, która podczas kontuzji potrafiła ważyć nawet 102 kg. przy 166 cm. wzrostu! Nie muszę chyba Was uświadamiać, jak bardzo Pinto wyróżnia się na parkacie? Obecnie waży ok. 81 kg. i zwykle taką wagę miała, gdy nie dolegała jej żadna kontuzja. Przez całą karierę udało się jej zdobyć Mistrzostwo Brazylii,  Klubowe Mistrzostwa Ameryki Południowej czy Puchar Grand Prix. W tegorocznej Lidze Narodów została wybrana jako libero turnieju, a w lidze brazylijskiej została okrzyknięta najlepszą broniącą. 30-latka wyróżnia się refleksem i sprytem, przez co ma przewagę nad swoimi zgrabniejszymi rywalkami. Brazylijka nie ma słabości do jedzenia, a jej sylwetka jest wynikiem genów, które nie pozwalają jej na szybką przemianę materii. Ale czy trzeba mieć idelną sylwetkę, żeby grać z powodzeniem na najwyższym światowym poziomie?

Oczywiście, zasypiecie mnie setką przykładów sportowców, którzy przez nadwagę obniżali loty bądź kończyli kariery (zresztą na naszych łamach też ukazała się niejedna publikacja o nadwadze). Chcę tym tekstem tylko udowodnić, że nie warto skreślać sportowców, którzy nie posiadają nienagannej sylwetki. W sporcie – tak jak w życiu – powinno się znaleźć miejsce dla mężczyzn i kobiet, prezentujących większe gabaryty. Przecież nie każdy musi zdobywać najwyższe laury, aczkolwiek i Ci grubsi znajdowali się na szczycie, tak jak legendarny Shaquille O’Neal. Lista sukcesów Shaqa miała by więcej znaków, niż ten tekst, a i tak podczas kariery bliżej mu było do 130 niż do 100 kg. Ta jego wręcz nadludzka masa pomagała mu w licznych walkach pod koszem, przez co O’Neal może dzisiaj łazić po wszystkich stacjach telewizyjnych w roli eksperta.

Myślę, że nie warto się skupiać na czyjejś sylwetce skoro ona mu w niczym nie przeszkadza. Spójrzcie tylko: Probierz zrezygnował z Forsella, Szpilka zlekceważył Kownackiego, a Suelen Pinto przez swoje garaty rozwinęła inne równie ważne części siatkarskiego rzemiosła. Shaquille O’Neal uczynił nawet z tego atut. Dlatego, zanim odważycie się zlekceważyć jakiegokolwiek grubasa, uświadomcie sobie, że taka osoba może być naprawdę grubym asem.

 

Dominik Bożek