Polska kontra chorwackie gwiazdy z NBA

  • Redakcja

Przed koszykarzami trenera Mike’a Taylora niezwykle ważny i trudny mecz w ramach drugiej rundy eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata w Chinach. Czy biało-czerwoni są w stanie pokonać reprezentację Chorwacji? Początek w Ergo Arenie o godzinie 21.00.

Zawodnicy szkoleniowca Drażena Anzulovicia są mocno podrażnieni ostatnią, minimalną porażką u siebie z Litwą. Nieoczekiwana przegrana zaledwie punktem i tu przed własną publiką musi boleć szczególnie. Litwini są już praktycznie pewni awansu do MŚ. Chorwaci – podobnie jak Polacy – muszą o to jeszcze trochę powalczyć. Obie drużyny legitymują się w grupie J bilansem trzech zwycięstw i czterech porażek. Ekipa, która przegra dzisiaj w Ergo Arenie właściwie pożegna się z marzeniami o wyjeździe do Państwa Środka.

Zostańmy przez chwilę przy meczu Chorwacja-Litwa. Ci drudzy wygrywali przez niemal większość spotkania w hali w Osijeku. Dopiero pod koniec meczu gospodarze rzucili się do odrabiania minimalnych strat. Cóż z jednak z tego, skoro Litwini grali w uporządkowany, zespołowy sposób. A na dokładkę w kluczowej partii pojedynku skutecznością za trzy popisał się doświadczony Mantas Kalnietis, co musiało podłamać walczących koszykarzy z Bałkanów:

Chorwaci przegrali, choć w ich składzie pojawiło się aż czterech graczy z NBA. Nie pomogły 22 punkty zawodnika Indiany Bojana Bogdanovicia, czy 19 „oczek” , 6 zbiórek i 5 asyst Dario Saricia, a więc gościa występującego na co dzień w 76ers. Poza nimi, dobre spotkanie rozegrał także młody Ivica Zubac (LA Lakers). Na fantastycznych Litwinach chorwaccy gracze z NBA nie zrobili ostatecznie zbyt dużego wrażenia. Jak będzie dziś w starciu z Polakami? „Przeciwko Polsce musimy zagrać dużo lepiej niż z Litwą. Byłem totalnie rozczarowany tym spotkaniem” – powiedział Anzulović.

Nasi reprezentanci z kolei prowadzili wyrównaną grę we włoskiej Bolonii. Oczywiście do czasu, do przerwy. Po niej sporo się posypało, Polacy nie byli w stanie zastopować Włochów w ich zabójczo skutecznych rzutach za trzy – w całym meczu trafili aż 18 z 28 takich prób. Przez dwie pierwsze kwarty znakomicie radził sobie przywrócony (czy słusznie po tak wielu odmowach gry?) do kadry AJ Slaughter. Naturalizowany Amerykanin rzucił 19 punktów. Jeszcze w czwartej kwarcie po jego trójce zbliżyliśmy się do Włochów na pięć „oczek”. Później jednak gospodarze wzięli sprawę zwycięstwa w swoje ręce. Te przy rzutach za trzy nie drgały zwłaszcza niesamowitemu Amadeo Della Valle, zdobywcy aż 28 punktów.

Zawodnicy Taylora – mimo strzelca Slaughtera i tylko kilku świetnych momentów Mateusza Ponitki, czy Adama Waczyńskiego – musieli uznać wyższość kadry Włoch. Naszym graczom, tak jak w pozostałych meczach, brakuje wyrazu. Nie widać w ich grze ręki amerykańskiego szkoleniowca. Może tylko niewielkim usprawiedliwieniem jest brak konkretnego w ataku środkowego. Marcin Gortat i Damian Kulig, jak wiadomo, z kadry zrezygnowali. Kontuzje wyłączyły np. Przemysława Karnowskiego i Macieja Lampe, a choroba zmogła Adama Łapetę. Adam Hrycaniuk i jego zmiennik-debiutant Krzysztof Sulima pokazali wielką waleczność, ale to jednak było za mało na Włochów. Jak się wydaje, w grze naszych kadrowiczów szwankuje nie tylko taktyka, ale i kondycja. Z każdą kwartą naszym jakby odcinało tlen. A już forma fizyczna Aarona Cela budzi naprawdę spory niepokój.

Kursy forBET na dzisiejsze spotkanie: Polska 3.45, Chorwacja 1.30, remis 16.00