Wojna polsko – polska: edycja sportowa!

  • Redakcja

Co łączy niedawne ME w lekkiej atletyce oraz trwające obecnie MŚ w siatkówce? Miejmy nadzieję, że połączą je sukcesy naszych zawodników, natomiast aspektem widocznym na teraz jest swoista wojna, która rozpoczyna się przy okazji trwania wymienionych wyżej imprez. Powstają dwa obozy: jeden z nich głosi, że piłkarze to patałachy, a my powinniśmy zamiast tego kibicować naszym lekkoatletom/siatkarzom, bo oni odnoszą względne sukcesy. Druga grupa natomiast dość cynicznie twierdzi, że skoro wspomniani sportowcy są tak dobrze, to czemu nie zajęli się prostym sportem, jakim jest piłka nożna i nie zarabiają dziesięć razy tyle…

Niestety sytuacji specjalnie nie chcą łagodzić dziennikarze, którzy przy okazji każdej rozmowy ze sportowcem w trakcie jakiegoś ważnego wydarzenia sportowego muszą wlecieć ze swoim: „ale piłkarze, co o nich sądzisz, o ich popularności, zarobkach”. To trochę tak, jak pytać by Zenka Martyniuka o to, co myśli o zespole Kult: jasne, to tak samo jest muzyka, jak i tam sport, ale w zupełnie innych warunkach. Najprzytomniej zachowała się Sofia Ennaoui – wicemistrzyni Europy w biegu na 1500 metrów tak wypowiedziała się dla „Przeglądu Sportowego na temat zarobków polskich piłkarzy oraz ich popularności:

„A złośliwi mówią, że wy ciągle zazdrościcie piłkarzom zarobków.

Nie zazdroszczę! Ostatnio ktoś podpisał zdjęcie lekkoatletów i porównał ich do piłkarzy i ich zarobków. I miał rację, bo uważam, że sportowiec jest tyle wart, ile chcą za niego płacić. Skoro piłka nożna jest najbardziej popularnym sportem świata, to piłkarze najlepiej zarabiają, prawda? Na zdrowie, niech zarabiają! Ja wiem, ile poświęceń i wyrzeczeń kosztuje uprawianie sportu, niezależnie od dyscypliny. Ja nie będę walczyła o popularność lekkiej atletyki kosztem dyskredytowania piłki nożnej. My, lekkoatleci, możemy promować naszą dyscyplinę osiągnięciami i swoimi osobami. A ja nie narzekam na popularność.” 

To trzeźwe i logiczne podejście powinno zamykać wszelakie dyskusje, ale niestety nie ma to nic wspólnego ze stanem faktycznym. Prawdziwą burzę wywołała bowiem opinia Michała Kubiaka, który w rozmowie ze „Sportowymi Faktami” tak wypowiedział się na temat swojej niechęci do futbolu:

Piłka nożna jest prostym sportem. Gdzie się nie obejrzysz, ludzie grają w piłkę, i to nie dlatego, że piłka nożna jest fajna, tylko dlatego, że możesz przebywać z innymi w grupie i ta grupa nie będzie się z ciebie śmiała. Przebywać w grupie i odbić prosto piłkę do siatkówki nie mając o tym pojęcia to już trudna sprawa, jesteś narażony na drwiny. A w piłce każdy potrafi lepiej czy gorzej kopnąć. Skoro tylu ludzi gra w ten sport, to znaczy, że jest prosty. Jest sportem dla mas, porywa miliony, ale mnie nie, bo nie ma mi nic do zaoferowania. Nie mogę powiedzieć, że nie trzeba w nim myśleć ani ciężko pracować – wiem, że każdy sportowiec, który chce być na topie musi być przygotowany na harówkę. Zaznaczę też, że nie przemawia przeze mnie zazdrość o zarobki piłkarzy. Nikomu do portfela nie zaglądałem i zaglądał nie będę.”

Taka opinia wręcz musiała spotkać się z reakcją środowiska piłkarskiego – głos zabrały osoby, które w dziedzinie naszego sportu narodowego uważane są za pewnego rodzaju autorytety:

I ja doskonale rozumiem , że ktoś może poczuć się poważnie urażony słowami naszego reprezentanta, natomiast kompletnie nie pojmuję, czemu powoli chcemy ewoluować tutaj w stronę polityczną i stworzyć dwa obozy, gdzie jeden mówić będzie: „Piłka nożna to gówno”, a drugi: „Siatkówka to gówno”. Każdy człowiek świadomie może podejmować decyzję, jakim sportem się interesuje i nie potrzeba robić z tego kolejnej wojny polsko – polskiej. Nie chcę tutaj zbytnio usprawiedliwiać naszego przyjmującego, bo jego wypowiedź jest bardzo powierzchowna i mocno pachnie tutaj bólem pewnej części ciała (czyli nie lubię czegoś, więc kompletnie tym gardzę, kompletnie tego nie doceniając). Dlatego uważam, że taką wypowiedzią nie należy się specjalnie przejmować, a na pewno nie komentować jej w stylu: „Taaa, ale ta siatkówka to machanie łapami tylko”, gdyż wówczas sprowadzamy się do poziomu wspominanej opinii, a Mount Everest to raczej nie jest (nawet Gubałówka). Konkretne sporty mają różne wymagania, potrzeba do nich nieco innych predyspozycji, a my możemy na tydzień zamknąć się i dyskutować o wyższości danej dyscypliny, po czym nie dojdziemy do porozumienia. Jeden woli pójść na mecz ósmej ligi, choć obok ma świetny klub siatkarski, drugi natomiast pójdzie na jakiś niszowy mecz siatki, mimo iż niedaleko może zobaczyć Ekstraklasę. Jak kiedyś mądrze powiedziano: „de gustibus non est disputandum”, a wszelka próba robienia tego szczególnie na masową skalę może być wręcz zrównana z ziemią.

Ogólnie fajnie ogląda się konsolidację środowiska piłkarskiego i walkę z idiotycznymi wypowiedziami, ale wolałbym, żeby słynni „mejweni” byli tak otwarci w kwestiach, które poważnie ich dotyczą. We wszelkich ciekawostkach, insiderskich informacjach przewija się „pewien piłkarz powiedział”, po czym pada jakiś szokujący news, a następnie dopytana osoba mówi: „ale wiesz, nie mogę tego zdradzić, bo coś tam coś tam”. No ale jak trafi się okazja zrugać siatkarza i jego idiotyczną wypowiedź: dawoj, wszyscy na pokład, będą lajki na Twitterze #mejwen. Trochę przypomina mi to polskie partie polityczne, których największą bronią jest „a bo oni robili to to to…”, a zapytani o konkretne rozwiązania milczą. Nie mam do nikogo osobiście pretensji, bo wiem, że rzeczą cenną jest dostawać akredytację, albo mieć numer do jakiegoś zawodnika, lecz tutaj powinna działać prosta zasada: albo masz konkretną wiedzę na dany temat i walisz wszystko kawa na ławę, albo milczysz i nie udajesz, że wiesz coś więcej i inni. Bo jak chcesz się tylko czymś pochwalić, a nie przekazać konkretną wiedzę dla większej liczby czytelników, to nie jesteś dziennikarzem, tylko celebrytą.

Właśnie dlatego niespecjalnie lubię wielkie imprezy w siatkówce czy lekkiej atletyce, które stykają się z polskimi warunkami: cały rok większość ma absolutnie wywalone na poczynania jednych czy drugich, ale gdy dochodzi do jakichś sukcesów, to wszyscy nagle wstajemy, klaszczemy, bijemy brawo, jacy to oni są wspaniali. A jeszcze gorzej, gdy przytrafi się jakieś niepowodzenie: kim ona jest, dlaczego zapłaciliśmy za jej wyjazd, czy moje ulubione DO DOMU. A gdy jeszcze nie daj Boże ktoś zacznie gadać o piłkarzach, to robi się prawdziwy kocioł i zamiast kibicować naszym zaczynamy kłócić się nad wyższością danej dyscypliny: zachowania politycznych plemion coraz niebezpieczniej przechodzą do świadomości przeciętnych kibiców sportowych. I my chcemy rozmawiać szerzej o problemach polskiego sportu…

Karol Czyżewski