Juras Blog #1: Jeszcze dwa kroki, Karola!

  • Redakcja

Witam Panie i Panowie! Tęskniliście? Po wakacyjnej przerwie wracam do pisania moich jakże fantastycznych, rewelacyjnych i najlepszych na świecie blogów* (* niepotrzebne skreślić ale jedno musi zostać!). Szczerze przyznam to brakowało mi tej możliwości komunikacji z Wami, przelania moich myśli na klawiaturę czy po prostu wyrzucenia tekstem z siebie wszelakich przemyśleń, frustracji czy radości. Mam nadzieje, że nowy dom dla mojego bloga będzie sprzyjał kreatywności, a tematów, nie tylko sportowych, nie zabraknie. Także raz jeszcze, oficjalnie…siema!

Skoro wstęp już mamy za sobą, a zagajenie o jakość pogody za oknem jest zbędne możemy z miejsca przejść do tematu. Już dziś w nocy do klatki UFC wejdzie Karolina Kowalkiewicz, aby stoczyć bój z Jessicą Andrade. Po dwóch zwycięstwach z rzędu Polka jest naprawdę blisko od szturmu po pas dywizji słomkowej. Aktualnie sklasyfikowana na 4 miejscu ( nie licząc Namajunas jako aktualnej mistrzyni) Karolina w przypadku zwycięstwa nad Andrade po prostu musi dostać szansę walki o mistrzowski tytuł. Zaraz o tym jeszcze napiszę ale póki co trzeba skoncentrować się na brazylijskiej rywalce. Nie ma co ukrywać, Kowalkiewicz czeka niezwykle trudne zadanie. Andrade to od początku istnienia tej kategorii wagowej czołowa fighterka, która świetnie odnajduje się w walkach o stawkę. Brązowy pas BJJ, nieprawdopodobna atletka. Mimo braku kilku centymetrów wzrostu i zasięgu, potrafi skutecznie skracać dystans do mocnych ciosów. Pojedynek odbędzie się na dystansie trzech rund, a więc specjalnie o cardio też nie musi się martwić, tak jak było to w mistrzowskich rundach w walce z Joanną Jędrzejczyk. Co ciekawe tamtej pojedynek też odbył się w Dallas, a więc szukając wszelkich pozytywów które mają zaczarować farta na korzyść Karoli…oby Texas był klątwą Andrade. Wiele głosów z obozu Karoliny potwierdza, że zrobiła ona bardzo duży progres w aspekcie siły fizycznej i wytrzymałości mięśniowej, co z walce z takim małym turem jak Brazylijka może okazać się kluczowe. Tutaj swoją cegiełkę dołożył Dawid Gralka, zawodnik KSW i trener przygotowania atletycznego wielu zawodników łódzkiego Shark Top Team. Mam nadzieje, że forma Karoli eksploduje właśnie dziś. Co zrozumiałe nie jest faworytką tego zestawienia ale ten sport miliony razy powodował, że właściciele bukmacherskich kuponów ze złością ciskali je do kosza celniej niż LeBron. No bo jakby pobawić się w dywagacje, analizy i całe to eksperckie pieprzenie to przecież nie może się udać! Karolina przegrała przed czasem z Claudią Gadhelą, która to przecież przegrała decyzją z Andrade, wobec tego z czym do ludzi itd. No jakby patrzyć takim Macierewiczem, to Karolina jest mistrzynią UFC. Wygrała przecież z Rose Namajunas i tak można w nieskończoność. Swoją drogą jak już jestem przy osobie aktualnej mistrzyni. Słyszeliście jak to Pani Namajunas ucierpiała psychicznie po terrorystycznym ataku Conora McGregora na autobus podczas słynnego irlandzkiego folkloru przed walką Khabiba? Strzały z kałacha, napalm i krzyk mordowanych dzieci spowodował, że Rose Namajunas jest w tak ciężkim stanie psychicznym, że boi się wychodzić z domu, a lęk ten ukoić jest w stanie tylko godna zasądzona wypłata od Conora. No bo po co innego robić taką szopkę z wybitej szyby? Chcecie mi wmówić, że mistrzyni UFC jest aż tak rozchwiana  emocjonalnie? Nie przeszkadzało jej to pokonać JJ, bywać na imprezach i dobrze bawić się w rytm muzyki, kiedy wcześniej zgłasza się kontuzje. Śmierdzi to wszystko bardziej niż moja torba po treningu, zostawiona na słońcu w bagażniku auta przez cały dzień. Nie polecam.

Tak czy inaczej w przypadku zwycięstwa Karolina Kowalkiewicz po prostu musi dostać title shoota. Nie widzę innego sprawiedliwego rozwiązania. Tym bardziej, że to w interesie Rose powinien być rewanż. Nie jest tajemnicą, że w interesie UFC najlepiej było by jakby mistrzynią dalej była Joanna Jędrzejczyk, bo Namajunas nie ma szans zainteresować kogokolwiek sprzedażą swoich walk. Chyba, że Pata Barrego i rodzinę. Aśka głośno mówi, że należy się jej kolejna próba odzyskania pasa ale jakoś średnio mi się spina trzecia taka sama walka o to trofeum. W przypadku trzeciego zwycięstwa z rzędu prawo to powinna mieć właśnie Karolina. Tak po prostu jest to sprawiedliwe abstrahując od całej medialno marketingowej otoczki.

Także Karolina: Publicznie przepraszam Cię, że nie mogę dopingować Cię na żywo w Dallas tak jak deklarowałem przy naszej ostatniej rozmowie ale wierzę, że nadrobię to w walce o mistrzostwo. Mogę obiecać, że będę trzymał na maksa kciuki komentując Twoją walkę dziś w nocy na antenie Polsatu Sport. Nie śpimy wstajemy kibicujemy! Z racji odwołania walki Montano – Shevchenko… Karolina walczy w co-main evencie gali UFC 228! Uwierzcie mi, że to duża sprawa.

Jak już jestem przy Valentinie Shevchenko. Nie ma szczęścia dziewczyna aby udowodnić swoją siłę i mistrzowskie aspiracje. Znaczy była blisko aby zrobić to właśnie dzisiaj, bo Montano przez najbliższe tygodnie chodziła by co najwyżej z salonu do toalety lecząc rany po batach od „The Bullet”. Tak się jednak nie stanie, Dana White już zabrał pas i teraz trzeba zorganizować starcie o niego. Na pewno Valentina ale z kim? Z Joanna Jędrzejczyk? Panie znają się doskonale jeszcze z czasów Muay Thai, a swego czasu JJ deklarowała skok na pasy innych dywizji. Kogucia za wysoko ale musza…? Ładnie by to wszystko mogło wyglądać jakby dwie Polki były mistrzyniami dwóch dywizji UFC. No ale Juras zejdź na ziemie, oblej się zimną wodą i napij ciepłego wygazowanego piwka. Brrrrr. Czas przyniesie rozwiązania tej „Dynastii” , a Nam pozostaje czekać i trzymać kciuki za dziewczyny.

Zanim jednak do klatki UFC wejdzie Karolina Kowalkiewicz trzymajcie kciuki za Daniela Omielańczuka i Piotrka Strusa, którzy dziś w Krasnodarze stoczą swoje bitwy dla ACB. Strusik serią zwycięstw zapracował na walkę o pas i mam nadzieje, że będzie to dla niego idealny prezent urodzinowy, gdyż w tygodniu wskoczył do zacnego grona trzydziestolatków. Powodzenia Panowie!

No dobra kochani nie ma co bez sensu lać wodę i analizować światową scenę MMA. Od tego są eksperci. Ja pozostanę obserwatorem tej sceny, który co jakiś czas będzie raczył Was swoim zdaniem w tym blogu. Często odmiennym od Was ale właśnie wtedy możemy podyskutować lub wzajemnie sobie naubliżać. Internet jest taki piękny! Dobrego weekendu, stawiajcie grube hajsy na polskich wojowników dziś, a jutro z wygranej kupcie sobie bilet do ZOO VIP z karmieniem lemurów, watą cukrową i lodami kręciołkami bez limitu. Serdecznie życzę i szczerze zazdroszczę!