Ireneusz Mazur przed MŚ w siatkówce: o medal będzie szalenie trudno

  • Redakcja

Już jutro rozpoczynają się mistrzostwa świata w siatkówce. Z tej okazji porozmawialiśmy z byłym selekcjonerem reprezentacji Polski Ireneuszem Mazurem na temat naszej drużyny narodowej i samego turnieju, który tym razem odbędzie się we Włoszech i w Bułgarii.

Jesteśmy świeżo po dwóch ostatnich sparingach z Belgią. Jakie są Pańskie wrażenia z tego dwumeczu?

Przede wszystkim ważne, że odnieśliśmy dwa zwycięstwa. To pozytywny bodziec na przyszłość. Coraz więcej elementów zaczyna funkcjonować. Widać jeszcze pewne mankamenty w naszej grze, ale mają prawo występować, bo zostało kilka dni do naszego pierwszego meczu na mistrzostwach. Jest czas na to, by nabrać dodatkowej świeżości, dynamiki. Ponadto warto zauważyć, że część trenerów ustawia sobie plan treningowy na tę drugą część turnieju. Myślę, że my jako aktualni mistrzowie świata też chcemy, żeby ta najwyższa dyspozycja przyszła właśnie w dalszej fazie rozgrywek.

Czyli przewiduje Pan, że szczyt formy naszych zawodników został zaplanowany na drugą część mistrzostw, po rywalizacji w pierwszej grupie?

Nie mam bezpośredniego wglądu do przygotowań, ale tak przypuszczam. Mogę jedynie domniemywać i opierać się na doświadczeniu z własnej pracy trenerskiej i analizie siatkówki jako takiej.

Patrząc na występ w Memoriale Wagnera i ten w obu starciach z Belgami można powiedzieć, że forma naszych siatkarzy idzie stopniowo do góry. Aczkolwiek te dwa stracone sety z Belgią nieco martwią.

Niewątpliwie wciąż mamy wahania dyspozycji. Ale najważniejszy ostatecznie i tak jest efekt końcowy. Wygrana w obu pojedynkach z rodakami naszego selekcjonera. To pokazuje, że mimo wciąż nie do końca ustabilizowanej dyspozycji, jesteśmy w stanie się zmobilizować i sięgać po zwycięstwa. Takie wahnięcia formy są charakterystyczne w trakcie przygotowań do imprezy głównej. Ale nie ma nic lepszego, niż przygotowanie drużyny poprzez zwycięstwa.

Ireneusz Mazur: „W finale PlusLigi szanse wciąż oceniam 50 na 50″

W niedziele ruszają mistrzostwa świata. Jaki wynik osiągnięty przez Polaków będzie można uznać za sukces?

Mam wrażenie, że takimi minimum dla drużyny, z którym wszyscy się chyba zgadzamy, jest awans do „szóstki”. To taki plan minimum, przyzwoitości. Możemy wymagać od obrońców tytułu, by utrzymali się chociaż w czołówce. Awans do „szóstki” dowartościowałby także złoty medal z 2014 roku. Świadczyłby o tym, że siatkówka w naszym kraju utrzymuje się ciągle na wysokim poziomie. Awans do „czwórki” byłby zaś już naprawdę dobrym wynikiem. Jeśli zaś chodzi o medal, to jest on w naszym zasięgu, ale będzie o niego szalenie trudno. Rywali mamy bardzo mocnych i każdy marzy o podium. Chciałbym, żebyśmy przede wszystkim znaleźli się w „szóstce”. Jeżeli będzie medal, to będę miał pełną satysfakcję.

A patrząc na skład naszej reprezentacji, dostrzega Pan w nim jakiś niespodzianek? Niektórzy byli zdziwieni, że w kadrze na mundial nie zmieścił się Muzaj.

Myślę, że jednak brak powołania dla niego nie jest zaskoczeniem. Muzaj w lidze prezentował się bardzo dobrze, ale już w drużynie narodowej nie zawsze tę wysoką formę potrafił potwierdzić. Nie utrzymywał regularności. Talent niewątpliwie posiada, ale dobre występy w reprezentacji przeplatał słabszymi. W kategorii niespodzianki można zaś po części wymieniać Kaczmarka, który w poprzednim sezonie był prawdziwym odkryciem. Generalnie jak patrzę na poszczególne pozycje w naszej drużynie, to mam wrażenie, że na mistrzostwa selekcjoner Heynen dokonał w większości wypadków optymalnych wyborów.

W składzie reprezentacji na mistrzostwa świata jest m.in. Jakub Kochanowski. Czy młody siatkarz może być odkryciem tego turnieju?

To z pewnością wyjątkowy zawodnik. Środkowy, który posiada dokładnie te cechy, jakimi powinien być obdarzony siatkarz występujący na tej pozycji. Dysponuje też bardzo mocną i regularną zagrywką – potrafi w ten sposób zdobywać punkty. Jest szybki, doskonale przemieszcza się pod siatką. Znakomicie gra w bloku pod kątem zespołowym. Mimo młodego wieku potrafi reagować w czasie gry i dokonywać odpowiednich wyborów. Świetnie gra w ataku i to bez względu na to, kto znajduje się po drugiej stronie siatki. Jest zawodnikiem kompletnym, biorąc pod uwagę cechy motoryczne, psychologiczne i samą predyspozycję do gry na środku ataku. Nie ulegam wielu huraoptymistycznym głosom tych, którzy określają go już teraz największą gwiazdą światową. Ale jest to naprawdę siatkarz o ogromnym talencie i miejmy nadzieje, że przez wiele lat będzie silnym punktem naszej reprezentacji. Co prawda trener Heynen nigdy nie mówi o tym, kto znajduje się w jego podstawowej „szóstce”, ale można zauważyć, że skład na środku zaczyna zwykle od Kochanowskiego. Nie dziwi mnie to wcale.

Oczywiście 21-latek ma pewne ograniczenia – przede wszystkim wzrost. 199 cm na jego pozycji to nie aż tak dużo. Kochanowski jest skoczny, dynamiczny i tym nadrabia braki we wzroście. Ale w konfrontacji z najlepszymi na świecie środkowymi, którzy mierzą jak np. Muserski grubo powyżej 2.10 [dokładnie 2.18 – przyp. red.] różnica w warunkach fizycznych odgrywa czasem rolę.

Chwile nieulotne #8 – Złoto MŚ siatkarzy Stephane’a Antigi

W kadrze na siatkarski mundial nie mógł się jeszcze znaleźć Wilfredo Leon. Żałuje Pan, że tak wybitny zawodnik nie może już teraz pomóc nam w walce z najlepszymi?

Oczywiście szkoda, bo sam udział tak dobrego zawodnika w takim turnieju jest dodatkowym blaskiem dla całej imprezy. Przyciąga media, kibiców, rozgłos. Nasza dyscyplina nie jest najpopularniejszą na świecie i potrzebuje takich osobowości, jak Leon. Siatkówka jest bardzo popularna w Polsce i w paru innych krajach, ale na całym świecie to już nie bardzo. Udział takiej gwiazdy niewątpliwie byłby z korzyścią dla samych mistrzostw. Dla takich bowiem graczy ludzie przychodzą na trybuny.

A jeśli chodzi o naszą reprezentację, to czy to szkoda, że wystąpi ona bez Leona? Nie ma sensu tak na to patrzeć. Musimy skupić się na teraźniejszości i rozwijać się, a nie czekać na jego pomoc. Musimy przede wszystkim wygrywać to, co jest przed nami, a przed nami jest mundial. Mieliśmy namiastkę obecności Leona w polskiej kadrze, bo był obecny na zgrupowaniu w Zakopanem przed mistrzostwami świata. To pokazuje, że reprezentacja otwiera się na niego. Nie ma już takich historii, jakie były jeszcze ze dwa-trzy lata temu, gdy pojawiały się głosy typu: a po co nam taki siatkarz itd. Ludzie oczywiście mają prawo do takich opinii, ale też wiemy doskonale, jaką wartość prezentuje ten siatkarz. Byśmy mieli pełną satysfakcję z występów Leona w polskiej drużynie, musi on być w kadrze otoczony kolegami na odpowiednim poziomie. Leon prezentuje najwyższą klasę światową. My jako obecni mistrzowie świata czy po nachodzącym turnieju np. medaliści, będziemy pełnoprawnym partnerem dla tej klasy zawodnika, co urodzony na Kubie 25-latek. I taki gracz zaczynający przygodę z polską kadrą będzie miał satysfakcję, że wchodzi na właściwe salony.

W grupie mistrzostw świata trafiliśmy na Bułgarię, Iran, Kubę, Finlandię i Portoryko. Kto jest Pana faworytem do wyjścia z naszej grupy? Jak Pan ocenia naszego pierwszego rywala – Kubę?

Kubańczycy mają piękną historyczną kartę, tradycje siatkarskie. Prawdopodobnie znów przywożą na turniej zespół bardzo młody, bez doświadczenia na wielkich imprezach mistrzowskich. Każdego rywala trzeba szanować, ale mam wrażenie, że Kuba i Portoryko nie załapią się do dalszej fazy imprezy. Cztery pozostałe zespoły z racji kultury siatkarskiej i większej jakości powinny awansować dalej. Mam nadzieję też, że zajmiemy pierwsze miejsce.

A jak Pan patrzy na Bułgarów? Z jednej strony są jednymi z gospodarzy mundilu. Z drugiej przeżywają w ostatnich latach kryzys. 

Bez Kazijskiego i Sokołowa, który jest po operacji będzie im bardzo ciężko powalczyć o coś więcej. Nie sądzę, by byli w stanie ogrywać najlepszych. Mają solidną drużynę. Będą groźni, bo grają u siebie. Jestem pewien, że w Warnie ściany, słońce i piasek będą im pomagać, ale zmierzymy się z nimi na końcu i wierzę, że wówczas nie te czynniki, a ogólne przygotowanie do turnieju będzie ogrywać największą rolę. A w tym względzie powinniśmy mieć przewagę.

W naszej grupie spotkamy się też z szalenie niebezpiecznym Iranem. Uważam, że to będzie najtrudniejszy przeciwnik dla biało-czerwonych w pierwszej fazie mistrzostw. Ale jednocześnie on też leży w naszych możliwościach i mam nadzieję, że go pokonamy.

[Tylko u nas] Rozmowa z Piotrem Gackiem, nowym prezesem Onico Warszawa!

Drudzy gospodarze Włosi mogą liczyć na mistrzostwach świata chyba na więcej?

Są stawiani w gronie najpoważniejszych kandydatów do medalu obok Rosjan, Amerykanów czy Brazylijczyków. Aczkolwiek też mają swoje problemy – przede wszystkim w postaci krótkiej ławki. Ich zespół jest dość „wąski” personalnie, nie wszyscy rezerwowi są na odpowiednim poziomie, a przecież turniej jest długi. Zmienników nie mają aż tak dobrych. Ale pamiętajmy, że Włosi słyną z taktyki, umiejętnego rozkładania sił, a także z umiejętności układania kalendarza i regulaminu pod siebie, o czym już się przekonaliśmy.

Rozmawiał: Dominik Senkowski