Bożydar Iwanow: Sa Pinto i koszulki. Od Van Wolfinskela do … Djokovića?

  • Redakcja

Gdy usłyszałem, że nowym trenerem Legii Warszawa będzie Ricardo Sa Pinto przed oczami stanął mi jeden obraz. Luty 2012 roku, Lizbona. Obecny opiekun Mistrzów Polski po meczu z … Legią w roli szkoleniowca Sportingu w sympatycznej rozmowie z ówczesnym ekspertem Polsatu, Andrzejem Juskowiakiem, z którym miałem przyjemność komentować tamto spotkanie. Wiecie, że jedną z moich pasji jest futbol holenderski, a do tego jestem gadżeciarzo-ciułaczem różnych rzeczy związanych z piłką, więc zapytałem Sa Pinto – przez „Żusko” – czy jest szansa na koszulkę reprezentującego wówczas Sporting Ricky’ego Van Wolsfinkela. Za minutę, jeszcze mokrą trzymałem ją w rękach.

To oczywiście jedynie ciekawostkowy „wtręt”. Ważniejsze jest to, kiedy się to działo. To była 1/16 finału Ligi Europy. Minimalnie przez Legionistów (2-2,0-1) przegrana. Dziś Sa Pinto musi ratować tę samą choć nie taką samą Legię przed odpadnięciem w … 3 rundzie eliminacji. Pal licho, gdyby na drodze Warszawian stał ktoś o sile Sportingu. Ale na Boga, teraz to tylko Dudelange!

A najbardziej przykra historia jest taka, że owe Dudelange tydzień temu przy Łazienkowskiej grało lepszą piłkę niż nasz najlepszy klub, a przegrana 1-2 była dla stołecznej ekipy najniższym wymiarem kary. I na szczęście (sic!) Legia przegrała „tylko” 1-2, bo paradoksalnie z całej polskiej eksportowej trójki to ona ma ciągle największe szanse na awans.

Legia ma już coś takiego w sobie, że w ostatnim czasie zawsze po zmianie trenera zaczyna nagle wygrywać. Przez jakiś czas. Tak było gdy zespół obejmował po Henningu Bergu Stanisław Czerczesow, tak gdy Besnika Hasiego zastępował Jacek Magiera, tak, gdy w jego buty wchodził Romeo Jozak, czy w buty Jozaka Dean Klafurić. To dziwna zasada, ale na razie występująca. Nie jest to oczywiście możliwe, że po kilku jednostkach treningowych ktoś był w stanie jakimiś nadludzkimi dotknięciami uzdrowić chorą drużynę ale dziś w Luksemburgu trzeba na to liczyć. Niestety innych przesłanek nie ma. Kolejnym paradoksem jest to, że dwaj ostatni trenerzy Legii, a więc zarówno Klafurić, jak i tymczasowy Aleksandar Vuković żegnali się z Legią po … zwycięstwach. Niech więc Sa przywita się tym samym. Innej możliwości nie ma.

W Lecha czy Jagiellonie naprawdę chciałbym wierzyć, ale – niestety – mam z tym problem. Komentując pierwsze spotkanie „Kolejorza” z Genkiem widziałem tak dużą przepaść w umiejętnościach, że trudno będzie ją dziś zniwelować. Gent w Białymstoku nie odjechał „Jadze” tak mocno, ale ta w końcówce po własnym stałym fragmencie dała się brutalnie skontrować. A u siebie, Gandawa gra dużo bardziej ofensywną i agresywną piłkę niż podczas bardziej zachowawczych wyjazdów. A więc? Tak. Ciągle największe szansę na występ w 4 rundzie ma ten, który najgorzej się prezentuje, czyli Legia.

Co prawda w ewentualnym kolejnym przeciwniku Legii Warszawa CFR Cluj nie gra żaden Holender, ale… Ricardo? Nie dałoby się załatwić po meczu w Transylwanii jakiejś koszulki? Na przykład Chorwata Damiana Djokovića? Bo koszulka z tym nazwiskiem to byłaby dopiero pamiątka! Dudelange brakuje sporo do tenisowej jedynki na światowych listach. Do roboty panowie. Macie coś naprawdę łatwego do wykonania.