Jak naprawić naszą ligę? Grajmy systemem wiosna-jesień!

  • Redakcja

Ekstraklasa z roku na rok jest coraz słabsza. Kluby z europejskich pucharów odpadają jeszcze latem. Co zmienić, byśmy przestali być wreszcie pośmiewiskiem Europy? Grajmy systemem wiosna-jesień, który występuje w niektórych krajach.

Do roku 2010 w lidze rosyjskiej funkcjonował system wiosna-jesień  (1 rok – 1 sezon). Rosjanie od tego odeszli, ale dla nas takie rozwiązanie mogłoby być zbawienne. Gralibyśmy przez dziewięć miesięcy, a przerwa letnia – wzorem Rosji – byłaby krótka. Jakie byłyby z tego korzyści? Jeśli mistrz Polski wyłoniony by został w listopadzie, to jego trener miałby ponad pół roku na przygotowanie zespołu do eliminacji Ligi Mistrzów. Podobnie z innymi ekipami, które znalazłyby się na podium Ekstraklasy i miały prawo gry w kwalifikacjach do Ligi Europy.

Obecnie jest tak, że zespół zdobywa tytuł pod koniec maja, potem piłkarze mają urlopy, zaczyna się okienko transferowe, przychodzą nowi zawodnicy, wchodzimy w lipiec i szkoleniowiec ma tydzień – dwa na treningi przed początkiem sezonu. Legia pierwszy mecz eliminacyjny w 1. rundzie Champions League z Cork rozegrała 10 lipca. Nie przeskoczymy kalendarza UEFA, to są sztywne daty. Zawsze brakuje nam czasu, by dobrze przygotować się do początku sezonu w Europie. A musimy grać tak wcześnie, bo jesteśmy badziewni i startujemy od pierwszych rund kwalifikacyjnych do Ligi Mistrzów/Ligi Europy. To się nie zmieni, dopóki nie zaczniemy regularnie zdobywać punktów do rankingu. I koło się zamyka. Jeśli chcemy być mocniejsi w Europie – to zmieńmy nasz kalendarz rozgrywek.

Gdybyśmy mistrza znali już w listopadzie, to później ta drużyna miałaby kilka miesięcy na przygotowanie się do eliminacji do Ligi Mistrzów. Wzmocnienia zdążyłyby się ograć. A w lipcu piłkarze mistrza Polski przystępowaliby do pierwszych rund eliminacyjnych z marszu, w trakcie trwającego już dawno sezonu ligowego. Mecze z Corkiem czy innymi podobnymi rywalami nie byłyby dla zdobywcy mistrzostwa naszego kraju pierwszymi starciami w nowym sezonie, tylko wypadałyby w połowie nowego sezonu. Taki „rozegrany” zespół mógłby mieć większe szanse na sukces w Europie.

O tym jak Vuko nas podzielił

Dziś do spotkań eliminacyjnych w europejskich pucharach przystępujemy zwykle „w ciemno”. Z jeszcze niezamkniętą kadrą zespołu, z nieogranymi nowymi piłkarzami. Granie systemem wiosna-jesień mogłoby sprawić, że te problemy by zniknęły. Koronowany w listopadzie Mistrz Polski mógłby ściągać nowych graczy w zimowym okienku transferowym, a potem również w letnim w następnym roku. Byłoby więcej czasu na to, by pozyskani zawodnicy wkomponowali się w zespół. Zaczynamy batalie o awans do Ligi Mistrzów/Ligi Europy coraz wcześniej i przez to jesteśmy coraz bardziej do niej nieprzygotowani. Na Białorusi rozgrywki trwają w inny sposób niż u nas. Za nimi już 15. kolejek. Nie ma co się obrażać, że my to nie Białorusini, bo piłkarsko nie jesteśmy już wcale lepsi (jeśli chodzi o kluby). A klimat w obu krajach jest podobny.

Gdybyśmy w lipcu przystępowali do europejskich pucharów będąc w trakcie sezonu, mielibyśmy też dzięki temu przewagę nad zespołami z innych lig. To one mogłyby głosić, że „rywal zdążył już rozegrać kilka spotkań ligowych, a my jeszcze niezgrani”. Tym moglibyśmy dużo zyskiwać. W Hiszpanii, Niemczech czy we Włoszech rozgrywki mogą ruszać dopiero pod koniec sierpnia, bo przedstawiciele tamtejszych lig nie grają na początku lipca w eliminacjach do europejskich pucharów. A nasze drużyny i owszem.

Marcin Rosłoń o nowym sezonie Premier League

Jakie są minusy rywalizowania w systemie wiosna-jesień? Piłkarze mieliby mało czasu na urlop latem, bo letnia przerwa w rozgrywkach byłaby krótka. Ale czy to faktycznie problem? Większość zawodników występujących w naszej lidze zarabia na tyle dobrze, że stać ich na to, by wyjechać sobie po zakończeniu sezonu w grudniu do ciepłych krajów na wakacje. Obecnie jeżdżą zimą ze swoimi zespołami w gorące rejony świata, by tam przygotowywać się do rundy wiosennej. Gdybyśmy zmienili system rozgrywek, to wciąż by w tym terminie wyjeżdżali do tureckiego Belek czy innych Egiptów, ale sami w celach rekreacyjnych.

Inne wady? Że niby gorąco, by grać w lidze latem? Przecież już teraz gramy! Sezon 2018/2019 ruszył 20 lipca, a Legia, Lech, Jagiellonia i Górnik jako pucharowicze zaczęli kopać w piłkę jeszcze wcześniej. Polska Ekstraklasa nie rywalizuje w czerwcu, ale akurat w tym roku czerwiec był chłodniejszy i największa fala upałów przyszła teraz – na przełomie lipca i sierpnia. Więc nie ma zasady. Z resztą – to są zawodowcy, a u nas tych gorących dni nie ma aż tak dużo. Gdy jest upalnie, to można ustawiać mecze na godzinę 21:00 jak w Hiszpanii. Lepiej grać w czerwcu, by być w formie na eliminacje, które startują na początku lipca, niż co roku nie trafiać z formą na początek pucharowego sezonu.

W związku z powyższym apeluję do wszystkich decydujących o losach naszej piłki klubowej: przejdźmy na system wiosna-jesień.

Dominik Senkowski