Na ile może sobie pozwolić profesjonalny dziennikarz?

  • Redakcja

Nie milkną echa wczorajszej konferencji Aleksandara Vukovica – szerzej na temat słów Serba pisał Dominik Bożek, który zebrał opinie naszej redakcji, ja natomiast chciałbym spojrzeć na tę kwestię z zupełnie innego punktu. Vuko wspomniał wczoraj o „dziennikarzu z Białegostoku, który sieje ferment w klubie” – nie trudno się domyślić, że chodzi o Piotra Wołosika, który pracuje w Przeglądzie Sportowym i niespecjalnie kryje się z sympatią dla Jagiellonii. Nie zamierzam bronić wypowiedzi trenera Legii, bo to nie czas i miejsce na takie wywody, zastanawia mnie jednak, czy dziennikarzowi najstarszego dziennika sportowego przystoi tak ostentacyjne sympatyzowanie z jednym zespołem.

Nie chcę być zrozumiany źle – to, co powiedział Vukovic na temat dziennikarza Przeglądu Sportowego bardziej traktuje jako jakiś rodzaj osobistych porachunków, które widocznie zabolały obecnego szkoleniowca Legii. To on będzie ponosić konsekwencje tych słów, miał do tego pełne prawo, lecz w moim odczuciu głoszenie tak agresywnych tez dzień przed bardzo ważnym spotkaniem jest igraniem z ogniem, a o wiele lepszy moment przyszedłby po wysokim zwycięstwie w pierwszym meczu ( o ile taki scenariusz jest w ogóle realny)… Bardziej chciałbym zwrócić uwagę na jakiś rodzaj całościowej sytuacji, być może problemu, którym jest ogromne zaangażowanie niektórych dziennikarzy w kibicowanie innym zespołom – zawsze wtedy istnieje bowiem obawa, że słowa takiej osoby mogą zostać odebrane nie w kategoriach kreowania opinii, wypowiedzi, czy poruszania istotnych problemów, ale raczej głos fana drużyny, która rywalizuje z danym zespołem w lidze. Jasne, możemy uznać, że (na przykładzie Piotra Wołosika) to wszystko są słuszne diagnozy, bardzo trafne spostrzeżenia i dowcipne analizy, ale gdzieś z tyłu głowy prosi się o zastosowanie prostego schematu: kibic Jagi pisze negatywnie o Legii = ból dupy, zazdrość i kompleksy wobec stołecznej drużyny. Nie chcę odbierać nikomu prawa do wyrażania otwartej miłości wobec klubu, w którym jest zakochany od dziecka i po prostu ciężko mu patrzeć na jego pryzmat przez cokolwiek innego niż ogromne emocje, osobiście jestem jednak zdania, że profesjonalny dziennikarz powinien być jak najdalej od otwartego okazywania sympatii klubów szczególnie, gdy w swojej działalności bardzo mocno skupia się na zespole rywali.

O tym jak Vuko nas podzielił

W naszym kraju to dość częsta sytuacja. Nie chcę tutaj przesadnie poprawiać wizerunku Legii i wpajać do głowy  o jakichś ogromnych kompleksach wobec obecnego mistrza Polski, lecz będąc w zeszłym sezonie na pierwszym meczu półfinałowym Pucharu Polski, gdzie Górnik Zabrze mierzył się z legionistami, na długo pozostał mi w pamięci widok trybuny dziennikarskiej. Dziennikarskiej chyba tylko z nazwy, bo większość stanowiły tam osoby, które niespecjalnie kryły się z klubowymi sympatiami i bardzo mocno śpiewały słynne pieśni na temat Wojskowych, niekoniecznie chwalebnej treści. Z jednej strony jestem w stanie ich zrozumieć, bo są to osoby mocno związane z tym regionem, które prawdopodobnie od dziecka kibicują Górnikowi, z drugiej natomiast wciąż mówimy o dziennikarzach, którzy w swojej pracy powinni być jak najbardziej bezstronni i obiektywni – gdy decydujesz się na podjęcie tego zawodu, powinieneś liczyć się z faktem, że do wszystkich wydarzeń sportowych powinieneś podchodzić z chłodną głową, bo inaczej możesz zostać posądzony o nieprofesjonalizm. Przypomina mi się sytuacja ze słynnym finałem Ligi Mistrzów 2005 roku, gdzie AC Milan grał z Liverpoolem. Jak doskonale pamiętamy, w regulaminowym czasie skończyło się 3:3, a o wszystkim zadecydowała seria rzutów karnych, gdzie bezkonkurencyjny był Dudek Dance. Komentujący tamto spotkanie Dariusz Szpakowski przyznał, że po tym meczu rozmawiał z kibicem AC Milanu, który miał do niego pretensje o to, iż tak znacznie sprzyjał Liverpoolowi tylko z tego powodu, że jego barw bronił były bramkarz Realu Madryt. Nie wspomnę już o słynnym meczu Borussia – Malaga: szalejący Sergiusz Ryczel z taką pasją kibicował BVB, że wydawało się, iż w jej koszulkach gra obecnie reprezentacja Polski, która ma szansę zdobyć mistrzostwo Europy. Należy wspierać naszych reprezentantów, ale warto jednak we wszystkim zachować profesjonalizm i bezstronność, jakże rzadką w dzisiejszych czasach.

Być może łatwo mi mówić o tym z pozycji piknika czy popularnego janusza, bo jakoś nie pałam specjalną sympatią do żadnego z polskich klubów, więc pozbawiony jestem wszelkich emocji związanych z Ekstraklasą, która jest jednym wielkim żartem. Dziwi mnie natomiast, że tak łatwo daliśmy przyzwolenie na zbytne powiązanie dziennikarza z normalnym kibicem, który przecież powinien kompletnie się od niego robić. Wydaje mi się, że jeżeli już decydujesz na ten zawód, bardzo mi przykro, ale jeżeli nie pracujesz w mediach klubowych lub stronie związanej z danym zespołem niezwykle ciężko jest obronić fakt bycia zagorzałym fanem i aspirować do miana poważnego dziennikarza. No chyba, że powoli zaczęliśmy tracić takie ambicje, a z każdym rokiem cienka granica będzie się jeszcze mocniej zacierać. A może to po prostu dostosowanie się do poziomu naszej ligi?

Karol Czyżewski