„Jak nie odchodzić z klubu” – uczy Thibaut Courtois

  • Redakcja

Współczesny futbol praktycznie niczym nas już nie zaskakuje – coraz rzadziej możemy mówić o klasie, przywiązaniu czy lojalności. Tę jakże smutną tezę zdaje potwierdzać zachowanie Thibaut Courtois – reprezentant Belgii jest bardzo blisko transferu do Realu Madryt i choć zespół Chelsea był niechętny jego sprzedaży, sam zawodnik wywarł ogromną presję na klubie opuszczając dwa treningi z rzędu. Pogoń za marzeniami jest ważna, ale nie powinna się ona odbywać kosztem obecnych obowiązków.

Sam Sarri powiedział dość jasno: „spodziewamy się, że Courtois odejdzie z naszego zespołu”. Londyńczycy byli jednak w dość patowej sytuacji, gdyż od tego sezonu okienko transferowe kończy się przed rozpoczęciem sezonu – wszelkie formalności związane z piłkarzami powinny zatem zostać załatwione do czwartku. The Blues mają już naszykowanego następce: jest nim Kepa Arrizabalga, za którego Chelsea ma zapłacić Athleticowi Bilbao klauzulę odstępnego w wysokości 71 mln funtów. Do uzgodnienia natomiast pozostają jeszcze warunki indywidualnego kontraktu i czas nie będzie sprzymierzeńcem drużyny Romana Abramowicza. Trudno nie znaleźć analogii do słynnej (nie)wymiany pomiędzy Realem Madryt, a Manchesterem United: Królewscy chcieli za wszelką cenę pozyskać Davida de Geę i byli tego naprawdę blisko: o niepowodzeniu transferu zadecydowało niewysłanie ostatniego dokumentu przez Czerwone Diabły. Czyżby historia miała zatoczyć koło?

Tutaj wydaje się, że jednak nie, bo obydwa kluby raczej załatwią formalności jutro i wszystko zostanie ogłoszone podczas Deadline Day. Zresztą Chelsea nie musi się specjalnie spieszyć ze sprzedażą, gdyż czas na to jest do końca miesiąca. Niezbyt ciekawa jest jednak cała otoczka, która towarzyszy zawodnikowi The Blues – w dobie niezwykle profesjonalnego podejścia do futbolu opuszczanie treningów niespecjalnie przystoi jakiemukolwiek zawodnikowi, szczególnie na tak wysokim poziomie. Dopóki jesteśmy związani kontraktem ze swoim, obecnym klubem musimy wykonywać dla niego obowiązki. Belga czekają konsekwencje dyscyplinarne – klub zamierza ukarać go grzywną wysokości dwóch pensji. Ludzie związani z londyńską drużyną twierdzą także, że gdyby Courtois przyszedł do nich z prośbą o transfer, nie robiliby większych przeszkód i zgodzili się na ruch swojego bramkarza. Wszystkie karty były zresztą po stronie zawodnika – kontrakt byłego bramkarza Atletico Madryt wygasa wraz z końcem przyszłego sezonu, więc aby cokolwiek na nim zarobić, należałoby go sprzedać jeszcze tego lata. Trzeba otwarcie stwierdzić, że wypuszczanie za darmo gracza uznawanego za jednego z najlepszych bramkarzy na świecie byłoby naprawdę niekorzystnie finansowo. Wydaje się zatem, że ta sytuacja mogła zostać załatwiona w dość bardziej cywilizowany sposób.

Tak dziwacznej sagi transferowej z udziałem Chelsea nie było chyba od czasów Williama Gallasa oraz Ashleya Cole’a. Lewy obrońca, który swego czasu występował w Arsenalu, w 2005 roku miał negocjować transfer do ekipy The Blues poza okienkiem transferowym. Poszło o pieniądze – wraz z wejściem Romana Abramowicza londyńczycy mogli przeznaczać większe nakłady na pensje swoich graczy, czemu nie mogli sprostać The Gunners. W drugą stronę powędrował natomiast stoper reprezentacji Francji, który po latach wyznał, że do decyzji skłoniło go… odebranie numeru 13 przez Jose Mourinho. Dzisiaj sytuacja jest nieco inna, wszak Courtois niespecjalnie przywykł do grania w Lidze Europy, a także przyszedł czas na zrobienie kolejnego ruchu w swojej karierze. Szkoda jednak, że jest to dokonywane w tak kontrowersyjnych okolicznościach, bez specjalnego poszanowania dla kibiców, a także klubu, w którego barwach rozwinął się on najbardziej. To przecież klub z Anglii wyłowił obecnego reprezentanta Belgii z Genk i dał mu szanse zaistnieć w światowej piłce. Ale tak to dzisiaj, niestety, wygląda – gracze zrobią wszystko, aby zmienić pracodawcę i niespecjalnie przejmą się tym, co powiedzą o nich kibice obecnej drużyny. Odejście od modelu graczy, którzy spędzają w jednym klubie kilkanaście lat niespecjalnie wpływa na zatrzymanie takiego stanu rzeczy. Chyba musimy już do tego się przyzwyczajać…

Karol Czyżewski