SENSACJA! – IGA ŚWIĄTEK ODPADA W PIERWSZEJ RUNDZIE WSG OPEN

  • Redakcja

Korty Warszawianki nie były tak zaludnione jak się spodziewaliśmy. Co prawda, było więcej osób niż wczoraj, ale – mimo wszystko – myśleliśmy, że Iga Świątek przyciągnie o wiele większą rzeszę tenisowych kibiców. Podejrzewamy, że większość wyszła z założenia, że na WSG Open, gdzie wejście jest darmowe, wybiorą się w weekend, aby być świadkami, jak nasza 4 „rakieta” odnosi kolejny sukces. Cóż, jeśli mieliście takie plany, to jeszcze trochę poczekacie, nim zobaczycie w akcji tegoroczną mistrzynię juniorskiego Wimbledonu.

Oczywiście, to prawda co napisał Adam Romer, ale i tak nam się coś wydaje, że gdyby było wiadomo, że to ostatni mecz Igi Świątek w Warszawie na długi czas, to byłoby o wiele więcej kibiców.

„To nie była Iga, jaką znamy” – powiedział nam Artur Bochenek, prezes Warsaw Sports Group. „Gdyby zagrała na 50% swoich możliwości, to jestem przekonany, że wynik byłby zgoła inny” – dodał. Nietrudno się nie zgodzić z tą opinią. Świątek popełniła w tym meczu mnóstwo niewymuszonych błędów. To była woda na młyn dla Joanny Zawadzkiej, która wygrała pierwszego seta w tie break’u. To było pierwsze spotkanie pomiędzy nimi. „Cieszę się ze zwycięstwa z taką zawodniczką jak Iga” – oznajmiła nam 21-latka. „Mimo, że większość była za moją przeciwniczką, to atmosfera mi się podobała”. Na nasze pytanie o to, czy nie żałuje, że pojedynek został przerwany w drugim secie, odpowiedziała: „Oczywiście, że żałuję. Lepiej jest wygrać po pełnym dystansie, ale i tak to zwycięstwo cieszy”. W drugim secie przy stanie 3:1 dla Zawadzkiej, Świątek poprosiła o pomoc medyczną. Po paru minutach wróciła na kort i dostaliśmy informację, że pojedynek pomiędzy tenisistkami się zakończył. Niestety, 17-latka nie chciała z nami rozmawiać.

Lech Sidor: na Igę Świątek trzeba chuchać i dmuchać

W powyższym wywiadzie Lech Sidor powiedział: „Są pewne zależności w tenisie: jak wierzysz we własne przygotowanie fizyczne, to nie boisz się długich meczów, walki, rywalizacji. A jak masz jakieś obawy, wiesz, że po trzeciej godzinie twoja gra może już nie być tak skuteczna, boisz się o nogę, bark po wykonaniu stu serwisów, to wówczas taki zawodnik zaczyna szukać drogi na skróty. I to go zwykle gubi. Dla mnie Iga najbardziej wartościowa jest wtedy, gdy gra „swój tenis” od pierwszej do ostatniej piłki. Może wygrać, może przegrać, ale zrobiła swoje”. Ten cytat pasuje jak ulał do tego co dzisiaj zobaczyliśmy na korcie Warszawianki. Artur Bochenek, co prawda nie był tego pewny, ale podejrzewał, że kontuzja Świątek była na tle nerwowym. Niestety, on jak i my, nie widzieliśmy na 100% czy to prawda. Miejmy nadzieje, że utytułowana tenisistka szybko się pozbiera i wróci do swojej topowej formy.

Wypadałoby sparafrazować słynną myśl ks. Twardowskiego: „Spieszmy się oglądać tenisistki, bo tak szybko łapią kontuzję”. Dlatego, jeśli macie czas, to wpadnijcie na Warszawiankę, żeby chociaż zobaczyć Maję Chwalińską, która pierwszy mecz wygrała gładko bez straty gema. Albo dla zwyciężczyni dzisiejszego pojedynku, Joanny Zawadzkiej, bo nie można jej odebrać tego, że pokazała kawałek dobrego tenisa.