Bożydar Iwanow: MUSIMY OGRYWAĆ MOCNIEJSZYCH OD SIEBIE. INNEJ DROGI NIE MA.

  • Redakcja

Zachodzicie w głowę ile polskich klubów znajdzie się w fazie grupowej Ligi Europy? I czy w ogóle jakiś się znajdzie… Przecież przed rokiem zanim dzieci poszły do szkoły było „pozamiatane”. Legia skompromitowała się najpierw z Astaną, a potem z mołdawskim Sheriffem Tiraspol. Jagiellonia potknęła się na azerskiej Qabali. Lech Poznań – co prawda mega-pechowo – ale jednak odpadł z holenderskim Utrechtem. Arka stoczyła pełne emocji boje z duńskim Midtyjland, ale awansu też nie było. Żaden z wyżej przytaczanych zagranicznych klubów to nie jest firma, która budzi grozę na Starym Kontynencie. Ale prawda jest taka, że i polskie ostatnio nie budzą.

Dziś naszą największą radością jest Jagiellonia, bo wyeliminowała piąte w ubiegłym sezonie ligi portugalskiej Rio Ave. Przeszła do historii, bo wcześniej nikomu nie udało się wyeliminować klubu z tego kraju, ale umówmy się: „Aveiros” to nie jest i nigdy nie będzie klub klasy nawet Sportingu Braga, o wielkiej trójce nie wspominając. Chcąc myśleć o tym, by coś zrobić w Europie, a to „coś zrobić” to tylko gra w fazie grupowej, takie przeszkody trzeba pokonać. I chwała Jadze za to, że się udało.  Nie zapominam jednak, że to dopiero druga runda eliminacji. Połowa drogi do celu. Następny schodek to zespół myślący poważnie o Mistrzostwie Belgii.  I brawo dla trenera Ireneusza Mamrota, że mówi, iż chce awansować. Bo tak jak w każdej dyscyplinie sportu by odnieść sukces trzeba ogrywać nawet lepszych od siebie. Innej drogi nie ma.

Lech Poznań z dotychczasowymi dwoma przeciwnikami się męczył. I z zespołem z Armenii i z Białorusinami z Soligorska. Zaledwie kilka lat temu „Kolejorz” bił się skutecznie z Red Bullem Salzburg, Juventusem Turyn czy Manchesterem City. I nie były mu potrzebne ani gole w 96 minucie, ani dogrywka. Genk brzmi groźnie, mimo, że po sezonie regularnym stracił do lidera z Brugii 23 punkty. I taka sama puenta jak w przypadku Jagiellonii. Wiadomo – łatwo nie będzie. Ale chcąc „coś zrobić’” w Europie, nie można kończyć międzynarodowej przygody na eliminacyjnych trzecich rundach. Transfery Tiby, Amarala czy Dioniego nie mogą być „robione” tylko po to, by w kraju wygrywać z Cracovią, Arką czy Miedzią Legnica. Choć takie wydatki jak te poczynione w Poznaniu ważne są także w kontekście mistrzostwa.

Dlaczego? Bo w teorii najłatwiejszą drogą do jesieni  Lidze Europy ma Legia Warszawa. Na razie – można stwierdzić, że jak zawsze o tej porze roku – najmocniej krytykowana. Ale droga mistrza kraju zawsze jest mniej kręta. Nawet odpadając ze Spartakiem Trnava w kwalifikacjach Champions League w następnej fazie czeka ekipa z Luksemburga. W piłce możliwe jest wszystko ale chyba nie to, że drużyna z Łazienkowskiej nie przebrnie tego przeciwnika. Dalej czeka co prawda Mistrz Rumunii, CFR Cluj, ale… Wiem, powtarzam się. Chcąc coś zrobić w Europie musisz pokonać mocniejszych od siebie. W innym przypadku od września znów nas nie będzie w europejskich rozgrywkach.