Kwaśna Mina #3 – Śmieciarz Klich, Piątek lepszy niż Ronaldo i Zlatan w Call Center

  • Redakcja

Upał, upał i jeszcze raz upał. Nie od dziś wiadomo, że jak słonko mocno przygrzeje w głowę, to nie ma to zbyt dobrego wpływu na samopoczucie. Jak się okazuje, w weekend upalnie było nie tylko w Polsce. We Włoszech pewien dziennikarz gazety „La Gazzetta dello Sport” opił się winem, a następnie zasnął na słońcu. Kolejnego dnia napisał tekst, że Krzysztof Piątek jest „bombardierem z Genui”.

Ja wiem, że facet wbił kilka goli amatorskim drużynom w przedsezonowych sparingach, ale nawet w naszej rodzimej lidze nikt go nie raczył takimi określeniami. Mówimy przecież o Serie A, do której dołączył Cristiano Ronaldo. Skoro Piątek jest bombardierem, to kim jest Ronaldo? Turbomegagalaktyczną maszyną do zdobywania bramek? Dlatego też bardzo proszę! Następnym razem jedna lampka wina i tylko do obiadu!

Węgrzy chyba nie są przyzwyczajeni do upałów. Potwierdził to Dominik Nagy. Piłkarz warszawskiej Legii po ostatnim zremisowanym meczu ligowym z Lechią Gdańsk powiedział: „Tydzień temu wygraliśmy z Koroną, potem ze Spartakiem Trnawa w rewanżu. Taki jest futbol, nie da się wygrać każdego meczu”.

UWAGA! Przypominamy, że mamy początek sierpnia, a Legia w tym czasie zdążyła już przegrać Superpuchar Polski, odpaść z eliminacji Ligi Mistrzów ze Słowakami, którzy malują swoją murawę i wygrać jeden mecz ligowy na trzy rozegrane. Zgoda! Dominik! Nie da się wygrywać każdego, ale postarajcie się chociaż co drugi! Wtedy na pewno Twoja wypowiedź nie będzie faworytem w konkursie na głupotę sezonu!

Wspomniani wyżej Piątek i Nagy, to osoby piłkarzopodobne. Przykładem prawdziwego zawodnika piłki nożnej jest taki Zlatan Ibrahimović. Dla przypomnienia, Szwed w marcu podpisał kontrakt z Los Angeles Galaxy. Od tego czasu jest liderem zespołu na boisku i poza nim. Zdążył już też odrzucić korzystniejszą finansowo propozycję gry w Chinach, a ostatnio wcielił się w rolę pracownika działu marketingu i dzwonił do kibiców, którzy odnowili swój karnet na 2019 rok. „Siema! Tu Zlatan! Dzięki, że odnowiłeś karnet! Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby strzelić jak najwięcej goli!” Tak mniej więcej wyglądały te rozmowy.

U nas to jest niemożliwe do wykonania. Bo niby jaki pseudopiłkarzyna miałby obiecać dobrą grę i zdobywane bramki? No chyba, że taki Peszko przysiągłby serię żenujących fauli, Carlitos mnóstwo zdjęć z fast foodami z ukrycia, a Furman kolejny słaby sezon, który nie pozwoli mu zrobić kariery za granicą. W końcu Ekstraklasa, to stan umysłu…

Nasi ligowcy mają za to spore szanse w drużynie Leeds United. Marcelo Bielsa, który od kilku tygodni jest trenerem tego zespołu nakazał swoim zawodnikom przez trzy godziny zbierać śmieci wokół ośrodka treningowego. Całkiem dobrze poszło wtedy Mateuszowi Klichowi, który wybiegł w pierwszym składzie i  zdobył bramkę dla Leeds United w meczu ze Stoke City w 1. kolejce angielskiej Championship. Może to jest dobra droga do kariery dla naszych piłkarzy – śmieciarzy?

Na koniec dobry przykład z innej dyscypliny. Polscy żużlowcy zdecydowali się oddać 20 % ze swoich wynagrodzeń za udział w finale indywidualnych mistrzostw Polski w Lesznie. Oddane pieniądze zostały przekazane na rzecz zorganizowania turnusu rehabilitacyjnego dla jedenastu byłych żużlowców. Jaki z tego morał? W czasie upału należy nosić kask. Wtedy można liczyć na zdroworozsądkowe działania polskiego sportowca.