Ile medali ME przywieziemy z Berlina?

  • Redakcja

Już dziś na Stadionie Olimpijskim w stolicy Niemiec wystartują Mistrzostwa Europy. To najważniejsza w tym roku impreza lekkoatletyczna, choć dla wielu reprezentacji jedynie przystanek w drodze do Igrzysk Olimpijskich w Tokio za dwa lata. Na co stać reprezentantów Polski?

Biało-czerwoni w premierowym Pucharze Świata w Londynie zajęli w końcowej klasyfikacji drugie miejsce. Wynik świetny, choć trzeba też przyznać, że jako nieliczni wysłali do Anglii najmocniejszą kadrę. Do Berlina zaś Polski Związek Lekkiej Atletyki wystawił aż 86 zawodników i zawodniczek. To rekordowa liczba. W ogóle te mistrzostwa będą pod względem uczestników najliczniejsze: do zawodów zgłosiło się ich 1573 – to o 104 więcej niż przy okazji ostatnich ME w Amsterdamie.

Właśnie – skoro już mowa o imprezie w Holandii, to wypada przypomnieć, że to właśnie wtedy Polacy zajęli wspaniałe pierwsze miejsce w „generalce”. Zdobyli 12 medali, a więc dokładnie tyle samo, ile w Zurychu w 2014 roku, ale ich rozkład był inny tzn. sześć złotych, pięć srebrnych i jeden brązowy. W Zurychu było 2-5-5. Kibice liczą, że w Niemczech będzie podobnie.

„W Berlinie możemy liczyć na dwa złota w młocie oraz jedno w kuli mężczyzn. A o czwarte może już być znacznie trudniej. Nawet dwukrotny wicemistrz na 800 m Adam Kszczot w tym sezonie ponosi porażki (…). W skoku o tyczce możemy skończyć z dwoma medalami Piotra Liska i Pawła Wojciechowskiego, a możemy z żadnym” – powiedział Janusz Rozum, komentator Eurosportu i sędzia lekkoatletyczny (wyborcza.pl).

O kim mówił w kontekście krążków z najcenniejszego kruszcu? Oczywiście o rekordzistce świata Anicie Włodarczyk, która właściwie sama dla siebie jest główną rywalką. Jej najgroźniejsza konkurentka Hanna Malyszczyk z Białorusi ma w tym sezonie wynik ponad 3 m gorszy. W rzutni faworytami będą także Wojciech Nowicki oraz Paweł Fajdek. Do naszych młociarzy należą dwa najlepsze w Europie tegoroczne wyniki. Jeśli zaś chodzi o pchnięcie kulą, to tutaj liderem europejskich list i faworytem bukmacherów z forBET (1.55) jest Michał Haratyk, którego będzie chciał zaatakować Konrad Bukowiecki zapowiadający wprost: „Lecę do Berlina, żeby wygrać”. Zarówno młociarze, jak i kulomioci wystartują w dzisiejszych eliminacjach.

W Niemczech nie zobaczymy kilku polskich bohaterek z ME w Amsterdamie. Mistrzyni Europy na 1500 m Angelika Cichocka dopiero niedawno wróciła do rywalizacji po dłuższej przerwie, Joanna Jóźwik (800 m) wciąż leczy kontuzję, a skoczkini wzwyż Kamila Lićwinko ma przerwę macierzyńską.

Najgłośniej w ostatnich dniach było o naszej oszczepniczce Marcelinie Witek, która na początku sezonu rzuciła 66,53 m, później zajęła trzecie miejsce w Diamentowej Lidze, a następnie musiała „podreperować zdrowie” – miała problem z barkiem. I właśnie w kłopotach zdrowotnych sęk, bo Witek spełniła wszystkie wymogi PZLA (rzuciła powyżej 59 m, zdobyła mistrzostwo Polski), ale do Berlina nie pojechała, choć chciała. Dlaczego? Bo zgody nie wydał związek. W środowisku natychmiast zawrzało. W obronie zawodniczki stanęli m.in. Paweł Czapiewski i Marcin Urbaś. Ten drugi użył mocnych słów, nazywając niektórych ludzi z PZLA „gnojami”, ale jak sam później przyznał na Facebooku: „Miałem telefon od jednego z członków Zarządu PZLA w kontekście uspokojenia sprawy (nie zdradzę od kogo). W sumie bardzo się cieszę, bo poznałem zdanie drugiej strony od kogoś, kogo bardzo cenię i okazało się, że temat nie jest wcale taki prosty! W skrócie mogę tylko powiedzieć, że problem zdrowotny Marceliny jest poważniejszy niż się wydaje i Zarząd podjął tę decyzję w trosce o zawodniczkę oraz będzie nadal wspierał jej szkolenie w kolejnym sezonie mimo braku startu na ME”.

W upalnym Berlinie nie zobaczymy Witek. O medale do 12 sierpnia będą walczyć jej koleżanki i koledzy. Z jakim skutkiem?