PZLA? A komu to potrzebne?

  • Redakcja

Sporo mówiliśmy o patologii w polskiej piłce, lecz okazuje się, że nie tylko na tym polu polski sport ma sporo do poprawy. Najlepszy przykład stanowi Marcelina Witek: lekkoatletka, mimo osiągnięcia w tym roku drugiego wyniku w Europie, nie pojedzie na mistrzostwa Europy. Powód? A bo tak chciał Polski Związek Lekkiej Atletyki…

Wyobraź sobie, że całe życie trenujesz dany sport – poświęcasz jemu każdą minutę swojego życia, rezygnujesz z wielu przyjemności i podejmujesz się mnóstwa wyrzeczeń. Poświęcasz kilka, ładnych lat, aby wskoczyć na jak najwyższy poziom. Wreszcie się udaje – masz szansę reprezentować Polskę na zawodach rangi światowej. W międzyczasie dostajesz kontuzji, ale wracasz jeszcze mocniejszy i osiągasz drugi najlepszy wynik w tym roku na kontynencie. Piękna historia na film, prawda? Szkoda tylko, że nie ma happy – endu, bo wszystko blokuje jakieś całe zarządcze, do którego należy oficjalna decyzja. Bylibyśmy w stanie zrozumieć, gdyby nasza zawodniczka nie osiągnęła wymaganego minimum – tymczasem przekroczyła je o siedem metrów. Do tego zdobyła tytuł mistrzyni Polski. Za mało? Dla naszego związku tak…

W szeroko pojętej przestrzeni publicznej trwa szeroka debata o potrzebie uprawiania sportu przed młodych ludzi, a nawet ogólnie całe społeczeństwo. Wiele osób powołuje się nawet na fakt, że Polacy niespecjalnie chcą zajmować się zawodowo poszczególnymi dyscyplinami, co przekłada się na brak sukcesów. I tutaj mamy idealny przykład zaprzeczenia tej tezy, często wykorzystywanej do bronienia rządu dziwnych organów kompletnie odrealnionych od sportów, które z jakiegoś powodu wciąż posiadają decyzyjność w tej materii. Bawić mogą wypowiedzi działaczy, którzy twierdzą: „ale po co, ale na co, ale komu to potrzebne” – i to ma być promocja sportu w Polsce? I dzisiaj młody człowiek trafi na takie doniesienia, zacznie zastanawiać się nad faktem, czy może nie zwrócić swojej uwagi w stronę zawodowego sportu, a w jakiejś perspektywie zostanie reprezentantem Polski. Tylko po co, skoro wizytówką naszego kraju mają być decyzje działaczy, a nie prawdziwa chęć sportowej rywalizacji i wola osiągania dobrych wyników. Jeżeli nasza zawodniczka spełniła wymagane minimum, jakim prawem odbiera jej się możliwość spełnienia marzenia i wystąpienia na mistrzostwach Europy? A, czekajcie, przecież mamy jeszcze dziesięć lekkoatletek na jej miejsce: tyle, że nie. Marcelina Witek miała jako JEDYNA reprezentować nasz kraj w rzucie oszczepem. Strasznie smutne, że zawodniczkę w absolutnie niszowej dyscyplinie, która nie cieszy się u nas wielką popularnością i tak wbija się w ziemię, mimo że osiąga ona dobre wyniki. Kultura uprawiania sportu zawodowego w Polsce.

I być może ktoś powie, że kto by tam się przejmował jakimś rzutem oszczepem. Problem jednak w tym, że gdy przedstawiciel naszego kraju zajmie względnie niskie miejsce w danej imprezie, zlatuje się na niego masa trolli, która zaczyna bezpardonowy atak. Po co tutaj przyjechał, za czyje, jak on śmie reprezentować naszą ojczyznę. Uważam, że to ogromna przesada, bo jednak za każdą historią stoi lata wyrzeczeń, a czasem może być tak, że gorszy wynik na danych zawodach może być spowodowany gorszą dyspozycją dnia. Tylko co w takim przypadku – profilaktycznie nie wysyłamy zawodniczki, bo boimy się kompromitacji? Tak wynika z wypowiedzi działaczy: to może najlepiej nie wysyłajmy piłkarzy, siatkarzy, koszykarzy czy lekkoatletów, bo przecież mogą się oni skompromitować? O to chodzi naszemu związkowi – żeby całkowicie zabrać Polakom radość zarówno z uprawiania sportu, jak i jego oglądania. Rozumielibyśmy, gdyby o takiej decyzji decydował selekcjoner czy jakakolwiek osoba związana ze sportem. Szokuje natomiast, że ciało kompletnie niezwiązane ze sportem rozstrzyga w tej materii. Co innego, gdyby chodziło o jakieś skandale obyczajowe, nieumiejętność reprezentowania kraju czy cokolwiek spoza świata sportu. Ale tutaj mamy jasno powiedziane: po kontuzji, za słaba, niech nie reprezentuje. Podejście wprost z najgorszych poradników, jak być działaczem w Polsce.

Mamy nadzieję, że to nie koniec sprawy Marceliny Witek i jednak w tym wszystkim zwycięży sport. Niestety nie uda się raczej wysłać już naszej reprezentantki na mistrzostwa Europy, natomiast jest szansa, na pokazanie prawdziwego obrazu władz związku, które nie wysyłają zawodniczek na międzynarodowe turnieje, stanowiące dla nich życiową szansę. Wszyscy będziemy o tym pamiętać, gdy na nadchodzącej imprezie ktokolwiek z działaczy będzie próbować lansować na osiągnięcie sukcesu przez naszych reprezentantów – bo co by było wtedy, gdyby swoimi „widzimisię” to ich zostawiono w kraju?