Lech Sidor: na Igę Świątek trzeba chuchać i dmuchać

  • Redakcja

– Wiadomo, że Iga ma kontrakty, pieniądze, ale trzeba umiejętnie prowadzić jej karierę. Wierzę, że tak właśnie będzie – mówi Lech Sidor, były tenisista, trener tenisa w Akademii Legii Warszawa, komentator Eurosportu.

Zwycięstwo Igi Świątek na Wimbledonie było dla Pana zaskoczeniem?

Zacznę trochę przewrotnie – mówimy o sukcesie Igi na Wimbledonie. W najważniejszym dla wielu turnieju w roku. „Mekka tenisowa”, „wygrać tam i skończyć karierę” – takie sformułowania od dawna padają w stosunku do tej imprezy. Natomiast ja jestem trochę zły, że nie udało jej się zdobyć takiej „małej korony europejskiej” w postaci triumfu na Roland Garros i na Wimbledonie w jednym roku. Panuje taka opinia od lat, że zwycięstwa we Francji i w Anglii dają panowanie na juniorskim tronie. Dlaczego? Bo potrzeba bardzo uniwersalnego zawodnika, który potrafiłby ograć wszystkich na ziemi, a potem powtórzył to na trawie. A ponadto to są miejsca, gdzie wszyscy przyjeżdżają – Amerykanie, Australijczycy, cała Ameryka Poludniowa, Blok Wschodni, Europa. Wszyscy są. Te dwie imprezy stanowią centrum tenisowych wydarzeń na świecie.

Nawet po męskim cyklu seniorskim widać, że Nadalowi po wygranej w Paryżu, ciężko jest powtórzyć sukces w Londynie.

Oczywiście. Dlatego jestem trochę zły, bo Iga miała meczbole w półfinale French Open. Szkoda. Takie podwójne zwycięstwo zamknęłoby usta jakimkolwiek oponentom. Tym, którzy mogą podnosić: „Trawa? Na niej gra się przecież tydzień w roku”. Bo tacy też się znajdą – nigdy wszystkich się nie da zadowolić. Malkontenci będą zawsze. Niemniej jednak ten Wimbledon jest bardzo prestiżowy. Otwiera drzwi do wielu dużych turniejów. Od teraz organizatorzy imprez tenisowych, którzy szukają urozmaiceń, nowych twarzy, będą baczniej przyglądać się naszej zawodniczce. Pole do popisu mają też menadżerowie, by sukces Igi przekuć na występy na fajnych arenach. Mam nadzieję, że to się uda. Tym bardziej, że ludzie są już znudzeni tym samym towarzystwem, które od lat przewija się przez seniorskie korty. Przyda się trochę świeżej krwi.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której wielu nie wie. Iga z rocznika 2001 ma wokół siebie całą masę dziewczyn z roczników 2000, 2002, 2003, 2004. One wszystkie zgłaszają swoje aspiracje do tego, żeby grać o duże pieniądze. To po części gwarantuje jej sukces. Konkurencja wśród rówieśniczek będzie ją wzmacniać. Jeżeli ona po drodze będzie musiała się bić z równie młodymi, utalentowanymi tenisistkami o miejsca w głównych turniejach, w eliminacjach, to zaangażowania emocjonalnego nie zabraknie. A ono również jest ważne.

Iga będzie też śledziła dokonania rywalek. Trenerzy zawsze powtarzają, że nie patrzy się na konkurencję, ale przecież to bzdura. Czyni się to nawet dla zabawy, dla „zabicia” wolnego czasu. Porównuje się miejsca zawodniczek, imprezy, w których występowały. Tak na marginesie mogę powiedzieć, że w dniu, gdy Iga Świątek wygrywała juniorski Wimbledon, Ukrainka Dayana Yastremska z rocznika 2000 przegrała w półfinale we francuskim Cagnes-Sur-Mer w turnieju ITF z pulą 100 tyś. dolarów. To jej pozwoliło awansować blisko pierwszej setki rankingu WTA. Dayana i Iga prezentują podobny poziom, ale miedzy nimi jest różnica w zestawieniu. Dlatego nasza zawodniczka musi teraz pozbierać punkty, by jak najszybciej wskoczyć na wyższe miejsce w klasyfikacji.

Iga Świątek wyciąga wnioski z błędów „Isi” i „Jerzyka”

Stąd decyzja, by Polka zrezygnowała już z występów juniorskich. Czas na cykl seniorski.

Dokładnie.

A jeszcze chciałem wrócić do nawierzchni trawiastej – to jest dosyć zabawne, że nasi zawodnicy nie mają za bardzo gdzie grać na trawie, a największe sukcesy od lat odnoszą właśnie na Wimbledonie. Nie tylko Świątek, ale i Radwańska, Janowicz, Kubot i inni. Z czego to wynika?

My Polacy mamy taką wrodzoną ułańską fantazję. Dla nas coś, co jest nieznane, owiane tajemnicą, traktowane jest bardzo poważnie, z mocnym zaangażowaniem. Jedziemy na taki Wimbledon z podwójnym wyzwaniem. Iga to akurat miała o tyle szczęście, że mogła zagrać na sztucznym korcie trawiastym pod Łowiczem, świetnie przygotowanym (na Wimbledonie trawa jest naturalna – przyp. red.). Pamiętam moje własne pierwsze odbicia na trawie – to było wielkie wydarzenie życiowe. Tenisista ma w swoim życiu różne ważne etapy i pierwsza styczność z trawą jest jednym z nich. Iga to czwarta w historii Polka, która wygrała juniorski Wimbledon. Wcześniej siostry Radwańskie i Ola Olsza też nie miały gdzie trenować na tej nawierzchni.

Czyli trochę na zasadzie: „pokażemy światu, że damy radę”.

Tak. Ale z drugiej też strony jedynie Australijczycy i Brytyjczycy mają dobre warunki do grania w tenisa na trawie. Reszta świata ma podobny problem, co my. Francuzi nagle nie wybudują kortów trawiastych, po to tylko, by pograć na nich przez przez dwa tygodnie w roku. Do tego muszą być odpowiednie warunki klimatyczne, a i koszt utrzymania takich kortów jest bardzo wysoki. Jednocześnie trzeba pamiętać, że w Londynie gra się bardzo przyjemnie. Jest otoczka, to wielu mobilizuje. Trzeba by zapytać wszystkich tamtejszych zwycięzców, jaki turniej jest ich ulubionym. Idę o zakładach, że większość, która przecież wychowała się na mączce lub na kortach twardych, zmienia zdanie co do tej kategorii. Jestem przekonany, że gdybyśmy zapytali Igę przed Wimbledonem, to powiedziałaby tak, jak kiedyś Richard Krajicek, że „trawa jest dla krów”. A już po imprezie wimbledońskiej przyznałaby, że to jej ulubiona nawierzchnia.

Iga Świątek: Chcę wygrać wszystkie Wielkie Szlemy i zdobyć złoto olimpijskie

Iga wchodzi powoli w świat dorosłego tenisa kobiecego. W nim dużo młodych zawodniczek swoją grę opiera na sile fizycznej. Jak się takim przeciwniczkom przeciwstawić?  

Dla mnie najważniejszą rzeczą w tenisie jest właśnie przygotowanie fizyczne, które pozwoli na występowanie przez lata bez kontuzji. Uraz Igi pokazał, że nawet najlepszy organizm może mieć pewne słabości. Ta kontuzja nie miała charakteru mechanicznego, ona się nie przewróciła gdzieś na korcie. Tam była jakaś wrodzona historia, która odzywała się raz na jakiś czas. A jak już się odezwała porządnie, to wówczas trzeba było się tego pozbyć. Stąd operacja, po której dziewczyna ma już święty spokój. Zabezpieczenie fizyczne zawodniczki jest bardzo ważne, bo seniorski świat jest trudny. Zdobywanie, odrabianie, bronienie punktów. I tak w kółko.

Potrzebna jest niezwykła regularność.

Tak. Nie można sobie pozwolić na jakąś dziurę w karierze, która spowoduje brak obrony punktów z jednego-dwóch-trzech turniejów. Wówczas nagle z miejsca nr 20 lądujemy na miejscu nr 80. Nie od dziś wiadomo, że łatwiej jest się utrzymać na szczycie będąc zdrowym. Można wtedy planować, gdzie się gra, gdzie odpuszcza itd. A powrót do czołówki udaje się tylko wybitnym jednostkom. Tutaj ważna będzie mądrość całej ekipy Igi, żeby zadbać o te wszystkie szczegóły. Ona musi grać bez żadnych obaw psychicznych, że nie da rady fizycznie. Wiemy doskonale, że np. w dorosłych turniejach wielkoszlemowych nie ma tenisistki/tenisisty, który wygrywając taką imprezę, przeszedłby przez nią bez żadnych kontuzji. Nawet drobnych. Widzimy plastry na barku, na nodze, opaski itd. Urazy są rzeczą powszechną i trzeba być niezwykle silnym, by z nimi grać. Od tego nie da się uciec – to jest część zawodowego sportu.

Są pewne zależności w tenisie: jak wierzysz we własne przygotowanie fizyczne, to nie boisz się długich meczów, walki, rywalizacji. A jak masz jakieś obawy, wiesz, że po trzeciej godzinie twoja gra może już nie być tak skuteczna, boisz się o nogę, bark po wykonaniu stu serwisów, to wówczas taki zawodnik zaczyna szukać drogi na skróty. I to go zwykle gubi. Dla mnie Iga najbardziej wartościowa jest wtedy, gdy gra „swój tenis” od pierwszej do ostatniej piłki. Może wygrać, może przegrać, ale zrobiła swoje. Wtedy łatwiej jest wyciągać wnioski, analizować.

Jak prześledzimy kariery tych wszystkich wielkich – od Steffi Graf, po Garbine Muguruzę – to trzeba zauważyć, że one grają tak naprawdę od kontuzji do kontuzji. Wiem, że to się łatwo mówi z pozycji krzesła. Nie da się urazów w pełni wyeliminować, wiele zależy też od szczęścia. Potknąć można się nawet na schodach. Natomiast na pewno trzeba o Igę dbać, chuchać i dmuchać, nie przeciążyć dziewczyny. Są pokusy, gdy pojawiają się ogromne pieniądze. Nawet jak jest się zmęczonym, to trudno sobie odmówić startu w imprezie, która ma pulę 4,5 mln dolarów – np. w Miami. Łatwo się na to skusić. Wiele zawodniczek poległo właśnie na tym polu. Były za bardzo pazerne, swoją karierę podporządkowały pieniądzom. Trzeba umiejętnie dobierać turnieje, wiedzieć, kiedy warto odpuścić.

„Wbrew pozorom mecze wygrane po 6:0 są trudne, bo ciężko jest utrzymać koncentrację” – wywiad z Igą Świątek – polską nadzieją tenisa

Tutaj kluczowa wydaje się być „głowa” naszej tenisistki.

„Głowa” oraz mądrość ludzi, którzy ją prowadzą. Mam nadzieję, że to wszystko będzie poukładane przez cały czas. Wiadomo, że ona ma kontrakty, pieniądze, ale trzeba umiejętnie prowadzić jej karierę. Wierzę, że tak właśnie będzie.

Rozmawiał: Dominik Senkowski