Kłopot z żużlowymi sędziami

  • Redakcja

Ostatnie rundy Grand Prix oraz, po części, IMŚJ uświadomiły, jak uciążliwy jest temat sędziów w speedwayu. Niektóre z proponowanych niżej zmian można zacząć wprowadzać w życie przy najbliższych okazjach.

W istocie – Grand Prix w Cardiff to od 18 lat „perła w koronie” cyklu wyłaniającego najlepszego żużlowca świata. Tym większa szkoda, że niekiedy tak wielką i dopieszczoną w niemal każdym szczególe imprezę potrafi zepsuć sędzia. Czasem nawet nie tyle „zepsuć”, co po prostu dorzucić zbyt dużą łyżkę dziegciu. Każdy ma prawo do pomyłki, w Polsce błędy także się zdarzają. Idzie jednak o to, by ich margines został zmniejszony. Zwłaszcza w imprezach dużej rangi.

W minioną sobotę niemiecki arbiter Christian Froschauer zrobił kilka żużlowych „byków”. Przede wszystkim w 7. wyścigu niesłusznie wykluczył Macieja Janowskiego.

Polak, co widać na powyższej powtórce, upadł i jako sprawca przerwania biegu został wykluczony z jego powtórki. Tyle, że wrocławianin spadł z motocykla, by z impetem nie uderzyć w bandę. Niechybnie stałoby się tak, ponieważ w agresywnym stylu pojechał z nim Jason Doyle. Australijski mistrz świata, co także widać na powtórce, został delikatnie trącony przez Przemysława Pawlickiego (w kasku żółtym), a że po zewnętrznej wyprzedzał go Janowski, to postanowił poszerzyć prostą. Polak zwyczajnie nie miał już miejsca. Musiał położyć maszynę, w innym przypadku poważnie zapachniałoby gipsem. Froschauer jednak „oszczędził” Doyle’a. Niesłusznie. Czemu podjął taką decyzję? Bo, zdaniem niektórych, sam nie był zawodnikiem i zwyczajnie nie wie, jak należałoby, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, właściwie zareagować.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy niemiecki sędzia „krzywdzi” Janowskiego. Rok temu, także w Cardiff, arbiter ten debiutował w cyklu. Generalnie zawody prowadził dobrze, ale w pierwszym półfinale popełnił błąd. Postanowił przerwać bieg, po tym, jak świetnym startem popisał się Polak. Nie było mowy o żużlowym „czołganiu się” pod taśmą. Janowski popisał się świetnym refleksem. I całe szczęście, że wygrał w powtórce i awansował do finału. W przeciwnym razie byłaby niezła chryja.

No właśnie… Decyzja, czy przerwać bieg ze względu na „lotny” start któregoś z zawodników czy puścić go, uznając że żużlowiec idealnie wstrzelił się w moment zwolnienia taśmy jest zwykle bardzo trudna. Przydałaby się więc jedna wykładania. Wiadomo – sędziowie są różni. W różnych ligach prowadzą zawody. Ale na poziomie międzynarodowym, co należy podkreślać, musi być jednoznaczny sposób rozstrzygania podobnych wątpliwości. W sobotę Froschauer nie był konsekwentny. Sypał ostrzeżeniami na prawo i lewo, a z drugiej strony czy aby na pewno przy atomowych startach Brytyjczyka Craiga Cooka wszystko było w porządku? W 19. wyścigu sędzia przerwał bieg, po czym… nikogo nie ukarał za próbę oszukania go na starcie. Stwierdził najwyraźniej, że się pomylił. Nie miał pewności, bo – i znowu – nie ma jasno określonych reguł.

Sławomir Kryjom w powyższym emocjonalnym wpisie po części ma rację. Jak to jest, że prestiżowe zawody na wielkim i wypełnionym stadionie w Cardiff, gdzie ciśnienie naprawdę jest spore, sędziuje gość, który rzadko ma okazję podejmować decyzje pod tak dużym napięciem? To samo dotyczyło przecież sędziów piłkarskich z różnych zakątków świata, którzy prowadzili mecze na mundialach uznanych marek narodowych. Już raczej tego nie robią.  O pomyłkę wówczas niezwykle łatwo, co wynika z braku przyzwyczajenia się do atmosfery ogromnej sportowej imprezy. Presja jest przeogromna i nie każdy umie sobie z nią poradzić.

Ale ok, środowisko żużlowe jest niewielkie. Niech sędziują największe zawody ludzie z Niemiec, Finlandii itp. Chodzi jednak o to – i to jest nasz apel – by w niedalekiej przyszłości skrzyknąć małe międzynarodowe grono złożone z doświadczonych arbitrów, ale także byłych zawodników (np. mistrzów świata) po to, by ci stworzyli zbiór jasnych i ściśle określonych zasad prowadzenia imprez najwyższej rangi. Chodzi tu zwłaszcza o temat startu. Może warto byłoby też zastanowić się, czy przepis o konieczności wykluczenia zawodnika po walce w pierwszym łuku jest najbardziej optymalny. Niekiedy trudno jednoznacznie wskazać winowajcę przerwania biegu.  Czas wreszcie skończyć z sędziowską fuszerką i stworzyć model, zgodny z oczekiwaniami kibiców, ale przede wszystkim bliższy samym żużlowcom.