Faworytem Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff (sobota, godz. 18) jest miejscowy Tai Woffinden. Czy Brytyjczyk wreszcie wygra w stolicy Walii i zadowoli tym samym swoich kibiców oraz (zapewne) angielskich organizatorów cyklu z BSI?

Ostatnim i to mocno niespodziewanym Anglikiem, który triumfował na Millennium Stadium był Chris Harris. Swój życiowy sukces osiągnął w 2007 roku, pokonując m.in. Grega Hancocka. Amerykanin na choć sztucznym, to zwykle świetnie przygotowanym torze, aż 12 razy meldował się w finale. Wygrał czterokrotnie. Czy może zrównać się w tabeli zwycięstw w Cardiff z Australijczykiem Jasonem Crumpem? Oczywiście. 48-latka z Kalifornii, choćby ze względu na wiek, wypada brać poważnie. Trochę się podśmiechujemy, wiedząc że i Hancock ma dystans do swojej metryki, ale „dziadek” naprawdę nie zamierza ustępować pola młodszym.

Coraz pewniejszym krokiem po swoje trzecie mistrzostwo świata zmierza Woffinden. W „generalce” ma 11 punktów przewagi nad drugim Szwedem Fredrikiem Lindgrenem i aż o 17 wyprzedza trzeciego Rosjanina Emila Sajfutdinowa. Mimo że do końca rywalizacji w Grand Prix jeszcze daleko, to przy wyrównanej stawce taki dystans już ma spore znaczenie. Tym bardziej, że determinacja Brytyjczyka jest wręcz widoczna gołym okiem. No i będzie miał teraz więcej czasu na regenerację i pokątne testy sprzętu, bo za porozumieniem stron (i z powodu zaległości w wypłatach) właśnie opuścił najgorszy zespół Elitserien, Masarnę Avesta.

Na odpoczynek nie ma co liczyć, na własne życzenie zresztą, Jason Doyle. Mistrz świata po niemrawym początku sezonu, zdaje się już na dobre wskoczył na swój poziom. Pytanie tylko, czy utrzyma go do października? To taki żużlowiec, który musi mieć jak najwięcej okazji do startów. Jak wygląda(ł) w tym tygodniu jego terminarz startów? Poniedziałek – Anglia, wtorek i środa Szwecja, czwartek Anglia, piątek (trening) i sobota (zawody) w Cardiff. W niedzielę startowałby w Polsce, ale PGE Ekstraliga leży do góry brzuchem… Doyle, myśląc o obronie tytułu, potrzebuje punktów w Grand Prix. I to już, natychmiast. Do Woffindena traci bowiem 30 punktów. W zeszłym sezonie zajął w Wielkiej Brytanii bardzo dobre drugie miejsce, choć po trzech seriach miał na swoim koncie zaledwie trzy „oczka”.

Wygrał wówczas nasz rodak Maciej Janowski. Wrocławianin to w tej chwili najpewniej jeżdżący Polak w cyklu, a do tego jest świeżo po zwycięstwie w Hallstavik. Podium w Cardiff sprawiłoby, że i on zacząłby jeszcze mocniej liczyć się w walce o imś.

W Szwecji trzecią lokatę zajął Bartosz Zmarzlik, któremu jednak nadal zdarzają się wpadki, czy wykluczenia. Zmarzlik taki już jest – bezkompromisowy, walczący na granicy fair play, a czasem i zdrowego rozsądku, o ile ta kategoria w ogóle dotyczy żużlowców…

Ostatnio jakoś nie może odnaleźć się Patryk Dudek. A to przecież aktualny wicemistrz globu.

„To nie jest tak, że nic nie robimy i nie szukamy, ale nie jest też to proste. Nie ma też jakiejś niepotrzebnej nerwówki, czy gorączkowego poszukiwania. Podczas ostatniego turnieju pierwsze trzy wyścigi były całkiem dobre. Patryk zajął trzy razy drugie miejsce, ale później wpadło zero i zrobiła się trochę nerwówka. Gdyby sprzęt dawał moc, to jakieś drobne błędy z trasy bez problemu dałoby się wyciągnąć, ale niestety nie było idealnie i skończyło się poza półfinałami” – powiedział menedżer Dudka Krystian Plech (sportowefakty.wp.pl).

Jak będzie w sobotę w Cardiff?

Kursy forBET na Grand Prix Wielkiej Brytanii – kto zwycięży (top 8):

T. Woffinden – 3.60

J. Doyle – 6.00

F. Lindgren – 8.00

M. Janowski – 8.00

B. Zmarzlik – 10.00

E. Sajfutdinow – 13.00

A. Łaguta – 13.00

G. Hancock – 13.00