Bożydar Iwanow: Quo Vadis „Lewy?”

  • Redakcja

Z Robertem Lewandowskim dzieje się coś niepokojącego. Kapitan reprezentacji i od lat najlepszy polski piłkarz pojawia się w mediach w coraz gorszym kontekście.  I to nie tylko w Niemczech, ale i w Polsce. Dzisiejszy „Super Express” na podstawie informacji w „Sport Bildzie” napisał o możliwym strajku „Lewego”, który jest oburzony, że Bayern Monachium nie bronił go przed atakami niemieckich mediów po mundialu w Rosji i miał zagrozić, że nie przystąpi do treningów.

Jeśli nawet oba pisma mają charakter „bulwarowych” i czasem doszukują się sensacji, to jak wiadomo w każdej plotce jest ziarno prawdy. Moje obawy wzbudził już ubiegłoroczny wywiad Roberta w „Der Spiegel”, w którym Polak skrytykował władze klubu za opieszałość w dokonywaniu wielkich transferów sugerując, że przy tych możliwościach finansowych nie „nadążają” za innymi wielkimi europejskiej piłki. Lewandowski nie dość, że poddał pod wątpliwość klasę swoich kolegów z zespołu, to skrytykował również swego pracodawcę. Tego, który chwilę wcześniej zagwarantował mu najwyższą pensję w tym kraju. Późniejsze sygnały o chęci odejścia m.in. do Realu Madryt też były mało eleganckie. Jeśli tak bardzo mu się nie podobało w Monachium, to po co składał podpis pod prolongatę kontraktu?

Władze Bayernu zachowały się bardzo spokojnie. Kary Polakowi nie wlepiali, bo i po co? Stać go przecież na uregulowanie takiej należności bez większego uszczerbku na majątku. A Jupp Heynckes jeszcze wiosną przed jednym z meczów w Champions League na oficjalnej konferencji prasowej wyraźnie zaznaczył, że Robert nigdzie nie odejdzie. Ma kontrakt? Ma. Więc o czym tu mówić? To klub ma argumenty w ręku, nie zawodnik. Ktoś chce złożyć oficjalną ofertę na jego zakup, niech składa. Na razie stanowisko klubu jest jasne: nie sprzedajemy. I nie chodzi chyba jedynie o efekt podbicia ewentualnej ceny.

Wolałbym, aby Robert skoncentrował się nie na wyjaśnieniach swoich słów, niezadowoleniu z braku reakcji na krytykę i ocenie działalności tak wielkiej instytucji jak Bayern Monachium, ale na przygotowaniach do nowego sezonu. W czterech najważniejszych spotkaniach ostatniej edycji Ligi Mistrzów z Sevillą i Realem Madryt za bardzo nie pomógł. Nie dał Bawarczykom nawet awansu do finału Champions League, nie mówiąc już o triumfie w tych rozgrywkach. Może w niemieckim nie funkcjonuje znane z Barcelony motto „Mes que un club” – „więcej niż klub” – ale w piłce, sporcie drużynowym, właśnie to jest najważniejsze. Nikt nie jest większy od klubu. Szczególnie takiego jak Bayern. Nawet Robert Lewandowski.

Bożydar Iwanow