Pochwała antyfutbolu

  • Redakcja

Francja zdobyła Mistrzostwo Świata, ale tak jak we słynnym dowcipie o 150 złotych: niesmak pozostał. Kibice i  eksperci, w trakcie starcia finałowego, licznie przykładali Francuzom łatkę drużyny grającej tzw. antyfutbol, która kompletnie nie zasługuje na zdobyte trofeum. Wydaje mi się jednak, że te osoby niespecjalnie chcą zdać sobie sprawę, w którą stronę ewoluowała obecnie ta dyscyplina. Dzisiaj wygląda to następująco – możemy zagrać absolutnie najbardziej nudny mecz w naszej historii, ale liczy się to, co później znajdziemy w naszej gablocie. Zwycięzców się bowiem nie sądzi…

Jako kibic Arsenalu doskonale wiem, o czym mówię. W latach dominacji Barcelony oraz jej słynnej tiki – taka mówiło się, że drużyna z północnego Londynu gra podobnie efektowny futbol, a niektórzy ekscentrycy byli zdania, że jest to styl nawet lepszy. Tylko co z tego, skoro w okresie swojej dominacji Blaugrana sięgnęła po trzy tytuły mistrza Hiszpanii oraz dwie Ligi Mistrzów, zaś Kanonierzy mogli pochwalić się jedynie tym, że potrafią ładnie przegrywać. Niektórzy fani The Gunners próbowali szukać wątpliwych tłumaczeń, że wszak lepiej ładnie odnieść porażkę niż brzydko zwyciężać, lecz wydaje mi się, że podejście do tej sprawy zmieniłoby diametralnie zdobycie trofeum Champions League w takim stylu, jak zrobiła to chociażby Chelsea. To było sporo czasu temu. Dzisiaj natomiast widzimy, jak mocno zdeformowało się podejście do tematu rozgrywania spotkań piłkarskich oraz jak wypracowano styl gry, który może i zabijał piękna rozgrywania koronkowych akcji, ale był niebywale skuteczny. Skoro ostatnie Euro wygrała Portugalia, w Lidze Mistrzów dominuje Real Madryt, a nowymi Mistrzami Świata zostali Francuzi, nie pozostało nam nic innego, jak przywyknąć do takiego stanu rzeczy.

To nie był łatwy turniej dla podopiecznych Deschampsa. Możemy dyskutować o sile grupy, w której za rywala masz Australię czy Peru, lecz przyznajmy sobie szczerze: wyeliminowanie kolejno Argentyny, Urugwaju, Belgii, a na koniec Chorwacji świadczy o tym, że nie mieliśmy tutaj do czynienia, w żadnym stopniu, z antyfutbolem. Wręcz przeciwnie – styl rozgrywania spotkań i prowadzenia gry musiało zostać doprowadzone do perfekcji. Wydaje się, ze w dzisiejszej rzeczywistości wszelkie chwalebne określenia względem ultraofensywnego stylu gry, a także zdobywaniu pięknych bramek straciły trochę na aktualności. Możemy cieszyć się, że wspierana przez nas drużyna potrafi rozegrać ładną akcję w ataku pozycyjnym, natomiast jeżeli przez parę sezonów nie będzie przynosić to efektów w postaci konkretnych trofeów, zaczniemy odczuwać narastającą frustrację i zadawać pytanie: po co oni tak klepią, zamiast grać bezlitośnie jak Real, czy właśnie kadra Francuzów. Pogoń za sukcesami wyznacza dzisiaj, w którą stronę musisz iść jako zespół. Bez pucharów możesz sobie zaskarbić, co prawda, sympatię kibiców poświęceniem czy tempem rozgrywania akcji, ale w futbolowych annałach zapiszą się rywale, którzy może nie byli tak efektowni, ale osiągnęli upragniony sukces.

I to oczywiste, że może nam być żal Chorwacji. Luka Modrić i spółka nieraz udowadniali na tym turnieju, że wolą walki, ambicją i determinacją są w stanie odwrócić losy nawet najbardziej niekorzystnego starcia. Dzisiaj zabrakło trochę szczęścia, przy potoczeniu się konkretnych sytuacji w o wiele bardziej sprzyjający sposób nie mówilibyśmy o żadnym antyfutbolu, lecz zachwycalibyśmy się nad tym, jak zwycięża prawdziwa piłka nożna. A to mocno niesprawiedliwe. To także jest bowiem sztuka odpowiednio zbilansować drużynę, która łączy ze sobą niesamowity potencjał ofensywny w postaci Mbappe czy Griezmanna, zabezpieczanie środku pola przez Paula Pogbę czy dobrze broni dzięki Umtitiemu oraz Varane’owi. Może przy meczach ekipy Deschampsa nie uginały nam się kolana i nie mówiliśmy, że takie starcia moglibyśmy oglądać godzinami, ale fakty są takie, że to oni wrócą do domu jako Mistrzowie Świata. Bo byli, po prostu, najlepsi, czy zgadzamy się z prezentowanych przez nim stylem, czy nie.

Daleki jestem od ogromnego najazdu na Francuzów, że taką postawą zabili ducha tego turnieju – uważam, że skuteczne murowanie zasługuje na takie same pochwały, jak wydatna ofensywa, bo tutaj także potrzeba ogromnych nakładów pracy, aby osiągnąć tak doskonały poziom koncentracji i destrukcji akcji rywala. W tym momencie przypomina mi się znakomity cytat z Jose Mourinho. W sezonie 2013/14 Liverpool gościł na własnym stadionie Chelsea w spotkaniu, które miało zadecydować o losach mistrzowskiego tytułu. The Reds przeważali, lecz to The Blues wyszli na prowadzenie, bo ogromny błąd popełnił Steven Gerrard – Demba Ba nie mógł tego nie wykorzystać. Ostatecznie zakończyło się wynikiem 1:3 dla gości. Po meczu Portugalczyk musiał zmierzyć się z komentarzami, iż jego zespół reprezentował tzw. antyfutbol. Obecny szkoleniowiec Manchesteru United odpowiedział w swoim stylu:

„Dzisiaj my strzeliliśmy trzy gole, nasi rywale jeden, a mimo to jesteśmy oskarżani o granie „antyfutbolu”

Chyba nie ma lepszej pointy na podsumowanie rozegranego dzisiaj finału Mistrzostw Świata w Rosji…

Karol Czyżewski