Dominik Panek: Wrzutka z Woźniakiem może być próbą wyczucia nastrojów społecznych

  • Redakcja

Czy człowiek skazany za korupcję może pracować w reprezentacji Polski? Jak widać może. Gazeta Wyborcza Łódź poinformowała wczoraj, że Andrzej Woźniak dostał propozycję pracy w polskiej kadrze w roli trenera bramkarzy. Miałby on dołączyć do sztabu nowego selekcjonera Jerzego Brzęczka. Mimo, że obecny szkoleniowiec golkiperów Widzewa Łódź został skazany w 2009 roku za udział w ustawianiu meczów Korony Kielce, a w 2011 roku PZPN ukarał go karą dyskwalifikacji.

Poprosiliśmy o komentarz do tej sytuacji Dominika Panka – dziennikarza, autora blogu o korupcji w polskim futbolu Piłkarska Mafia (http://pilkarskamafia.blogspot.com/).

Skazany za korupcję Andrzej Woźniak ma być nowym trenerem bramkarzy w reprezentacji Polski. Co Pan o tym sądzi?

Jestem tym zdziwiony, zaskoczony. Wydaje mi się, że osoba, która była zamieszana w proceder korupcyjny na taką skalę, nie powinna mieć nic wspólnego z reprezentacją.

W internecie zdania na temat ewentualnej pracy Woźniaka w kadrze są mocno podzielone. Wielu twierdzi, że już odpokutował za swoje grzechy i ludziom należy dawać drugą szansę.

Oczywiście – dlatego może pracować w klubach. Byleby nigdzie nie miał styczności z młodzieżą lub drużyną narodową.

A może Brzęczek zostanie naszym Southgatem?

Czyli twierdzenie, że dziś Woźniak to „nawrócony fachowiec” Pana nie przekonuje?

Może i jest nawrócony. Nie mam powodów, by w to powątpiewać. Natomiast uważam, że w kadrze nie ma miejsca dla osób, które parały się oszustwami sportowymi w przeszłości.

Niektórzy wskazują też, że w naszej reprezentacji od lat występuje skazany za korupcję Łukasz Piszczek, więc czepianie się teraz Woźniaka to hipokryzja. Ale czy na pewno te dwa przypadki można porównywać?

Uważam, że Łukasz Piszczek, jako osoba skazana za udział w korupcji, także nie powinien grać w kadrze Polski. Trudno tych dwóch panów porównywać, bo z jednej strony liczba zarzutów i skala działalności w przypadku Woźniaka jest dużo większa. Z drugiej strony on przyznał się do zarzutów i dobrowolnie poddał się karze, a Piszczek zgłosił się do prokuratury, dopiero gdy dowiedział się, że śledczy wiedzą o ustawieniu meczu przez piłkarzy Zagłębia. To są dwa różne przypadki, nie do końca porównywalne. To wszystko nie jest takie czarno-białe.

A przy okazji, czy Pana zdaniem Czesław Michniewicz powinien pracować z polską kadra juniorów U-21?

W przypadku Michniewicza sytuacja jest inna – nie został skazany, nie miał postawionych zarzutów. Natomiast wydaje mi się, że ta jego słynna liczba połączeń z Ryszardem F., pseudonim „Fryzjer”, dyskwalifikuje go z działalności w polskiej reprezentacji na jakimkolwiek szczeblu.

Co teraz w kadrze zabrzęczy?

Myśli Pan, że to zamieszanie wokół Woźniaka może wpłynąć na ostateczną decyzję w jego sprawie?

Nie mam pojęcia. Oficjalnie jeszcze nie ogłoszono, że dołącza on do sztabu nowego selekcjonera. Wygląda to na taką wypuszczoną wrzutkę, żeby sprawdzić, jaka będzie reakcja kibiców, dziennikarzy itd. Być może w poniedziałek obudzimy się rano, a ktoś powie: „No co Wy, przecież nikt tego nie planował”.

Czyli to taka próba wyczucia nastrojów społecznych?

Możliwe. Chciałbym też w tym miejscu zaznaczyć jeszcze jedno – to nie jest wina Andrzeja Woźniaka, że on ewentualnie by przyjął taką propozycję. Wina leży bardziej po stronie tych, którzy mu to proponują. To oni, wiedząc jakie przestępstwa miał on na koncie, decydują się, by zaproponować mu trenowanie w polskiej kadrze. Jednocześnie uważam, że robią mu tym krzywdę. Bo jeżeli myśleli, że nikt o tym nie pamięta, że ten temat nie wróci, to jak widać, nie mieli racji.

Wydawało się może, że po tylu latach ludzie zapomną. A przecież żyją ci, którzy wiele utracili na tamtej aferze korupcyjnej.

Oczywiście. Popatrzymy na tych piłkarzy Korony Kielce, którym zmarnowano kariery, na byłego sponsora, który wycofał się całkowicie z wspierania futbolu. To wszystko są ofiary tego korupcyjnego procederu w naszej piłce.

Rozmawiał: Dominik Senkowski