Zdarzyło się wczoraj #23 – Mistrzovicie

  • Redakcja

Futbol po raz kolejny zadrwił z Anglików. Minęło ponad pół wieku odkąd „Synowie Albionu” zdobyli Mistrzostwo Świata. Teraz wiemy, że będą musieli poczekać przynajmniej 4 lata na kolejną szansę. Cóż wypadałoby, żeby Kane i spółka zaczęli przygotowywać się do meczu o brąz, bo spotkają się w nim z Belgią, z którą już mierzyli się na tym turnieju. Wtedy postanowili wystawić rezerwowy skład, żeby przegrać i w konsekwencji mieć łatwiejszą drabinkę. Opłaciło się na tyle, że doszli tym sposobem do półfinału, gdzie zmierzyli się z Chorwacją, która miała za sobą już dwie dogrywki na tym turnieju. Miało pójść łatwo, gładko i przyjemnie, ale… sami nie możemy pojąć w jaki sposób przybysze z Bałkan potrafili wskrzesić pokłady sił na tyle, że to ich przeciwnicy – nie oni – wyglądali jakby byli po dwóch dogrywkach.

Ledwo zdążyliśmy wygodnie rozsiąść się w fotelach z przygotowanymi przekąskami i napojami, by rozkoszować się ostatnim tegorocznym półfinałem Mistrzostw Świata, a już mogliśmy podziwiać piękne uderzenie z wolnego Kierana Trippiera. Piłkarz Tottenhamu w 5. minucie strzelił z wolnego a’la Beckham czym wprowadził całą Anglię w ekstazę. To była ich 9. z 12 bramek strzelona ze stałego fragmentu gry i – jak się później okazało – jedyny cel strzał na bramkę we wczorajszym meczu.

Chorwaci w pierwszej połowie wyglądali na drużynę bez planu i wydawało się, że w końcu to skończy się dla nich kolejną straconą bramką, kiedy widziało się jak aktywny z przodu jest Sterling. To nie jest tak, że „Synowie Albionu” wyglądali znacznie lepiej. Po prostu wydawało się, że Chorwaci nie są w stanie im zagrozić. Podopieczni Southgate’a też nie grzeszyli zabójczą formą. Szczególnie Harry Kane, który – pisząc wprost – spartaczył dwie okazje i to, że dwa razy w owych sytuacjach odgwizdano spalonego jest kiepską okolicznością łagodzącą wyczyny gwiazdy Tottenhamu. Swoją drogą, Kane i spółka na tych Mistrzostwach są najczęściej na spalonym spośród wszystkich drużyn.

W drugiej połowie scenariusz był bliźniaczo podobny, aż doszło do 68. minuty, która zmieniła diametralnie obraz gry. Vrsaljko wrzucił piłkę w pole karne, gdzie Perisic (MVP spotkania) postanowił się zabawić w Zlatana, pokonując tym samym Jordana Pickforda. Od tamtej pory w Chorwatów wstąpiły nowe pokłady sił. Zaczęli wierzyć, że finał jest na wyciągnięcie ręki.

A na Bałkanach ludzie zaczęli szaleć.

Nowe siły Chorwatów spowodowały, że jeszcze w regulaminowym czasie gry mogli rozstrygnąć spotkanie, ale zabrakło albo paru centymetrów, albo koncetracjii. W końcu nadeszło to, co Chorwaci najwidoczniej najbardziej lubią – dogrywka. Co ciekawe, dopiero w 5. minucie dogrywki Zlatko Dalić zdecydował się na pierwszą zmianę. Zanim osądzicie go jako zamordystę itp., oddajmy głos trenerowi.

Nieprawdopodobne. Chorwaci najwidoczniej nie wiedzą co to zmęczenie, a gol Mandżukicia w dogrywce idealnie oddaje bałkański charakter. Kiedy parę minut przed strzeleniem gola, napastnik Juventusu zmarnował bramkową sytuację, to w wyniku starcia z Pickfordem upadł na ziemię i długo nie mógł się podnieść. Bramkarz Evertonu krzyczał coś do Chorwata, tryumfując nad leżącym ciałem. Minęło parę chwil, Stones się zdrzemnął i Mandżukić odpowiedział najlepiej jak mógł – golem. Chorwaci już tego nie wypuścili do końca dogrywki, w czym pomogło im zejście Trippiera pod koniec. Southgate wykorzystał już wszystkie zmiany, przez co jego drużyna skończyła mecz w dziesiątkę.

Wielka Chorwacja w niedzielę zmierzy się z Francją i „Trójkolorowi” są zdecydowanym faworytem tego starcia, jednak piłkarze z Bałkan pokazali całym turniejem, że nie warto ich lekceważyć. Nie wiemy jak Wy, ale my nie możemy się doczekać niedzieli.