Po 329 dniach europejskie puchary wracają na polskie ziemie

  • Redakcja

Ciężko uwierzyć, że minęło aż tyle czasu od ostatniego meczu w Polsce w ramach rozgrywek o Ligę Europy. I to mimo tego, że polskie kluby nader wcześnie rozpoczynają europejskie zmagania. Wynika to z tego, że Legia, będąc ostatnim polskim reprezentantem na „Starym Kontynencie”, skończyła swoje zmagania jeszcze w sierpniu. Dziś Zabrze i Poznań przywitają europejskie puchary i miejmy nadzieję, że na tyle dobrze, iż pobędą one z nami znacznie dłużej, niż w tamtym sezonie.

Górnik wraca do Europy po 23 latach.

Pamiętacie takie rozgrywki jak Puchar Intertoto? Jeżeli nie, to te zmagania można śmiało nazwać „mniej zdolnym bratem” Pucharu UEFA. A jeżeli nie pamiętacie również rozgrywek Pucharu UEFA, to jest to to samo, co dzisiejsza Liga Europy. Reasumując, jeżeli Liga Mistrzów to wyjściowy garnitur, to Puchar Intertoto był przykrótkimi spodniami na szelki. Dlaczego o nim wspominam? Bo kiedy zespół z Zabrza ostatnio „łyknął” trochę europejskiego powietrza, to właśnie w tych rozgrywkach i to 23 lata temu. Szmat czasu…

Dziś Górnicy wracają na piłkarską mapę „Starego Kontynentu” w meczu Zarią Balti. Oczywiście nic nie może Wam mówić nazwa tej drużyny, więc postaramy się nieco przybliżyć sylwetkę tego przeciwnika. Mołdawski zespół jest tak słabą drużyną, że po 14. kolejkach tamtejszej Ekstraklasy zajmują ostatnie miejsce. Są również tak słabo zorganizowani, że na mecz do Zabrza pokwapią się autokarem, mimo sporej odległości (ponad 1000 kilometrów). Mołdawskie zespoły są tak słabe, że kiedy Górnik został wylosowany jako gość pierwszego starcia, to UEFA uprosiła zabrzańskich działaczy, żeby mimo wszystko rozegrać pierwszy mecz w Polsce. Powód? Tylko stadion w Kiszyniowie jest uprawniony do rozgrywania gier w ramach europejskich pucharów, a nie tylko Zoria spośród zespołów z tamtego kraju została wylosowana jako gospodarz pierwszego starcia. M.in. Sheriff Tiraspol będzie rozgrywać dzisiejsze spotkanie na tym stadionie. W pierwszym akapicie tej zapowiedzi zapomnieliśmy wspomnieć, że to właśnie wspomniany Sheriff był ostatnim rywalem polskiego zespołu w Lidze Europy. Pora się zrewanżować (wciąż nie wierzymy, że piszemy o rewanżu na mołdawskiej lidze). Tak opisywaliśmy Zorię w tekście o najbliższych rywalach polskich zespołów : „(…) Najgłośniej o Zorii Bielce było na przełomie lat 2009/2010, gdy klub ogłosił konkurs online, na mocy którego składający najwyższą ofertę dostawał roczny kontrakt na grę w tej drużynie. Niestety, rekrutacja nigdy nie została rozstrzygnięta i od 2011 roku nie jesteśmy już świadkami kolejnych edycji. Zoria zajęła w zeszłym roku piąte miejsce w ligowej tabeli, a w obecnej kampanii okupuje ostatnią pozycję, z zaledwie 9 punktami w 14 meczach. Górnik chyba nie ma prawa odpaść… (…)”. 

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że tak samo pisano o Legii, kiedy wylosowała zespół z Tiraspola, więc koniec końców zalecalibyśmy piłkarzom Górnika grę na najwyższym poziomie. Dziś stadion przy ulicy Roosvelta 81 będzie najprawdopodobniej wypełniony po brzegi. Znając zabrzańską „Torcidę” spodziewamy się gorącej atmosfery. Marcin Brosz musi stawić czoła nowym problemom, których można było się spodziewać. Dobra forma beniaminka nie uszła uwadze klubom, które są mocniejsze finansowo, toteż rozprzedano najważniejszych piłkarzy, takich jak Kurzawa, Kądzior czy Wieteska. Myślimy jednak, że nawet przy takich personalnych stratach musimy wymagać od Górnika zwycięstwa w takim meczu. Zoria nigdy nie grała przy takiej publiczności i najprawdopodobniej nigdy już nie zagra, więc awans „Górników” jest obowiązkiem (kursy w forBET na to spotkanie: 1 – 1.18, x – 6.75, 2 – 14.50).

Pusta Bułgarska, pełna mobilizacja.

„(…) Wybieram się do Poznania na mecz z Ormianami i jestem ciekaw, jak będzie mi się komentowało przy pustych trybunach. Pracuję w tym zawodzie od grubo ponad dwudziestu lat i nie przypominam sobie takiej sytuacji, bym w czymś takim uczestniczył. (…)” – pisał Bożydar Iwanow w przedwczorajszym felietonie. Puste trybuny są pokłosiem tego co działo się przy Bułgarskiej w ostatniej kolejce minionego sezonu. Zresztą poniższy obrazek ze wspomnianego meczu jest bardzo wymowny, jeśli chcecie wiedzieć co dzieje się aktualnie w drużynie z Poznania.

Piotr Rutkowski, kiedy prezentował Ivan Djurdjevicia w roli pierwszego szkoleniowca dosłownie walił w stół, mówiąc, że dalej tak być nie może. Że Lech powinien zmienić mentalność i stąd wybór trenera, który nie pęka na robocie. Dziś „Kolejorz” będzie chciał udowodnić, że słowa ich Prezesa pokrywają się z grą na boisku. Poza boiskiem póki co wygląda to miernie. Lech pozbył się paru graczy, którzy w ich ocenie nie mają odpowiedniej mentalności, ale nie wzmocnił się piłkarzami o odpowiedniej jakości. Najbardziej w Wielkopolsce może boleć przegrana batalia o Carlitosa z Legią, który był już po wstępnych rozmowach z poznańskim zespołem.

Ich dzisiejszego rywala opisywaliśmy w następujący sposób: „(…) Gandzasar Kapan to klub założony tylko 14 lat temu! Mimo dość krótkiej historii drużyna mogła poszczycić się zajęciem drugiego miejsca w lidze armeńskiej (sezon 2016/17). Zeszła kampania ligowa to zaś zdobycie trzeciej lokaty w tej dywizji. Gandzasar może poszczycić się stadionem na 3,5 tysiąca osób – obecnie jednak jest on odnawiany i mecze tej drużyny oglądać będziemy na stadionie w Erywaniu. Jeżeli Lech zamierza lekceważyć swojego rywala, warto na koniec dodać bardzo istotny fakt – Gandzasar to zwycięzca zeszłorocznego Pucharu Armenii (…)„. Przyznacie, że ten opis nie budzi respektu. Jakbyśmy jednak nie upiększali zespołu z Armenii, to wciąż jest to zespół z Armenii i dla Lecha, która ma mieć ponoć odmienioną mentalność, obowiązkiem jest nie tylko wygranie tego meczu, ale i zrobienie tego w wysokich rozmiarach (kurs w forBET na to zdarzenie: 1 – 1.18, x – 7.25, 2 – 12.75).