Czy drugoligowe kebaby są lepsze niż ekstraklasowe schabowe?

  • Redakcja

Okienko transferowe w pełni, co chwilę jesteśmy informowani o różnorakich przenosinach pomiędzy większymi lub mniejszymi klubami. Bohaterem doniesień prasowych stał się ostatnio Jakub Kosecki – zawodnik Śląska Wrocław ma być kuszony przez drugoligowca z Turcji, a konkretniej Adanę Demirspor. Czy taki ruch byłby dla niego korzystny?

Kariera Jakuba Koseckiego to swoista sinusoida. Gdy w sezonie w 2012/13 skrzydłowy zdołał przebić się do pierwszego zespołu Legii Warszawa, gdzie zanotował nawet 25 meczów, 9 goli oraz 9 asyst w Ekstraklasie, wydawało się, że możemy być świadkami narodzin gracza, który jest w stanie nawiązać do największych sukcesów swojego ojca. Jeszcze bardziej obiecująco wyglądał następny rok – Kosecki miał bowiem okazję zostać bohaterem Legii, w eliminacjach do Ligi Mistrzów: gol strzelony w Bukareszcie mógł otworzyć warszawiakom bramy do piłkarskiego raju. Z awansu do Champions League były jednak nici, a wraz z upływem czasu kariera obecnego zawodnika Śląska zaczęła drastycznie wyhamowywać. Duży udział miały w tym kontuzje – przebyte urazy sprawiły, że po poprzednim bilansie nie było już śladów i stanęło na ledwie 14 występach w polskiej lidze oraz zanotowaniu jednej asysty. Sytuację mógł uratować jeszcze kolejny sezon, ale wydarzenia z jego końcówki stanowczo zdeterminowały dalszy przebieg przygody z piłką Jakuba Koseckiego.

Wszystko zaczęło się od zmiany trenera w warszawskiej drużynie – gdy na Łazienkowskiej pojawił się były obrońca Manchesteru United, Henning Berg, pozycja Koseckiego w zespole uległa drastycznemu pogorszeniu. Do akcji wkroczył także Roman Kosecki, który w wywiadach opowiadał o tym, jak źle traktowany był jego syn. Wiceprezes PZPN przedstawił nawet tezę, że ktoś ma w tym niemały interes, aby zamiast wychowanka Kosy Konstancin wystawiać innych zawodników. A przecież mówiliśmy już o reprezentancie Polski – Koseckiemu udało się wystąpić nawet w pięciu starciach oraz zanotować jedno trafienie, lecz najbardziej zapamiętamy go z pewnego incydentu, który wbił się na stałe w pamięć prawdopodobnie każdego fana piłki kopanej w Polsce: chyba nie musimy przypominać, o co chodzi…. Zjazd zawodnika widoczny był gołym okiem i jasnym było, że należy szukać dalszego miejsca do kontynuowania kariery – wybór padł na ekipę 2. Bundesligi, a więc SV Sandhausen. Przygoda za zachodnią granicą? Nic powalającego. Najpierw wypożyczenie, które zaowocowało 2 bramkami oraz 2 asystami, a także transferem definitywnym. W kolejnym sezonie było już nieco lepiej, bo udało zgromadzić się 2 trafienia oraz 3 asysty. Za mało, na podbicie Bundesligi, ale wystarczająco na powrót do Ekstraklasy.

Rękę wyciągnął Śląsk Wrocław – jak miało się okazać, była to bardzo dobra decyzja zarówno dla samego piłkarza, jak i jego nowej drużyny. Minionego sezonu wrocławianie nie będą wspominać najlepiej, lecz jeżeli coś chcieliby przełożyć na kolejną kampanię ligową, byłaby to jego końcówka. 7 ostatnich meczów w Ekstraklasie zakończyło się 6 wygranymi oraz jednym remisem. Udział w osiąganiu korzystnych rezultatów miał także Jakub Kosecki, który w tym czasie popisał się 2 golami oraz 2 asystami. Odważniejsi byli nawet zdania, że byłego gracza Legii powinniśmy zobaczyć na mundialu w Rosji – choć wtedy wydawało się być to nieco przesadzone, patrząc na formę naszych na minionej imprezie można przewidywać, że Kosecki przydałby się o wiele bardziej niż Peszko. Ale temat kadry zostawmy na inną okazję.

Z ofertą transferową wyskoczyła Lechia Gdańsk, która pod wodzą Piotra Stokowca będzie starała się wrócić do czołówki ligi. Jednym z elementów nowego rozdania miał być właśnie Jakub Kosecki, lecz gdańszczanie nie byli w stanie porozumieć się finansowo ze Śląskiem. To nie oznacza jednak, że Kosecki na bank zostanie w Ekstraklasie – Adana Demirspor niebawem ma rozpocząć negocjacje z menedżerem piłkarza. Działacze Śląska mogą doskonale pamiętać klub z Turcji, gdy przed sezonem 2014/15 negocjowali transfer Mariusza Pawełka do ich zespołu. Czyżby historia miała zatoczyć koło i po raz kolejny zobaczymy naszego rodaka w koszulce drużyny, która od siedmiu lat bezskutecznie stara się awansować do tureckiej elity?

Twarzą nowego projektu może zostać Jakub Kosecki. Dla 28 – letniego skrzydłowego to być może ostatni moment, aby jeszcze raz spróbować wypromować swoje nazwisko poza granicami kraju – szkoda tylko, że na poziomie drugiej ligi tureckiej. Kiedy jednak widzimy, że jakiś piłkarz zastanawia się nad transferem w tak egzotyczny i niespecjalnie atrakcyjnym obiektywnie kierunku, w naszych głowach ponownie powstaje pytanie – to my jesteśmy tacy słabi, czy raczej oni tak mocni. Odpowiedź poznawaliśmy już wiele razy. Jakub Kosecki ma szansę nawiązać do sukcesów swojego ojca i tak jak on znaleźć się w lidze tureckiej – szkoda tylko, że na jej drugiej poziomie. To na pewno nie jest max, jaki można było wycisnąć z jego kariery…