Co teraz w kadrze zabrzęczy?

  • Redakcja

Coś, co jeszcze rano wstawilibyśmy do kategorii science – fiction, nagle okazało się prawdą. Jerzy Brzęczek został oficjalnie ogłoszony nowym selekcjonerem reprezentacji Polski. Spekulowano o międzynarodowych nazwiskach, wymieniano Prandelliego czy Mihajlovica, natomiast gdy przychodziło do krajowych kandydatów, nikt nawet nie zaprzątał sobie głowy osobą trenera Wisły Płock. Dzisiaj wiemy jednak, że tu jemu zostanie powierzona budowa nowej reprezentacji Polski 

Model wyboru musiał być bardzo podobny, jak w przypadku Adama Nawałki. Bierzemy bowiem trenera, który wyróżnił się w ostatnim czasie na krajowym podwórku i dajemy szansę pracy w środowisku, które powinien doskonale znać. Problem w tym, że gdy były szkoleniowiec Górnika zawitał do narodowej drużyny, miał za sobą siedemnaście lat pracy w zawodzie, podczas których zdobywał mistrzostwo Polski, a także awansował z Górnikiem Zabrze do Ekstraklasy, co w połączeniu z dobrymi wynikami osiąganymi w rozgrywkach naszej elity przełożyło się na ofertę ze strony PZPN. W przypadku Jerzego Brzęczka to doświadczenie jest zdecydowanie mniejsze, zespoły ligowe prowadzi on dopiero od dziewięciu lat, a na dodatek jako jego największy sukces można wskazać rundę wiosenną niedawnego sezonu Ekstraklasy, gdzie doprowadził Nafciarzy do zajęcia piątego miejsca w ligowej tabeli. Na pierwszy rzut oka widać, że po raz kolejny zdecydowano się postawić na trenera osiągającego względnie dobre wyniki przy niezbyt wygórowanych nakładach. Tylko czy znowu taka opcja ma szansę się sprawdzić?

Nie da się ukryć, że jednym z głównych problemów, z którymi będzie musiał zmierzyć się nasz selekcjoner, stanowi szatnia. Atmosfera w kadrze niespecjalnie przypomina tę z Euro 2016, dużo było wzajemnych pretensji i tak naprawdę wydaje się, że wszystko może jeszcze bardziej eskalować, gdy mocniej opadną emocje po minionym mundialu. Patrząc na osobę Jerzego Brzęczka trudno specjalnie uwierzyć, aby posiadał on szczególne cechy osobowościowe do wykonania takiego zadania. Ciężko uwierzyć, aby gracze zagranicznych klubów zgięli kolana przed osobą, która jako największy sukces wskaże zajęcie piątego miejsca w rodzimej lidze – jasne, podobne komentarze występowały przy ogłoszeniu nazwiska Adama Nawałki, natomiast tutaj mieliśmy do czynienia z osobą o wiele bardziej wyrazistą, nawet jeśli jedynie były to tylko warunki Ekstraklasy. Po osobie Jerzego Brzęczka kompletnie nie widać potrzebnej charyzmy, która pozwoliłaby zarządzać tą grupą ludzi, w tak krytycznym dla całej drużyny narodowej momencie. Kolejna analogia do Adama Nawałki – w jego potencjał na tym polu również nie wierzono, ale wydaje mi się, że tym razem przesadne szukanie wzorem byłego szkoleniowca reprezentacji skończy się dla nas katastrofą.

Bo jeżeli ma być, jak za Nawałki, to czy faktycznie będzie dobrze? Faktem jest, że były trener drużyny narodowej dał nam wiele, pięknych momentów, potrafił przebrnąć przez eliminacje do Euro, a następnie dobrze zaprezentować się na samym turnieju. Potem były niezłe eliminacje do mundialu w Rosji, zakończone fatalnymi wynikami na mundialu. To skoro było tak dobrze, to czemu dzisiaj jest tak źle? Może gdzieś za bardzo daliśmy się zaślepić wizji Nawałki – cudotwórcy, a tak naprawdę podczas Euro 2016 trafiliśmy z idealną formą wszystkich kadrowiczów, co i tak wystarczyło jedynie na ćwierćfinał. Powiedzmy sobie szczerze, przy tym poziomie innych ekip finał był jak najbardziej realny i choć przed samą imprezą osiągnięty wynik wzięlibyśmy w ciemno, to z przebiegu samego turnieju powinniśmy odczuwać ogromny niedosyt. To na kanwie tego, przereklamowanego sukcesu zbudowaliśmy zresztą ślepą wiarę w fantastyczny występ na MŚ w Rosji – bo zgrane nazwiska, bo fantastyczna atmosfera, bo łączy nas piłka. To wszystko, koniec końców, nie wypaliło, więc czemu ma wypalić wzorowana na osobie Nawałki kontynuacja?

Trudno w jakikolwiek sposób być przekonanym do zatrudnienia Jerzego Brzęczka na stanowisku selekcjonera reprezentacji Polski. Osobie o tak nikłym doświadczeniu będzie bardzo trudno zwyciężyć z przyklejoną niemal z marszu łatką wujka Kuby Błaszczykowskiego oraz konfliktami w kadrze, które dotyczą zawodników silnych lig zagranicznych. Niemniej – wszyscy będziemy mu kibicować. Bo to jednak piłka nożna, która potrafi być niesamowicie nieprzewidywalna – niekiedy nie potrafią poradzić sobie wielkie nazwiska, za co zostają zwalniani, w ich miejsce wskakują nieznani i zaskarbiają sobie sympatię wszystkich kibiców. Miejmy nadzieje, że z byłym trenerem Wisły Płock będzie podobnie – że wygra on z wszechobecną krytyką i sprawi, że wszyscy wątpiący w jego powodzenie na tym stanowisku wyjdą na idiotów, a okaże się, że wcale nie chodziło o zatrudnienie najtańszego kandydata. Powód zatrudnienia Brzęczka byłby zatem zupełnie inny – chodzi o masowe rozbrajanie Wisły Płock. Najpierw Kante do Legii, teraz Brzęczek do reprezentacji Polski – Nafciarze mogą być zszokowani…

Karol Czyżewski