Nie pompujmy balonika – niech Iga spokojnie gra…

  • Redakcja

Iga Świątek awansowała dzisiaj do ćwierćfinału juniorskiego Wimbledona. W połączeniu z 1/2 finału singla na młodzieżowym Rolandzie Garrosie oraz zwycięstwie deblowym na tymże turnieju powoli możemy mówić  o wschodzącej gwieździe polskiego tenisa. Iga zaczyna coraz mocniej przenikać do świadomości polskiego środowiska sportowego – świadczą o tym wywiady w Przeglądzie Sportowym czy dla TVP Sport. Czy znowu zaślepieni chęcią osiągnięcia sukcesu ad hoc zaczniemy pompować balonik i liczyć, że WŁAŚNIE NARODZIŁA SIĘ NOWA AGNIESZKA RADWAŃSKA? Oby nie…

Jest 24 marca bieżącego roku. Mój redakcyjny Kolega, Dominik Bożek, umawia się z nią na wywiad z Igą Świątek w okolicach stadionu Legii Warszawa. O Idze wiedzieliśmy wtedy naprawdę niewiele – zwycięstwo w turnieju singlowym ITF Pro Circuit w Egipcie dawało sporo nadziei na przyszłość, ale chyba nikt z nas nie sądził, że niecałe 4 miesiące Iga Świątek przebije się do globalnej świadomości niemal każdego fana tenisa w Polsce. Kac po Agnieszce Radwańskiej wciąż nie może zostać do końca wyleczony, zatem fajnie byłoby, gdyby ktoś był w stanie wypełnić jej miejsce i sprawić, że polski tenis znowu da nam mnóstwo radości. Z jednej strony dla Igi jest to ogromna szansa na wypromowanie swojego wizerunku, budowanie nazwiska i przenikanie do coraz szerszej świadomości wszystkich fanów sportu w Polsce. Z drugiej natomiast istnieje obawa, że zaraz rozpocznie się proces, który ma miejsce niemal przy każdym ze zdolnych sportowców – zaczniemy pompować balonik i oczekiwać, że za rok Iga Świątek wygra trzy turnieje Wielkiego Szlema.

„Wbrew pozorom mecze wygrane po 6:0 są trudne, bo ciężko jest utrzymać koncentrację” – wywiad z Igą Świątek – polską nadzieją tenisa

Chyba najprościej wspomnieć tutaj świetne czasy Jerzego Janowicza – zawodnika urodzonego w Łodzi możemy pamiętać z półfinału na Wimbledonie, co poprzedziły zwycięstwa w juniorskich US Open (2007) oraz French Open (2008). Janowicza z miejsca określono nowym Fibakiem i zastanawiano się, jak wielkie sukcesy jeszcze przed nim. Jak to wszystko się skończyło? Doskonale pamiętamy słynną konferencję z „szopami”. Do tego doszła jeszcze przesadna nerwowość na korcie, o której zaczęto mówić więcej, niż o dyspozycji sportowej. Efekt? Dzisiaj Janowicz bardziej funkcjonuje w zbiorowej świadomości jako gościu znany z rozwalania klawiatury przy okazji gry w Counter – Strike’a: a przecież mieliśmy być świadkami narodzin legendy tego sportu. Janowicz nie był przygotowany psychicznie do gry na tym poziomie, widać było to po zachowaniu przy nietrafionych zagraniach, a przede wszystkim wówczas, gdy w 2015 roku, po odpadnięciu w pierwszej rundzie Wimbledonu, wyrzucił z konferencji dziennikarza, Adama Romera. Umiejętności były, niestety tutaj przegrała głowa – nie każdy daje radę zmierzyć się z nieustannym zainteresowaniem mediów.

Iga Świątek jest obecnie w dość korzystnej sytuacji – wspaniała dyspozycja podczas Rolanda Garrosa, a teraz Wimbledonu przekonuje nas, że mamy do czynienia z kimś absolutnie wyjątkowym. Tenisistką, która ma szansę dołączyć do samego czuba rankingu WTA. Nie mówię tutaj tylko i wyłącznie o tym, co potrafi zrobić na korcie, ale także jak poukładaną i skupioną na swoich zadaniach osobą jest poza nim. Bije od niej mnóstwo pokory i koncentracji na dalszych osiągnięciach – nie brakuje wyznaczania ambitnych celów i widać, że Iga ma po prostu na siebie pomysł i zrobi wszystko, aby go zrealizować. Boję się natomiast, co zdarzy się, gdy po ewentualnym zwycięstwie na korcie juniorskiego Wimbledonu wzbudzi ona jeszcze większe zainteresowanie osób, które niekoniecznie wiele wiedzą o tenisie, a zaczną się wokół niej kręcić, bo po prostu jest na nią moda. Na tę chwilę to korzystna opcja, promocja jest bowiem nieodzownym elementem każdego sportu, aczkolwiek trochę obawiam się, że ci sami, którzy dzisiaj chętnie promują się przy Idze Świątek będą pierwszymi do wypominania, że był wielce napompowany balonik, a ciągle efektów tego nie ma. Skoro tak samo mogło być przy okazji reprezentacji Polski, bądźmy nielogiczni, najpierw chwalmy pod niebiosa, a gdy tylko przyjdzie nieco gorsza chwila krytykujmy, ile wlezie, bo przecież to najlepiej sprzedaje się w naszym kraju.

Wiem, że Idze Świątek nie będzie robić to szczególnej różnicy – w naszej redakcji mamy niemałą satysfakcję, że to my jako pierwsi niejako odkryliśmy jej talent i zaczęliśmy o wiele uważniej śledzić przebieg jej kariery. Martwię się jednak, że znowu do głosy zaczną dochodzić tzw. liderzy opinii czy mejweni, którzy zaczną kształtować opinie większej grupy ludzi, nie bardzo chcących myśleć samodzielnie. I zaczną się masowe najazdy trolli, że jak to, miała być nowa Serena Williams, a od miesiąca nie wygrała żadnego turnieju! Nawet nasi piłkarze nie potrafili wytrzymać takiego natarcia presji. Forma Igi napawa ogromnym optymizmem, że taki scenariusz prędko się nie ziści, ale nawet gdyby miało to miejsce, pamiętajmy – nie pompujmy tego balona, dajmy jej trenować w spokoju. Przed nami jeszcze naprawdę wiele radości związanej z występami Igi Świątek!

Karol Czyżewski