Wróg mojego wroga

  • Redakcja

Luis Rubiales przed Mistrzostwami Świata, które zakończyły się totalną klęską dla La Roja, dostał pstryczka w nos od Florentino Pereza. Prezes „Królewskich” postanowił uruchomić procedurę wykupu Lopeteguiego i ogłosić go jeszcze przed startem mundialu, jako nowego trenera Realu Madryt. Ten ruch na tyle nie spodobał się Prezesowi hiszpańskiej Federacji, że postanowił zwolnić dotychczasowego selekcjonera i zatrudnić w roli strażaka Fernando Hierro. Po takim turnieju przedłużenie umowy z byłym obrońcą „Królewskich” wydawało się bezsensowne, więc Rubiales postanowił na stanowisko szkoleniowca La Roja powołać Luisa Enrique, który nigdy nie krył się z sympatią do Katalonii i niechęcią do Madrytu. Dla madridismo w hiszpańskiej kadrze nadchodzą ciężkie czasy.

Oczywiście to tylko teoria i być może Enrique znajdzie wspólny język z piłkarzami z Madrytu. Można nawet śmiało stwierdzić, że będzie do tego zmuszony, bo to właśnie piłkarze „Królewskich” stanowią trzon tej reprezentacji. Lucho jest znany z tego, że jest konfliktowym gościem. Jego relacje z mediami, czy z niektórymi piłkarzami nie zniechęciły Rubialesa do zatrudnienia byłego piłkarza Realu i Barcelony. Nie ma co się dziwić, bo kiedy ostatnio prowadził Barcelonę to zdobył z nią Ligę Mistrzów, dwa Mistrzostwa Hiszpanii, trzy Puchary Króla, Superpuchar Europy, Superpuchar Hiszpanii i Klubowe Mistrzostwa Świata. Słowem, wygrał wszystko i to w przeciągu trzech lat. Kibice Balugrany do teraz z rozrzewnieniem wspominają czasy Enrique, zwłaszcza jeśli chodzi o mecze Lidze Mistrzów, gdzie ostatnimi czasy nie idzie im za dobrze.

W kadrze Hiszpanii nie tylko piłkarze Realu mogą czuć się zagrożeni w związku z przyjściem nowego trenera. Jordi Alba już raz pod wodzą Lucho spadł w hierarchii obrońców Barcelony. Wszystko przez to, że Enrique wpadł na pomysł, żeby grać systemem 1-3-4-3, w którym brakowało miejsca dla Alby. Być może i to samo ustawienie będzie chciał wprowadzić w La Roja.

Rubiales przekonywał media, że nie prowadził rozmów z innymi trenerami. Media wyciągnęły nawet wypowiedź Lucho sprzed 3 lat, kiedy entuzjastycznie odpowiedział na pytanie dziennikarza odnośnie potencjalnego przejęcia kadry Hiszpanii. Enrique przez ostatni rok, w ciągu którego odpoczywał od piłki, odrzucił duże pieniądze Chelsea czy chińskich klubów po to, żeby przyjąć marną – w porównaniu z innymi ofertami – płacę w hiszpańskiej Federacji. Widocznie ma poczucie misji i chce zrobić coś wielkiego z La Roja, niekoniecznie dużo zarobić.

Prezes hiszpańskiej Federacji przekonywał, że zdaje sobie sprawę z wad nowego trenera, ale podkreślił jednocześnie, że wierzy, iż selekcjoner poprawi się, zwłaszcza w relacji z mediami i piłkarzami. Rubiales, pomny tego jak ostatnio załatwił go Perez, podkreślił, że w umowie Lucho, którą zawarli na dwa lata, nie ma klauzuli. Cóż, pozostaje nam tylko z zaciekawieniem patrzeć na pierwsze ruchy i decyzje nowego selekcjonera, bo można śmiało stwierdzić, że – co jak co – ale w Hiszpanii będzie się działo.