Bożydar Iwanow: FAZA GRUPOWA TO OBOWIĄZEK

  • Redakcja

Tak to już w ostatnich latach jest. Najmocniejsze reprezentacje świata walczą o finał Mundialu, a polskie kluby rozpoczynają zmagania w eliminacjach do europejskich pucharów. Ze względu na trwający wciąż turniej w Rosji zainteresowanie mediów jest dość znikome, telewizje nie „zabijają” się o transmisje nie tylko dlatego, że trwają wakacje. Spotkania teoretycznie najważniejszego, czyli tego o awans do drugiej rundy kwalifikacji Champions League nigdzie dziś nie zobaczymy. Irlandzka telewizja nie produkuje sygnału. W Cork i okolicach nikt nie chce oglądać Legii?

Zespół z Zielonej Wyspy i tak coś mi mówi, bo nazwa ta otarła się o uszy niejednemu polskiemu kibicowi. Ale Gandzasar Kapan z Armenii czy Zaria Balti z Mołdawii to już naprawdę „pobocza” normalnej piłki. Wybieram się do Poznania na mecz z Ormianami i jestem ciekaw, jak będzie mi się komentowało przy pustych trybunach. Pracuję w tym zawodzie od grubo ponad dwudziestu lat i nie przypominam sobie takiej sytuacji, bym w czymś takim uczestniczył.

Czy martwię się o to, że ktoś wywróci się już na pierwszej przeszkodzie (Jagiellonia swoją pucharową batalię zacznie od drugiej rundy i portugalskiego Rio Ave – przyp. BI)? Nie wierzę. Optymistyczne jest to, że Legia wreszcie zainwestowała w dwóch poważnych napastników Carlitosa i Jose Kante, Obaj co prawda niestety nie są Polakami, ale na szczęście sprawdzili się w naszej lidze, więc ryzyko niewypału jak w przypadku Armando Sadiku, Daniela Chimy Chukwu czy Tomasa Necida jest znikome.  Z Lechem jest trochę gorzej, bo Christian Gytkjaer czy wracający z wypożyczenia do Podbeskidzia Bielsko-Biała Paweł Tomczyk mogą straszyć rywali najwyżej do drugiej rundy. A pozyskany za 4 miliony złotych Portugalczyk Tiba ma już 30 lat. Czy naprawdę jest tak mocny, że wydano na niego tak duże pieniądze?

Górnika Zabrze rozmontowano po świetnym poprzednim sezonie, ale to było do przewidzenia. Mateusz Wieteska, Rafał Kurzawa czy Damian Kądzior poszli lub pójdą tam gdzie czekają ich większe pieniądze. Ale akurat na Górnym Śląsku wielkiego ciśnienia nie będzie. Dla młodzieży Marcina Brosza gra w eliminacjach do Ligi Europy będzie przyjemnym doświadczeniem. Oni mogą zagrać bez stresu i na luzie, a wiadomo, że wtedy można osiągnąć więcej. Lech i Legia mają zdecydowanie gorzej. Faza grupowa dla obu tych klubów powinna być obowiązkiem. I to nie tylko ze względów finansowych.  Skoro od września w Europie mogą się pokazać takie „potęgi” jak Sheriff Tiraspol, Skenderbeu Korce, FC Zlin czy Vardar Skopje to z pewnością powinno być na to stać zespoły o  budżetach  jakimi dysponują w Poznaniu i Warszawie.