Kto za Nawałkę? Jest taki jeden trener…

  • Redakcja

Prezes PZPN Zbigniew Boniek ogłosił wczoraj, że 23 lub 24 lipca poznamy nazwisko nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Moim wymarzonym następcą Adama Nawałki jest Avram Grant. Dlaczego? Bo to najlepszy czynny trener na świecie z polskim paszportem.

Jeśli miałbym wskazywać jednego człowieka, który powinien zostać nowym szkoleniowcem polskiej kadry, to bez wahania postawiłbym na Avrama Granta. Były opiekun Chelsea Londyn dysponuje wieloma atutami, które mogłyby przekonać prezesa Bońka. Jakie to argumenty? Poniżej ich lista.

1. Doświadczenie w pracy z reprezentacjami

Moim zdaniem nowym selekcjonerem polskiej drużyny powinien być facet, który ma już za sobą pracę z jakąś ekipą narodową. Adam Nawałka był pod tym względem żółtodziobem – przez to jego wybór był ryzykowny. Ostatecznie angaż Nawałki okazał się strzałem w dziesiątkę, ale nie zawsze tak musi być. Dlatego wolałbym postawić na kogoś, kto zebrał już doświadczenie reprezentacyjne. Avram Grant należy do takich szkoleniowców. 63-latek prowadził dziesięć lat temu kadrę Izraela, a ostatnio zespół Ghany. Z afrykańską drużyną pracował w latach 2014-2017. W tym czasie jego zawodnicy zajęli 2 miejsce w Pucharze Narodów Afryki 2015 oraz czwartą lokatę w Pucharze Narodów Afryki 2017. Całkiem nieźle. Grant odbudował Ghanę po nieudanych dla niej mistrzostwach świata w Brazylii sprzed 4 lata, podczas to których „Czarne Gwiazdy” zajęły ostatnią pozycję w swojej grupie, zdobywając raptem jeden punkt. Co też ważne – izraelski szkoleniowiec sam odszedł z reprezentacji Ghany. Nikt go tam nie pogonił, nie wywiózł na taczkach. Po prostu chciał szukać nowych wyzwań w swojej trenerskiej karierze.

Jego pierwszy kontakt z futbolem reprezentacyjnym w roli selekcjonera miał miejsce w latach 2002-2006. Opiekował się wówczas kadrą Izraela. Nie udało mu się może wprowadzić tej drużyny na salony, ale warto wspomnieć o postawie izraelskiej ekipy w eliminacjach do mistrzostw świata 2006. Co prawda nie awansowała ona wtedy na mundial, ale i tak wykręciła wynik ponad wszelkie oczekiwania:

Drużyna Pkt M W R P Br+ Br- +/-
 Francja 20 10 5 5 0 14 2 12
 Szwajcaria 18 10 4 6 0 18 7 11
 Izrael 18 10 4 6 0 15 10 5
 Irlandia 17 10 4 5 1 12 5 7
 Cypr 4 10 1 1 8 8 20 -12
 Wyspy Owcze 1 10 0 1 9 4 27 -23

Izrael nie uzyskał awansu na piłkarski czempionat rozgrywany w Niemczech, ale zabrakło mu do tego bardzo niewiele. Dodajmy też, że nie przegrał w eliminacjach żadnego spotkania, a oba mecze z Francuzami – późniejszymi wicemistrzami świata – zremisował. Godne podziwu, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak przeciętnych zawodników miał wtedy do dyspozycji w kadrze Avram Grant. Izrael nigdy nie był piłkarskim potentatem. Do mistrzostw świata awansował raptem raz – w 1970 roku. Nikt nie oczekiwał, że zespół pojedzie na mundial w 2006 roku, a naprawdę był tego bliski.

Grant prowadził więc dotychczas dwie reprezentacje. W każdej z nich potrafił zbudować coś wartościowego i wie na czym polega specyfika pracy z drużyną narodową (to coś zupełnie innego niż codzienna praca w klubie).

2. Związki z Polską

Gdy przychodzi do wybierania nowego selekcjonera reprezentacji Polski, to od lat nasze środowisko piłkarskie dzieli się na pół. Jedni są za tym, by postawić na rodzimego trenera. Inni głośno domagają się, by przyszedł ktoś z zagranicy. Avram Grant mógłby pogodzić obie grupy. Izraelski szkoleniowiec 13 czerwca 2016 roku otrzymał w Ambasadzie Polski w Londynie polskie obywatelstwo. Dlaczego? Bo jego przodkowie podchodzą z Mławy. Grant bardzo długo badał przeszłość swojej rodziny, jest tym zafascynowany. Czuje się dumny, że może być Polakiem. Z drugiej zaś strony całą swoją trenerską karierę przepracował jak dotąd poza naszym krajem. Ma zupełnie unikalne doświadczenie w porównaniu z innymi polskimi trenerami. Prowadził czołowe izraelskie zespoły Hapoel i Maccabi. Pracował w Chelsea Londyn, z którą osiągnął w sezonie 2007/2008 finał Ligi Mistrzów (przegrany po rzutach karnych z Manchesterem United). W Premier League współpracował także z ekipami Portsmouth i West Ham United. Znajdźcie mi proszę innego szkoleniowca z polskim paszportem, który może pochwali się takimi osiągnięciami. Henryk Kasperczak? Ok, tylko że Grant jest od niego o 9 lat młodszy, co ma spore znaczenie.

Często słyszę takie obawy, że nie ma sensu brać żadnego gościa z wielkim nazwiskiem, bo przyjedzie do Polski tylko po to, by zarobić. Na dobrze płatne wakacje – nie będzie się utożsamiał z naszą drużyną narodową. Być może jakiś Włoch czy Niemiec faktycznie by tak postąpił. Ale nie Grant. Izraelski trener od dawna marzy o tym, by poprowadzić reprezentację Polski. Był wymieniany w gronie faworytów do objęcia posady naszego selekcjonera dwukrotnie – w czasach, gdy decydowano się na Leo Beenhakkera oraz gdy wybór padał na Adama Nawałkę. Chęć do pracy w Polsce wciąż jest u niego żywa. W wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej” w 2016 roku Avram Grant mówił:

Myśli pan jeszcze czasem o objęciu reprezentacji Polski? Nie jest tajemnicą, że doszło do jakichś flirtów.

Nie jest, owszem. Spotkałem się nawet na kolacji z prezesem Zbigniewem Bońkiem. Teraz jednak nie ma sensu o tym rozmawiać. Przede wszystkim dlatego, że Adam Nawałka wykonuje naprawdę świetną pracę. Oczywiście trafił na fantastyczną generację piłkarzy, ale umieć z niej skorzystać, odpowiednio nakierować te talenty – to ogromne wyzwanie. Dlatego musicie szanować swojego trenera i go wspierać. Ale oczywiście prowadzenie reprezentacji kraju któregoś z moich rodziców – Polski lub Iraku – byłoby dla mnie wyzwaniem i bardzo bym kiedyś chciał je podjąć.

Nazwisko Granta od lat przewija się w kontekście pracy z naszą reprezentacją. Spotykał się on nawet ze Zbigniewem Bońkiem w tej sprawie. Obaj panowie dobrze się znają i kto wie, czy właśnie teraz prezes PZPN nie przypomni sobie o izraelskim szkoleniowcu, którego wciąż niespełnionym marzenie jest objęcie funkcji selekcjonera naszej kadry.

3. Znajomość polskiej piłki

Kolejny zarzut, jaki często jest rzucany w stronę zagranicznych opiekunów, dotyczy braku znajomości naszego futbolu. Trener spoza Polski musiałby się uczyć naszej ligi, znałby zapewne tylko Roberta Lewandowskiego. Ale to znów nie dotyczy Avrama Granta. Raz, że jak wspomniałem, był już rozważany do roli selekcjonera Polaków. Dwa, że zna nasze rozgrywki ligowe, bywa na meczach np. Legii (np.: https://www.legia.net/wiadomosci,43654-avram_grant_ogladal_mecz_legii_z_wisla.html ), zapraszany jest do polskich stacji telewizyjnych (http://www.polsatsport.pl/magazyn/cafe-futbol-10042016_6385757/). Polska piłka nożna nie jest dla niego żadną zagadką, zagadnieniem, którego musiałby się wpierw uczyć miesiącami. Z naszym futbolem łączy go nawet to, że jego agentem jest ten sam człowiek, który od niedawna prowadzi sprawy Lewandowskiego – Pini Zahavi.

4. Odpowiednie umiejętności trenerskie

Grant jest znany z niekonwencjonalnych metod motywowania zawodników. Gdy prowadził Izrael, zachęcał swoich podopiecznych do lepszej gry, pokazując im fragmenty filmu „Braveheart” Mela Gibsona. Pracował w swojej karierze z wieloma graczami światowego formatu – zwłaszcza w Chelsea – dlatego nasze reprezentacyjne gwiazdy nie stanęłyby mu na głowie. Jednocześnie nie jest to trenerski anonim, a uznany na świecie szkoleniowiec, więc cieszyłby się wśród naszych piłkarzy odpowiednim autorytetem. Nikt raczej nie podważałby jego decyzji personalnych czy taktycznych, nawet „Lewy”.

Grant nieźle mówi po polsku, zna też kilka języków obcych. To może być bardzo ważny czynnik, jeśli weźmiemy pod uwagę słowa, jakie prezes Boniek wypowiedział na niedawnej konferencji, gdy ogłaszał rozstanie z trenerem Nawałką:

Mam czas, by głęboko zastanowić się nad tym, kto powinien poprowadzić reprezentację. Na pewno nowy selekcjoner musi znać języki, bo w naszej szatni można komunikować się kilkoma. Jego celem będzie awans na Euro 2020

5. Kasa

Grant od stycznia tego roku pracuje w Indiach w zespole NorthEast United FC. Pojechał tam oczywiście dla pieniędzy, bo chwilowo nie miał ciekawszych propozycji. Zapewne chętnie wróciłby jednak do poważnego futbolu. Reprezentacja Polski? Taka wizja mogłaby go skusić. Rzecz jasna trzeba byłoby mu odpowiednio zapłacić, ale można wierzyć, że byłoby nas stać na niego. Związki z naszym krajem, znajomość z Bońkiem oraz wyzwanie, jakim byłaby dla niego praca w kraju jego przodków, mogłyby sprawić, że PZPN byłby w stanie się z Grantem dogadać – także w kwestiach finansowych. W zamian za to możemy być pewnie, że otrzymalibyśmy trenera, który byłby mocno zaangażowany w pracę z polską kadrą. Nie przyjechałby tu tylko dla pieniędzy, ale przede wszystkim, by spełnić swoje odwieczne marzenie.

Dominik Senkowski