Niepewna przyszłość Realu Madryt

  • Redakcja

Wszystko wskazuje na to, że w nowy sezon klubowy Real Madryt wejdzie bez swoich dwóch najważniejszy postaci ostatnich latach: trenera i najlepszego zawodnika. Jaki to może mieć wpływ na madrycki zespół? 

Zinedine Zidane nie jest już szkoleniowcem „Królewskich”. O krok od odejścia z Bernabeu jest też Cristiano Ronaldo, który ma zostać nowym piłkarzem Juventusu. W Madrycie następuje właśnie trzęsienie ziemi, którego nikt się nie spodziewał.

Wpierw Zidane zaskoczył cały świat – na czele z prezesem Realu Florentino Perezem. Byłem akurat na zgrupowaniu polskiej kadry w Arłamowie, gdy 31 maja w czwartek około południa pojawiła się informacja, iż francuski opiekun opuszcza „Królewskich”. Teoretycznie nie powinno nas to dziwić – po wygraniu trzeciej Ligi Mistrzów z rzędu mógł czuć się wypalony. Ale sposób zakomunikowania tej decyzji, brak jakiegokolwiek uprzedzenia wcześniej Pereza – to mogło szokować. Na konferencji prasowej dało się wyczytać z twarzy prezesa Realu zdziwienie i lekkie rozczarowanie. Nawet nie tym, że Zidane odchodzi, tylko tym, że Francuz ogłosił to tak nagle, nie przygotował na to klubu. Nie dał czasu na wybranie nowego szkoleniowca.

W efekcie madrycki klub musiał w popłochu szukać nowego trenera. Wybór padł ostatecznie na Julena Lopeteguiego, a z tego zaś powstała niezła afera. Prezes hiszpańskiej federacji zdenerwował się, że negocjacje odbyły się za jego plecami i na dwa dni przed pierwszym meczem Hiszpanów na mundialu zwolnił Lopeteguiego. Hiszpania zremisowała 3:3 z Portugalią, więc wydawało się, że zmiana selekcjonera nie wpłynie negatywnie na reprezentację. Nic bardziej mylnego, w kolejnych spotkaniach La Roja grała coraz gorzej, aż odpadła w 1/8 finału po beznadziejnym pojedynku z Rosją. Stało się to, co się musiało stać – zamieszanie wokół trenera kadry wpłynęło negatywnie na drużynę narodową. Ta miała walczyć o medale, a wróciła do kraju z niczym.

Ostatnie tygodnie w Realu są nader gorące. Nowy szkoleniowiec to nie wszystko – zespół najprawdopodobniej straci też swoją największą gwiazdę – Cristino Ronaldo. Portugalczyk jest bardzo bliski przejścia do Juventusu. Sam transfer może nieco dziwić, zważywszy na fakt, że Serie A daleko do La Liga, a Juve jest o klasę gorsze od „Królewskich”. Faktem jest jednak, że to kolejny cios w serce madryckiego klubu. Co prawda szopka z odejściem Ronaldo trwa już od dobrych kilku lat, wraca jak bumerang co okienko transferowe, ale teraz sprawy zdają się wyglądać naprawdę poważnie. Sam zawodnik w dość dziwny sposób naciskał na transfer tuż po finale Ligi Mistrzów z Liverpoolem. Wypadł w nim słabo i zamiast siedzieć cicho, to ogłosił wszem i wobec, że żegna się z Madrytem. Potem wyjechał na mistrzostwa i temat nieco ucichł. Portugalia jednak opadła w poprzedni weekend w 1/8 z Urugwajem i kwestia odejścia CR7 znów wróciła. Chyba jeszcze nigdy Portugalczyk nie był tak bliski pożegnania się z Realem Madryt, jak teraz.

Zmiana trenera i bardzo prawdopodobne odejście Ronaldo sprawiają, że kibice Realu mogą czuć się przed najbliższym sezonem mocno zaniepokojeni. Zastąpić ich nie będzie bowiem łatwo. Zidane, mimo różnych błędów taktycznych, które popełniał, a wynikających z małego doświadczenia trenerskiego, był szkoleniowcem idealnie skrojonym pod „Królewskich”. Były piłkarz tego klubu, gwiazda światowego formatu, elegancki. Miał posłuch wśród piłkarzy, umiał zapanować nad szatnią, w której aż roi się od ludzi z wysokim ego. Był idealnym zarządcą. Umiał rotować składem, utrzymywać w ryzach zespół. To nie przypadek, że udało mu się wygrać Champions League aż trzy razy z rzędu. Jego następcą został Lopetegui, który w poprzednich latach pracował głównie z reprezentacjami juniorskimi Hiszpanii, a ostatnio seniorską. Był na tyle ważny dla pierwszej kadry, że z nim La Roja nie przegrała 20 spotkań z rzędu. Jak tylko odszedł, to drużyna zawiodła na mundialu.

Pytanie tylko, czy będzie on w stanie odpowiednio zastąpić Zidane’a? Niby zna wielu z tych zawodników z ekipy narodowej, ale praca w klubie, a praca w reprezentacji to zupełnie inna bajka. Lopetegui jako trener w piłce klubowej najlepiej radził sobie w FC Porto. Tamtejsze jego dokonania trzeba doceniać. Jednak mam obawy, czy jest to opiekun dostatecznie wysokiego kalibru do takiej drużyny, jak Real.

Tym bardziej, gdyby z Madrytu ostatecznie odszedł Ronaldo. Mimo, że ma już 33 lata, to wciąż jest najważniejszym piłkarzem „Królewskich”. Trudno sobie wyobrazić zespół bez niego. Nawet jeśli w lidze nie zawsze był w topowej formie, to jednak w Champions League ciągnął ten Real. Ok, w finale z The Reds Portugalczyk nieco zawiódł. Ale wcześniej to jego bramki dawały awanse do kolejnych faz Ligi Mistrzów. I tak jest od wielu lat. Gdy drużyna jest w trudnej sytuacji, to zawsze może liczyć na Ronaldo. Albo inaczej: mogła. Bo niebawem może to się już zmienić.

Madrycki klub jest obrzydliwie bogaty. Do tego za CR7 dostanie pewnie +/- 100 mln euro. Gdy tylko skończy się mundial, a Cris odejdzie, „Królewscy” rzucą się na zakupy. Neymar? Hazard? Mbappe? Wszystkie opcje wzmocnień wydają się możliwe. Mam jednak pewne wątpliwości, czy którykolwiek z nich będzie w stanie (a przynajmniej od razu) zastąpić Ronaldo. Dobrze wiemy, że kapitan Portugalii to tytan pracy. Najlepszy zawodnik ostatnich lat, na równi z Leo Messim. Dlaczego ci dwaj goście są uznawani za najwybitniejszych graczy naszych czasów? Bo są regularni. Dla nich nie ma różnicy czy grają przeciwko Levante w Pucharze Króla, czy przeciwko United w Lidze Mistrzów. W każdym meczu mogą zdobyć bramkę. To cecha geniuszy, których tak mało jest na piłkarskim świecie.

Nie wiem czy np. taki Hazard, który aktualnie na mundialu prezentuje znakomitą formę, będzie w stanie w Madrycie grać tak równo przez cały sezon. W Londynie miewał w ostatnim czasie takie zjazdy formy, że to wydaje się niemożliwe. Neymar i Mbappe to kolejne genialne talenty, ale żaden z nich nie daje gwarancji, że wejdzie w buty Ronaldo. Czyli będzie prawdziwym liderem Realu, który trafia i jak drużynie idzie, i jak jej nie idzie. Kimś, na kim można zawsze polegać – a zwłaszcza wtedy, gdy przychodzą mecze z najtrudniejszymi rywalami o najwyższą stawkę. Nie potrafię znaleźć na świecie gościa (oprócz Messiego), który gwarantowałby już teraz, że będzie godnym następcą Ronaldo w stolicy Hiszpanii.

Real Madryt wchodzi w nowy okres. Już bez Zidane’a, najpewniej też bez Ronaldo. Nowe ciekawe czasy pełne niepewności. Gdyby to tylko chodziło o zmianę trenera – obaw byłoby mniej. Gdyby to tylko chodziło o odejście Ronaldo – obaw byłoby mniej. Ale oba wydarzenia nachodzą na siebie w bardzo krótkim odstępie czasu. Sprawiają, że przyszły sezon dla „Królewskich” będzie nie lada wyzwaniem. Być może nawet większym niż było wygranie Ligi Mistrzów drugi i trzeci raz z rzędu.

Dominik Senkowski