Bartłomiej Rabij: Takich artystów jak Neymar trzeba bardziej chronić

  • Redakcja

Jedną z gwiazd tegorocznych piłkarskich mistrzostw świata jest Bartłomiej Rabij, dziennikarz sportowy i specjalista w piłce południowoamerykańskiej. Obecnie udziela się on jako ekspert w studiu TVP na czas mundialu. Internauci chwalą go za wielką wiedzę i ciekawy sposób opowiadania. Nam udało się porozmawiać z nim na temat m.in. reprezentacji Brazylii, Argentyny i Urugwaju.

Kolumbii do pokonania Anglii zabrakło Jamesa Rodrigueza?

Ciężko powiedzieć. Kolumbia w tym meczu mi się podobała. Umiejętnie dostosowała się do Anglików. James jest ich najlepszym piłkarzem, więc można zakładać, że raczej by pomógł niż zaszkodził (śmiech). Taktyka dobra na to spotkanie przez trenera Pekermana była czymś nowym. Kolumbijczycy grali przecież aż trzema defensywnymi pomocnikami. Natomiast mnie w żaden sposób nie zawiedli. Warto zauważyć, że zmiany przeprowadzane przez ich szkoleniowca pozytywnie wpływały na sposób gry reprezentacji. Widać wyraźnie, do czego u nich doprowadziły zmiany w trakcie meczu, a jaki wpływ na naszą kadrę mieli wprowadzani z ławki nowi piłkarze. U nas ci gracze nic nie wnosili, dalej styl drużyny był jałowy.

W ćwierćfinale turnieju nie ma Kolumbii, ale jest Urugwaj. Zaskakuje Pana postawa Urugwajczyków na tych mistrzostwach czy wręcz przeciwnie? Jakie mają szanse z Francją?

Na razie jeszcze nic spektakularnego nie osiągnęli w Rosji. To, że wygrają grupę, było do przewidzenia.

Ale potem ograli też Mistrzów Europy – Portugalczyków. 

Tak, ale od początku hołdowałem tezie, że Portugalia nie ugra niczego szczególnego na tym mundialu. Spodziewałem się, że dość szybko odpadnie. Cristiano Ronaldo i to pokolenie piłkarzy osiągnęło maksa w reprezentacji dwa lata temu. Trochę podobnie jak w przypadku Polaków. Większe piłkarsko kraje typu Niemcy, Brazylia, Hiszpania miewają swoje kryzysy, więc tym bardziej musiało to dotknąć Portugalczyków.

Co do Urugwajczyków – bardzo bym chciał, żeby przeszli Francuzów. Dlaczego? Bo bardzo długo są wierni pewnej koncepcji funkcjonowania drużyny. Udoskonalają ją, wprowadzają nowych zawodników. To rzadka rzecz, żeby po 12 latach trener wciąż potrafił zarządzać tak skutecznie piłkarzami, gdy styl gry zachowany jest ten sam. Mają w sobie dużo jakości, mimo że nie są skoncentrowani na ofensywie. Nie zależy im na prowadzeniu gry, nie oddają jakiejś zastraszającej liczby strzałów. To ich rywale zwykle posiadają częściej piłkę, a jednak z nimi przegrywają. To też taka nauczka dla naszej kadry, jak nie grając po „hiszpańsku” można być groźnym dla przeciwników i przede wszystkim skutecznym. Trzeba mieć tylko na siebie jakiś pomysł. A ponadto Urugwajczycy posiadają dużą grupę zawodników świetnie wyszkolonych technicznie. Nam takich brakuje.

TOP 5: Potencjalne transfery w letnim okienku transferowym

To o tyle ciekawe, że Urugwaj to bardzo małe państwo. A mimo to, już dwukrotnie był mistrzem świata. W RPA w 2010 roku zakręcił się blisko medalu. Teraz też może powalczyć w Rosji o podium.

Wie Pan z czego to wynika? Ciężka praca u podstaw i myślenie zespołowe, stadne – to co występuje w drużynach skandynawskich. Nie chodzi o to, że oni są mentalnie jak Skandynawowie, czy w sposobie bycia. Raczej mam na myśli samą filozofię futbolu, która jest podobna. Doskonale rozumieją, że podstawą gry zespołowej jest to, by mieć zespół. Nie można opierać się tylko na indywidualnych popisach najlepszych piłkarzy. Sam Cavani czy Suarez to za mało. Dopiero Cavani, Suarez, Godin, Muslera, Gimenez razem wzięci mogą coś znaczyć. Czasem przesadzona bywa taka kreacja medialna szukania lidera drużyny. On jest ważny, ale najważniejsza jest zespołowość.

W półfinale Urugwaj może wpaść na Canarinhos. Przed mundialem powiedział Pan, że Brazylia nie zdobędzie mistrzostwa świata. Podtrzymuje Pan dziś to zdanie?

Dalej tak uważam. To, że wygrali grupę jeszcze o niczym nie świadczy. To był ich obowiązek. W 2010 i w 2014 roku również zwyciężali w swoich grupach. Wtedy też nie wierzyłem w mistrzostwo świata i u mnie to się nie zmienia. To, że pokonali Meksyk – też mnie to nie przekonuje. Brazylijczycy generalnie raczej nie miewają problemów w starciach z Meksykanami. Brazylia do ćwierćfinałów dochodzi zawsze – tylko w 1990 roku nie udała jej się ta sztuka. Ale traktuje to jako wypadek przy pracy, bo w kolejnych mistrzostwach dochodziła do finału. Jestem z tych, którzy wychowali się na kulcie brazylijskich sukcesów i uważam, że jeszcze co najmniej jedną rundę muszą przejść, by można było powiedzieć, że ten turniej nie okazał się dla nich klapą.

Po meczu Brazylia – Meksyk trener Meksykanów Juan Osorio powiedział odnośnie Neymara tak: „To wstyd dla futbolu, takie pajacowanie”. Jak te zachowania gwiazdora PSG są odbierane w jego rodzinnym kraju?

Z tego co widzę i czytam to brazylijskie społeczeństwo jest podzielone w opiniach na ten temat. Jedni uważają, że pajacuje. Inni zwracają uwagę, że on faktycznie jest najczęściej faulowanym piłkarzem. Nie tylko na mundialu, ale w ogóle na świecie – obok Messiego. Trudno, żeby Neymar znosił to z pokorą. Czołowi zawodnicy świata są zwykle 2-3 razy rzadziej kopani po nogach niż on. Pamiętajmy też, że bardzo rzadko się zdarza, by schodził on z boiska z tego powodu, że został pokopany. Neymar jest na pewno po części ofiarą swojego pajacowania. Prowokacja? Generalnie wiemy, że piłkarze się prowokują, wyzywają wzajemnie itd. Może to też jest jego forma samoobrony przed rywalami.

Neymar to filigranowy piłkarz, ważący 63 kg. Te wszystkie wielkoludy, które rzucają się na niego, na ogół piłkarskie beztalencia, nie mają zielonego pojęcia jak go zatrzymać. Dlatego go koszą. Jeden na jeden przegra z nim każdy na świecie. Dlatego zwykle biega przy nim dwóch: pierwszy poświęca się, bo wiadomo, że Neymar go minie. A gdy wykonuje drybling, to doskakuje ten drugi i fauluje go. Zauważmy też, ile kontaktów z Brazylijczykiem nie kończy się próbą faulu na nim. Nie ma czystego dryblingu, w którym on nie byłby w jakiś sposób popchnięty, poszarpany itd. To jest dla mnie nienormalne. Sędziowanie poszło w tę stronę, że zawodnicy, na których się przychodzi na trybuny, jak Neymar czy Messi, nie są dostatecznie chronieni. Dla mnie to artyści, których należy pielęgnować. Dzięki nim to show, jakim jest futbol, cieszy się taką popularnością. Drwale mogą sobie robić co chcą i jest ich na pęczki. A takich Neymarów lub Messich? Można ich policzyć na palcach obu rąk. Płacimy raczej za oglądanie piłkarskich wirtuozów, a nie jakiegoś drewnianego gościa, który może ich tylko sfaulować. Mam nadzieję, że VAR pomoże w tej kwestii.

Kuba Radomski: Japonia też ma swojego Hierro

Na mundialu nie ma już Argentyny. Czy Jorge Sampaoli poleci? 

W tym przypadku problemem jest bardzo wysoka klauzula za zerwanie umowy z trenerem. Sampaoli zgodził się zostać selekcjonerem Argentyńczyków, mimo że wypracowywał sobie niezłą markę w klubowym europejskim futbolu. On poświęcił współpracę z Sevillą, która mogła go wynieść do najbogatszych klubów na Starym Kontynencie, dla pracy w kadrze. To był bardzo dobry trener. Miał pomysł na reprezentację Argentyny – terapia wstrząsowa. Tylko, że on tak wstrząsnął drużyną, że aż jej nie utrzymał w ryzach. Zespół był zmęczony, piłkarze nie wiedzieli, jak mają grać. Jest ofiarą własnych kombinacji. Aczkolwiek ma tak wysoką klauzulę, że federacji argentyńskiej zwyczajnie nie stać na pożegnanie się z nim. Pewnie będzie musiała apelować do jego sumienia. Brać go na litość, żeby zgodził się odejść za jakąś małą kwotę. W innym wypadku oni muszą mu zapłacić kilkanaście milionów dolarów, których po prostu nie mają.

Argentyńczycy przegrali mundial w słabym stylu. A pamiętajmy, że Argentyna, podobnie jak Brazylia, zarabia bardzo dużo na meczach towarzyskich. Najlepsze ekipy świata chcą grać z zespołem Messiego. Byli w finale poprzedniego piłkarskiego czempionatu, ale teraz ich atrakcyjność komercyjna spadnie. W dodatku największe gwiazdy prawdopodobnie nie będą już chciały występować w kadrze narodowej. Następuje naturalne wypalenie. Argentyna bez Messiego i innych gwiazdorów będzie mniej atrakcyjna. Nie skasuje tyle pieniędzy za sparingi. A jeszcze miałaby zapłacić Sampaoliemu? Bardzo trudna sytuacja.

Jeden z dziennikarzy Mateusz Borek stwierdził niedawno, że Argentyna zaszłaby na mundialu dalej bez Messiego. Inny zaś – Tomasz Ćwiąkała – wskazał, że nie zdziwi się, jeśli po zakończeniu kariery przez Leo, Argentyna w końcu coś wygra. Wyjaśnił, że może wtedy odpowiedzialność rozłoży się na kilku piłkarzy, bo np. w eliminacjach do mistrzostw świata w Rosji szukali oni Leo często na siłę. Co Pan o tym sądzi?

Myślę, że Leo Messi stał się w pewnym momencie kłopotem dla swojej reprezentacji. Po przegranym piłkarskim czempionacie w Brazylii nastąpił jakiś paranoidalny zwrot. Wcześniej Messi był najlepszym piłkarzem w kadrze, ale nie był ostoją drużyny. W ostatnich trzech latach zaś skręciło to w totalne uzależnienie zespołu od jednego zawodnika. Ale z drugiej strony, gdyby nie jego bramki w eliminacjach, to w ogóle Argentyńczycy nie pojechaliby na turniej do Rosji. Problem jest taki, że trener i piłkarze w jakiś zdumiewający sposób ustawili się w roli kelnerów w stosunku do Leo. To głównie wina szkoleniowca, bo po to się go bierze, żeby stworzył jakąś koncepcję gry. A my oglądamy graczy, którzy występują w Juventusie, Realu czy Barcelonie, a przy Messim stają się tylko jego pomagierami. To kuriozalna historia.

Rozmawiał: Dominik Senkowski