Oj, dzieje się w Mieście Aniołów

  • Redakcja

W ostatnich dniach wzrok fanów NBA-koszykówki zwrócony jest w stronę Los Angeles. Oczy Polaków skierowane są głównie w stronę drużyny Clippers, ale wszyscy i tak gapią się w kierunku Lakersów. Powód jest oczywisty. Nazywa się LeBron James.

Potwierdziły się zatem plotki, od których świat basketu huczał od kilku dobrych tygodni. LeBron podpisał 4-letnią umowę, więc chyba chce pograć w LAL ze swoim synem? Zarobi dzięki niej skromne 153,3 mln dolarów. Transfer ten w jednej chwili postawił młodą ekipę Luke’a Waltona w gronie faworytów Konferencji Zachodniej. Jest jeszcze jedna sprawa, ważna dla historyków, statystyków: przeprowadzka Jamesa sprawiła, że w Lakersach swoje miejsce znalazło sześciu z ośmiu najlepszych strzelców w historii NBA. LeBron będzie się musiał mierzy z legendą Kareema Abdul-Jabbara, Karla Malone’a, Kobe Bryanta, Wilta Chamberlaina oraz Shaqa O’Neala. Pięknie. Ale wróćmy do teraźniejszości.

Do zespołu za „The Chosen One” czym prędzej podreptali solidny obrońca Kentavious Caldwell-Pope, środkowy JaVale McGee, rozgrywający Rajon Rondo oraz Lance Stephenson. Ten ostatni – nawiasem niezły chuligan – w poprzednich play-offach w barwach Indiany dał się nieźle we znaki LeBronowi. W ogóle między nimi bywało ciekawie:

To jednak na pewno nie koniec ruchów Lakersów na rynku. Kto jeszcze może dołączyć do zespołu, którego wielkim fanem jest Jack Nicholson? W mediach pojawia się kilka poważnych kandydatur. Spekuluje się np. o młodym strzelcu Devinie Bookerze z Suns, a także o środkowych: DeMarcusie Cousinsie i Clintcie Capeli. Jest jednak bardzo mało prawdopodobne, by tego ostatniego puścili z Houston. Tak, jak z Oklahomy nie ruszy się Paul George, o którym także myśleli w Lakers. A właśnie gruchnęła wiadomość: Cousins będzie graczem mistrzów NBA – Golden State Warriors. Ależ tam jest ekipa!

Na transfer do LAL naciska MVP Finałów NBA z sezonu 2013/14 Kawhi Leonard. Niski skrzydłowy, o czym ćwierkają niektóre wróbelki, jest do tego stopnia zdesperowany, że może nawet sabotować sezon, jeśli tylko zostanie w Spurs. Ostatnio Leonard dostał na Twitterze ciekawą propozycję… od Marcina Gortata. Ten namawiał go (wpis został usunięty) do przeprowadzki do Los Angeles i zasilenia ekipy Clippers.

Zatrzymajmy się przy Marcinie Gortacie. Jego wyprowadzka po pięciu latach z Waszyngtonu była do przewidzenia. Zwłaszcza po tak kiepskim sezonie, jak ten poprzedni, w którym Polak podczas swoich 25 minut na parkiecie notował średnio 8,4 punktów, 7,6 zbiórek. i 1,8 asyst. Mówiło się także o braku porozumienia z gwiazdą zespołu, Johnem Wallem. Poza tym, trener Wizards Scott Brooks coraz rzadziej stawiał na łodzianina, nie miał pomysłu, jak wykorzystywać na parkiecie jego atuty. Zmiana więc była potrzebna obu stronom. Tym bardziej, że aktualny kontrakt Gortata obowiązuje jeszcze przez rok i jest wart ponad 13 mln dolarów. Wybór padł na Clippers, a w drugą stronę, do Wizards poszedł Austin Rivers, a więc… syn trenera LAC, Doca.

„Jestem przeszczęśliwy, że trafiłem do Los Angeles. Zawsze marzyłem, żeby mieszkać i grać w tym mieście, a od kiedy jestem z Alicją (aktorką Bachledą-Curuś – przyp. red.) zależało mi na tym jeszcze bardziej. Po sezonie powiedziałem mojemu agentowi, że jeśli doprowadzi do mojej wymiany z klubem z LA, to postawię mu w Polsce pomnik. Zadzwonił do mnie w nocy i zapytał, kiedy mu prześlę możliwe lokalizacje, żeby sobie jakąś wybrał” – powiedział Gortat w wywiadzie dla PAP.

Kogo 34-letni Polak spotka w Clippersach? Na pewno nie podstawowego środkowego i lidera DeAndre Jordana, który postanowił kontynuować karierę w Teksasie w barwach Dallas Mavericks. Czy to oznacza więcej minut dla Gortata? Niekoniecznie. Być może szefowie LAC będą chcieli pozyskać jeszcze kogoś na pozycję centra. Oprócz Polaka w zespole jest jeszcze mierzący 222 cm wzrostu Serb Boban Marjanovic.

Łodzianin, o czym kilka razy wspominał, najpewniej zakończy karierę po najbliższym sezonie. W nowym otoczeniu będzie sprawował raczej funkcję mentora dla młodszych kolegów, choćby tych wybranych w drafcie: Jerome’a Robinsona oraz Shaia Gilgeous-Alexandera. Co więcej, ze znakomitych zasłon Gortata z pewnością będą korzystać obwodowi Milos Teodosić i Lou Williams. A nad wszystkim (tzn. dalszą przebudową drużyny trwającą od poprzedniego sezonu) kolejny rok będzie czuwał trener Doc Rivers, któremu w wyłapywaniu odpowiednio dobrych „wolnych agentów” pomoże doświadczony Jerry West. Sezon 2017/18 ubożsi krewni Lakersów zakończyli (z bilansem 42-40) na dobrym, 10. miejscu w Konferencji Zachodniej. Jak będzie z Marcinem Gortatem w składzie?