Au revoir czy adios?

  • Redakcja

Po niesamowicie długim okresie oczekiwania, który wynosił dokładnie jeden dzień, wracamy do meczów mundialu w Rosji. W walce pozostało już tylko szesnaście zespołów – najciekawiej wygląda para Francji oraz Argentyny. Podopieczni Didiera Deschampsa przez turniej przeszli raczej spacerkiem, co i tak wystarczyło na zdobycie pierwszego miejsca w grupie C. Z dalekiej podróży wrócili zaś Albicelestes – Leo Messi i spółka rzutem na taśmę uratowali swój byt w Rosji i trudno nie znaleźć analogii do występów reprezentacji Portugalii na Euro 2016 – czy zawodnicy z Ameryki Południowej także okażą się skuteczni w rundzie finałowej? 

Patrząc na grę Francuzów podczas bieżącego turnieju trudno nie odnieść wrażenie, że drużyna nieco się wypaliła. Zdobycie zaledwie trzech bramek przeciwko Australii, Peru czy Danii nie może napawać fanów Les Bleus przesadnym optymizmem. A może oni po prostu już tak mają – zostawiają wszystko, co najlepsze, na sam koniec? Wystarczy prześledzić rezultaty Trójkolorwych z Euro 2016 – tam również było mizernie do etapu 1/8, gdzie dosłownie wymęczyli oni zwycięstwo 2:1 przeciwko Irlandii. A potem wspaniale odpalili: 5-2 z sensacyjną Islandią i wreszcie 2:0 w starciu naprzeciw Niemcom. Trzeba także wziąć poprawkę na atmosferę – w tamtym czasie Deschamps miał być osobą, która po 16 latach ponownie doprowadzi Francję do triumfu na tego typu turnieju, tym razem jako trener. Zawód po Euro był jednak ogromny, gdyż porażka na własnej ziemi boli zdecydowanie najbardziej, a pracy nad przygotowaniami do mundialu w Rosji nie pomagały krążące spekulacje, wokół osoby selekcjonera Les Bleus. Tuż przed rozpoczęciem mundialu mówiło się nawet o tym, że niezależnie od osiągniętego wyniku, Deschamps przestanie być sternikiem kadry Francuzów. Dzisiaj nikt nie powie tego głośno, bo z korzyścią dla drużyny narodowej będą zapewnienie o pewności posady trenera, ale ewentualne odpadnięcie już na tym etapie będzie uznane za ogromny niewypał: może nie aż taką skalę jak w 2002 czy 2010 roku, ale i tak zaboli. Tym bardziej patrząc na to, co działo się w fazie grupowej z reprezentacją Argentyny.

Jedno słowo, którym można nazwać pobyt Albiceleste na mundialu? Kontrowersja. Zaczęło się, właściwie, jeszcze przed samym turniejem. Decyzje o powołaniach Sampaoliego wzbudzały falę niezbyt przychylnych komentarzy, a najszerszym echem odbił się brak wezwania do kadry dla Mauro Icardiego. Napastnik Interu zanotował w Serie A swój sezon życia, zdobywając 29 goli w 34 sezonach, lecz na trenerze reprezentacji nie zrobiło to specjalnego wrażenia. Przed samym turniejem zdarzyły się zaś oskarżenia wobec Sampaoliego – Argentyńczyk miał bowiem molestować jedną z kucharek w Rosji. A wreszcie same występy na turnieju. Czy to, natomiast, powinno aż tak szokować? Wróćmy zatem do eliminacji strefy CONMEBOL. Zaledwie 19 zdobytych bramek (mniej miała tylko Boliwia) i tylko 16 straconych. Argentyna wyraźnie stawiała na podejście defensywne i o mały włos to nie zadziałało – o zwycięstwie zadecydował dopiero mecz z Ekwadorem (3:1), który uchronił Argentynę przed ogromną kompromitacją. Albiceleste są mistrzami w trzymaniu napięcia do końca i wychodzeniu zwycięsko z najgorszych opresji: wystarczy spojrzeć na fazę grupową turnieju w Rosji. Najpierw bezbarwne 1:1 z Islandią, potem 0:3 naprzeciw Chorwacji, a na sam koniec 2:1 w konfrontacji z Nigerią, gdzie o zwycięstwie zadecydowało wejście w pole karne środkowego obrońcy, konkretniej Marcosa Rojo. Na co zatem powinniśmy liczyć ze strony Argentyny? Na sporo dramaturgii.

Być może głównymi bohaterami tego dramatu będą Antoine Griezmann oraz Lionel Messi. Delikatnie ujmując nie stoją oni obecnie na poziomie, który mogliśmy zakładać przed turniejem. Zdobycie zaledwie jednego gola przez każdego z nich doskonale obrazuje, w jakim miejscu znajdują się obydwie reprezentacje. Zdecydowanie brakowało sytuacji podbramkowych, a jak już piłka znajdowała się w okolicy pola karnego, wyglądało to mniej więcej tak: „no masz tę piłkę, okiwaj trochę, tak z sześciu obrońców i strzel gola”. Gracze wokół wydają się kompletnie blokować potencjał najważniejszych graczy obydwu ekip, lecz z drugiej strony, jeżeli błyszczeć, to właśnie w takim momencie. Wszak to kapitan reprezentacji Argentyny wyprowadził swój zespół na prowadzenie przeciwko zawodnikom z Nigerii, ba, to on podejmował także decyzje personalne, gdy Sampaoli zapytał, czy aby na pewno wpuścić na boisko Sergio Aguero. Zawodnik Atletico Madryt natomiast swój występ na turnieju uświetnił jedynie zdobyciem bramki z rzutu karnego – czas powalczyć o powiększenie bramkowego dorobku! (kurs forBET Lionel Messi i Antoine Griezmann strzelą gola 6,00)

„Bramki w La Liga zdobyte przez napastników sobotnich meczów 1/8 finału, na przestrzeni ostatnich czterech lat”

Spotkanie Argentyny i Francji będzie pierwszym, od 48. lat, starciem na tego rodzaju turnieju. Ostatni taki przypadek miał miejsce w 1978 roku, gdy odbywały się Mistrzostwa Świata właśnie w kraju Albiceleste. Mecz w fazie grupowej tej imprezy zakończył się zwycięstwem gospodarzy 2:1. Po tej konfrontacji, jeszcze dwa razy doszło do bezpośredniego pojedynku obydwu drużyn.  7 lutego 2007 roku Argentyńczykom udało się zwyciężyć 1:0. Okazja do rewanżu pojawiła się dwa lata później – 11 lutego 2009 roku ponownie górą była jednak Argentyna (2:0). Trzy ostatnie pojedynki obydwu ekip = trzy wygrane Argentyńczyków. Będzie kontynuacja tej serii?

Przed mundialem taki hit na etapie 1/8 finału wzięlibyśmy w ciemno – dzisiaj natomiast można mieć poważne wątpliwości, co do jego. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że obie drużyny wskoczą na najwyższy poziom swoich umiejętności i zaprezentują nam widowisko z absolutnego topu. Na to wszyscy dzisiaj liczymy – w końcu to 1/8 finału Mistrzostw Świata w Rosji! (kursy forBET Francja 2,40, remis 3,05, Argentyna 3,40)